Wszystko więc, tak jak zwykle, odbywa się przy udziale pośredników. Litwini czy Białorusini, kupują nasze jabłka na potęgę i wysyłają na rosyjskie rynki.

Ale nawet tak bardzo rozkręcona sprzedaż, wcale nie podnosi cen. Te, jak stały w miejscu, tak stoją. Sadownicy wciąż więc za kilogram owoców przygotowanych do eksportu, dostają najczęściej 60 groszy. Rzadko się zdarza, i to tylko przy najlepszych odmianach i owocach naprawdę wysokiej jakości, żeby stawki wzrosły o 10 groszy.

Identyczne ceny jak w Sandomierzu, obowiązują na Mazowszu. Spółdzielnia ogrodnicza w Garwolinie czy Logistyka spółka z o.o. płaci rolnikom 60 groszy za jabłka wysyłane na eksport.

Niewielki jest skup jabłek przemysłowych. Zaledwie 10 groszy za kilogram płacą spółdzielnie ogrodnicze na Mazowszu, 16 w Małopolsce.

Skupowane są też jabłka do obierania, przeznaczane do prażenia. Ceny kształtują się około 45 groszy za kilogram, ale warunkiem sprzedaży jest przynajmniej siedmiocentymetrowa średnica. Głównie skupowana odmiana, to Idaredy.

Obowiązujące cenniki są wciąż dla sadowników - mówiąc delikatnie - mało satysfakcjonujące, komentuje Janusz Stasiak – prezes Sandomierskiego Ogrodniczego Rynku Hurtowego.

I nie ma pocieszających wiadomości dla sadowników – mówią eksperci. Takie stawki jeszcze długo będą się utrzymywać. Tymczasem producenci, liczą na zmiany. Według ich ocen, nawet 1/5 owoców, zalegająca w tej chwili przechowalnie, może wkrótce trafić na śmietnik.

Jabłka były zebrane za późno, czekano aż się odpowiednio wybarwią, aby trafić w gusta rosyjskich odbiorców. A po drugie, wciąż brakuje chłodni z kontrolowaną atmosferą. To wszystko wpływa oczywiście na jakość.

Wciąż brakuje nam zorganizowania, zresztą nie tylko na rynku jabłek – mówi Janusz Stasiak. Podczas gdy wszelkie prace związane z sortowaniem czy pakowaniem owoców, leżą w gestii naszych sadowników, na zachodzie Europy robią to wyspecjalizowane firmy.

Inaczej też się odbywa negocjowanie kontraktów. W krajach starej Unii Europejskiej, już przedwstępne umowy są podpisywane zaledwie przez kilka osób, które reprezentują większość zrzeszeń czy grup producenckich. U nas, wszystko odbywa się indywidualnie. A duży, jak wiadomo, zawsze może więcej.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!