Rzeczywistość pokazuje, że dane sobie, a rynek sobie. W raporcie GUS opublikowanym zaledwie kilka dni temu czytamy, ze pogłowie trzody chlewnej spadło do najniższego poziomu od 40 lat!

Od ostatniego szczytu, czyli lipca 2006 roku, „świńska górka” stopniała o 4,6 miliona sztuk. I taka tendencja ma się utrzymać przynajmniej do lipca. Wzrost pogłowia w ujęciu rocznym, może nastąpić dopiero w listopadzie.


Taka sytuacja może oznaczać jedno – rok 2009 może być rekordowy pod względem cen skupu żywca wieprzowego. Słaba złotówka wciąż nie sprzyja importowi żywych świń i mięsa z krajów Unii Europejskiej. Zakłady mogą więc mieć problemy z pozyskaniem odpowiedniej ilości surowca.

Ale na razie, rewolucji nie widać. W punktach skupu ceny żywca wieprzowego spadły już poniżej 4 złotych za kilogram, choć najczęściej obowiązują stawki jeszcze powyżej tej granicy.

W klasyfikacji poubojowej klasa E wyceniana jest średnio na 5,5 złotego. Klasa R kosztuje około 5 złotych. Najwyższej klasie S, wciąż daleko do 6 złotych.

Za to na targowiskach popyt nakręca ceny. Maksymalne stawki w wysokości 400 złotych za parę, nie budzą już zdziwienia. 300 złotych za parę tych zwierząt, to już norma.

O rosnącym zainteresowaniu powiększaniem hodowli, świadczą też wzmożone zakupy prosiąt za granicą. Importowane z Danii czy Holandii, w zależności od wagi, kosztują od 230 do 280 złotych za sztukę. I wcale nie jest tak łatwo je zdobyć.

A w zakładach, przynajmniej w najbliższym czasie nic nie zapowiada podwyżek. Mimo ograniczenia importu i tak niskiej podaży tuczników na krajowym rynku, firmy nie muszą zabiegać o surowiec, bo i zamówienia za strony handlu są mizerne.


Źródło: farmer.pl