Zanosi się na kolejny słaby rok pod względem produkcji rzepaku, przynajmniej w Europie. Straty mrozowe m.in. w Polsce, Niemczech i na Ukrainie zrobiły swoje. Ceny rzepaku na giełdzie w Paryżu przekroczyły kilka dni temu poziom 500 euro/t. Dzisiaj przed południem rzepak osiągnął cenę 506 euro/t.

Ale cena rzepaku systematycznie rośnie od trzeciej dekady listopada ub. r., kiedy to wyznaczyła minimum na poziomie ok. 400 euro/t. W ciągu niespełna pięciu miesięcy wzrosła o ponad ¼. W ostatnich dniach można nawet zauważyć na wykresie przyspieszenie dynamiki wzrostu.

Pytanie podstawowe: co będzie dalej, czy ceny rzepaku nadal będą rosły? Aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie cofnijmy się kilkanaście lat.

W okresie 1995 - 2006 ceny rzepaku poruszały się w zakresie (odcinając krótkotrwałe ekstremalne notowania) ok. 180 – 300 euro/t. W tym czasie notowania przebiegały w dość spokojnym rytmie kilkuletnich wzrostów przerywanych dwoma silnymi szybkimi spadkami cen.

Sytuacja zmieniła się na przełomie I i II kwartału 2007 r. gdy rozpoczął się bardzo silny trend wzrostowy, który wywindował w 11 miesięcy cenę z ok. 250 euro/t do 521,50 euro/t czyli o blisko 110 proc! Jak można zauważyć na wykresie, cena równie szybko spadła do poziomu ok. 260 euro/t- przez kolejne 11 mies.! (ogólnoświatowy kryzys).

W IV kwartale 2009 r. rozpoczęła się kolejna silna fala wzrostowa cen, która przez 16 mies. doprowadziła notowania rzepaku do 521,75 euro/t – wzrost o 101 proc. (styczeń 2011). Przez kolejne 10 mies. ceny spadały lecz nie tak dynamicznie jak w 2008 roku, a zakres spadku był znacznie mniejszy, co wyraźnie widać na załączonych wykresach.

Utrzymywanie się wysokich cen rzepaku przez okres blisko dwóch ostatnich lat (400-500 euro/t) miało i ma swoje podłoże fundamentalne. Kolejne słabe zbiory w Europie oraz duża niepewność plonów w nadchodzącym sezonie (zimę mamy za sobą ale jeszcze pozostają warunki pogodowe do „małych żniw”) spowodowały taką a nie inną sytuację na rynku.

Odpowiadając na zadane wcześniej pytanie można powiedzieć, że są ku temu duże przesłanki. Za kontynuacją wzrostu przemawiają wspomniane dane fundamentalne (niższa podaż) oraz czynnik typowo wynikający z analizy technicznej wykresu mówiący o kontynuacji trwającego trendu (obecnie trend jest wzrostowy- od IV kwartału 2009 r.).

Jednak dużym zagrożeniem dla dalszego wzrostu cen są wspomniane wcześniej poziomy historycznych szczytów notowań. Osiągnięte 521,50 i 521,75 euro/t w latach 2008 i 2011 stanowią w tej chwili silny opór z punktu widzenia analizy technicznej. Należy jednak zaznaczyć, że jest to tylko pewnego rodzaju bariera psychologiczna, która może wśród uczestników rynku wywołać nerwowość lub niechęć do kupowania kontraktów terminowych po cenach zbliżonych do poziomu, w którym historycznie przynajmniej na kilka miesięcy kończył się trend wzrostowy. Z drugiej strony posiadacze pozycji długich na rzepaku mogą z tych samych powodów chętniej zamykać pozycje (sprzedawać kontrakty).

Dlatego wydaje się, że w najbliższym czasie będziemy mieli wspomniane w tytule decydujące starcie byków (grających na wzrost ceny) i niedźwiedzi (grających na spadek ceny). Wygra ta grupa, której będą sprzyjać pojawiające się czynniki fundamentalne.

Jeżeli splot tych czynników będzie korzystny dla wzrostów i nastąpi wyraźne pokonanie poziomu oporu (521,75 euro) to prognozowany zasięg wzrostu ceny dla rzepaku - z punktu widzenia analizy technicznej wykresu – wynosi niewyobrażalne dzisiaj wartość ok. 660 euro/t  (patrz wykres).