Kwoty produkcyjne służyły historycznie finansowaniu dopłat eksportowych, jednak od 2008 roku UE nie dopłaca do eksportu ani cukru, ani jego postaci w towarach przetworzonych. Dlatego też uważa się, że opłaty produkcyjne nie mają racji bytu.

Według analityków S&P Global Platts po zniesieniu kwotowania produkcji cukru i izoglukozy w Unii w sezonie 2017/18 (październik/wrzesień) produkcja cukru ma wzrosnąć o 10 proc. i oczekuje się, że produkcja cukru wzrośnie do 18,32 mln t. Największy, w sumie razem 70 proc. udział we wzroście mają mieć Francja i Wielka Brytania. Francuzi mają produkować 5,53 mln t tj. o 17 proc. więcej niż w sezonie wcześniejszym, z kolei Brytyjczycy 1,36 mln t, czyli o 40 proc. więcej.

Analitycy zakładają, że mimo wzrostu produkcji w UE pozostaną regiony deficytowe, co w połączeniu z bardzo niskimi zapasami sprawi, że nadal pozostaniemy importerem cukru netto. Import wyniesie nawet 3 mln t cukru białego. Platts ocenił też, że wzrośnie unijny eksport o mln t do 2,4 mln t. Unijny cukier ma trafiać w dużej mierze do Afryki Północnej i na Bliski Wschód.

Szacunki zakładają normalne warunki pogodowe i prognoza większej produkcji we Francji nie powinna dziwić. Zarówno plantatorzy, jak i producenci od dłuższego czasu zapowiadają intensyfikację produkcji, informuje Reuters.

Bardziej zastanawiającym może być szacunek dla Wielkiej Brytanii, w której sektor opiera się na imporcie, głównie z dawnych kolonii. British Sugar deklarował utrzymanie produkcji na poziomie ok. jednego mln. t. Poza tym niewiadomą jest Brexit, za którym otwarcie opowiada się część firm.

Prognozę 10 proc. wzrostu unijnej produkcji jest dość zachowawcza. Prawdopodobne jest, że wzrost produkcji w krajach innych niż Francja i Wielka Brytania da wyższe wyniki. Platts nie oczekuje większych podwyżek ani w Niemczech, ani w Polsce. Ich zdaniem niskie obecnie zapasy w połączeniu z silnym popytem eksportowym będą generować import cukru.

Podobał się artykuł? Podziel się!