Zacznijmy od rynku żywca wołowego. Wydaje się, że ostatnie satysfakcjonujące ceny, hodowcy otrzymywali w czerwcu. Teraz firmy nie chcą płacić więcej, bo narzekają na kłopoty ze sprzedażą.

A jak kształtują się najnowsze stawki żywca? Byki są wyceniane na 5,0 , maksymalnie 6,0 złotych za kilogram. Jałówki kosztują od 4,0 do 5,0 złotych. W przypadku sprzedaży krów, stawki są najczęściej o złotówkę niższe.

W klasyfikacji poubojowej byli są skupowane po 10,0 -10,5 złotego za kilogram. Ceny jałówek krążą wokół 9,0 złotych. Maksymalnie 9,5. Za krowy zakłady mięsne płacą 7,8 – 8,4.

Nienajlepsza jest też sytuacja dla producentów trzody. Świński dołek świńskim dołkiem, a ceny cenami. Jeśli się zmieniają, to tylko w dół. W większości firm ceny skupu żywca spadły już poniżej 4,0 złotych za kilogram. A są zakłady, gdzie hodowcy za dostarczone świnie otrzymują niewiele ponad 3,5 złotego.

Rozliczając się w klasyfikacji poubojowej cenom również daleko do jeszcze nie tak bardzo odległych wyników. Tuczniki w najwyższych klasach nie przekraczają już 6,0 złotych za kilogram. Najnowsze stawki w dwóch najwyższych klasach „S” i „E” to 5,2 – 5,6 złotych za kilogram.

Spadają również ceny drobiu. I choć podaż tego mięsa wcale nie jest duża, przeceny od początku września sięgnęły 10%. Za brojlery duże zakłady płacą 3,2 – 3,3 złotych za kilogram. Na wolnym rynku stawki są jeszcze niższe.

I trudno oczekiwać poprawy. Dopóki handel wciąż trudno nazwać handlem, można spodziewać się dalszych obniżek. I to zarówno na rynku drobiu, wieprzowiny a nawet wołowiny.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!