Początek tygodnia przyniósł kontynuację korekty notowań rzepaku i odreagowanie spadków cen soi i canoli. W poprzednich pięciu komentarzach analizowałem główne czynniki mające wpływ na obecnie panujący trend notowań rzepaku na giełdzie w Paryżu, a co za tym idzie i na rynku w Polsce. Trudno jest ocenić skalę oddziaływania każdego z nich z osobna na cenę, gdyż kształtowany poziom cen w danym momencie jest wypadkową opisanych czynników jak również wielu innych. Niemniej jednak trzeba zauważyć, że w ostatnich miesiącach splot czynników przemawiających za wzrostem ceny rzepaku jest niezwykle korzystny.

Niższa światowa produkcja, w tym najniższa od czterech lat w Unii Europejskiej, rosnące ceny oleju palmowego (najwyższe od 4,5 roku), rosnące ceny ropy naftowej (najwyższe od 1,5 roku)słabnące euro do dolara to główne czynniki działające prowzrostowo na cenę rzepaku. Jedynym głównym zagrożeniem jest rekordowa produkcja globalna oleistych, w tym soi. Wszystko to złożyło się na wzrost ceny rzepaku z 350 euro/t (od ostatniego lokalnego dołka 6 lipca 2016 r.) do 419,75 euro/t w połowie grudnia ub.r. (19,9 proc.).

Od połowy grudnia notowania rzepaku na paryskiej giełdzie znajdują się w fazie korekty. Na dzień dzisiejszy należy tak to interpretować. Natomiast wyznaczanie zakresu korekty i czasu jej trwania byłoby niczym wróżeniem z fusów. Nikt nie jest w stanie dokładnie tego określić. Bowiem notowania giełdowe w krótkim czy też bardzo krótkim okresie (w trakcie dnia) często mają podłoże psychologiczne - na giełdzie działają emocje, czasami zachowanie się inwestorów jest irracjonalne (chociażby ekspresowy spadek ceny rzepaku w lipcu 2013 r. i lipcu 2014 r., po czym następowało szybkie odbicie cen). Dlatego ważny jest główny trend - długoterminowy, a ten od lata 2014 r. jest wzrostowy. Trend średnioterminowy (od lata 2016 r.) również jest wzrostowy - przeplatany krótkimi korektami (wykres kontynuacyjny poniżej).