Straszków pod Kłodawą wielu rolnikom kojarzy się jednoznacznie - siedziba Kutnowskiej Hodowli Buraka Cukrowego. Okazuje się jednak, że od 8 lat, na jeden dzień w roku, opanowują tę firmę okoliczni plantatorzy rzepaku. Podwórze spełnia rolę placu wystawowego, wypełnionego różnorodnym sprzętem rolniczym. W pobliskiej przestronnej sali prezentowane są natomiast wystąpienia specjalistów. W tym roku gościem specjalnym spotkania był prof. Marek Korbas z Instytutu Ochrony Roślin w Poznaniu.

Początek imprezy to jednak przegląd poletek odmianowych, połączony z oceną stanu rzepaku w danym sezonie. Uczestnicy spotkania zgodnie przyznali, że biorąc pod uwagę kondycję roślin pod koniec II dekady maja, można prognozować udany sezon rzepakowy. Plony powinny być wysokie.

OCENA DOTYCHCZASOWEJ WEGETACJI

Długa i ciepła jesień sprawiła, że nawet najsłabsze plantacje weszły w przerwę wegetacyjną dobrze przygotowane do zimy. Zresztą cóż to była za zima. Raptem dwa tygodnie z niską temperaturą. Nawet nocne jej spadki do -25oC, w obliczu stosunkowo grubej warstwy śniegu zalegającej na roślinach, nie stwarzały cienia zagrożenia. Niepokój budziło wiosenne słońce, ostro świecące już w połowie lutego. Na niejednej plantacji wywołało pojawienie się oznak pobudzenia wegetacyjnego. Pogoda znowu jednak okazała się łaskawa, nie przynosząc nawrotów mrozu i śniegu. Niebo poskąpiło co prawda opadów przez dwie dekady marca, ale koniec miesiąca zbilansował niedobory.

"Podlany " w porę rzepak błyskawicznie wystrzelił pędem ku niebu. W miarę równomiernie rozłożone opady kwietniowe podtrzymały harmonijny rozwój roślin. Efektem było pojawienie się pierwszych kwiatów 10 do nawet 12 dni wcześniej od średniej wieloletniej, czyli już na przełomie II i III dekady kwietnia. Mało tego, do końca II dekady maja rzepak dosłownie kąpał się w deszczu. Przelotne opady występowały co 2-3 dni. Akurat dla tej rośliny, mającej wysokie wymagania wodne, było to przysłowiowe zrządzenie losu.