Maliny kończą swój sezon na poziomie 3,5 zł. Coraz mniej do punktów skupu trafia też śliwek. Zakłady kupują je z coraz mniejszą ochotą, bo narzekają na zbyt finalnych produktów. A ceny? To zaledwie 1/3 ubiegłorocznej stawki. Rozrzut w cennikach bardzo duży. Na Pomorzu kilogram kosztuje 40 groszy. Na Dolnym Śląsku – 75.

Wciąż kiepska sytuacja panuje na rynku jabłek przemysłowych. Co prawda w zakładach przetwórczych ceny skupu wzrosły, ale zaledwie o 1 grosz w ciągu tygodnia.

Zaledwie 14–15 groszy płacą firmy w Małopolsce i na Podkarpaciu. Najczęstsze ceny skupu to 18–19 groszy za kilogram. Takie stawki obowiązują na Lubelszczyźnie, w Łódzkiem, na Mazowszu i w Wielkopolsce. Najwyższe stawki – 20 groszy za kilogram jabłek przemysłowych dostają producenci na Śląsku.

Szumnie zapowiadane przez sadowników protesty, blokady zakładów i odgrażanie się pozostawieniem jabłek na drzewach, na nic się zdały – komentują w zakładach. Firmy płacić nie zamierzają więcej, bo sytuacja na światowych rynkach jest mało sprzyjająca. Ceny koncentratu i na Ukrainie i w Chinach coraz niższe.

Sadownicy między dużymi, a mniejszymi stratami wybierają więc te drugie. Zbierają jabłka i odstawiają do zakładów. Jedyne pocieszenie to to, że owoce są dość duże, łatwiejsze do zbioru.

Nie ma też problemu ze znalezieniem ludzi do pracy. Nie trzeba już szukać Ukraińców. Polacy, którzy wyjechali na Zachód Europy w poszukiwaniu pracy, wracają i tu rozglądają się za możliwością choćby dorywczego zarobku.

A przed nami szczyt zbioru jabłek przemysłowych, który przypada na przełom września i października, jeszcze przed pierwszymi przymrozkami. Trudno oceniać, czy ceny pójdą w górę. Jeśli tak, to tylko minimalnie. Na pewno znacząco nie przekroczą poziomu 20 groszy za kilogram. To tyle co w ubiegłym sezonie.

O szczęściu – jeśli to nie za duże słowo – mogą mówić jedynie producenci warzyw. I to nie wszystkich. Numerem jeden w tym sezonie są bezsprzecznie brokuły i kalafiory. Ceny z tygodnia na tydzień idą w górę, bo odbiorcy i z zachodu i ze wschodu Europy poszukują mrożonek właśnie z udziałem tych warzyw.

W górę pną się też ceny pietruszki. To efekt problemów z ukorzenianiem się tych warzyw. Już teraz kilogram kosztuje w spółdzielniach ogrodniczych 2,5 złotego. Czyżby pietruszka nadal miała bić rekordy cenowe?

Prawie w ogóle nie ma już pomidorów gruntowych. Do punktów skupu trafiają przede wszystkim warzywa spod osłon. A jakość nie najlepsza, co od razu ma swój wyraz w cenach. Te do mrożenia kosztują teraz 55 gr za kg. Do tłoczenia średnio 33 gr – podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa.

Brakuje ogórków, a wszak to sezon na przetwory. Plantacje wykończyły choroby, więc ogórków gruntowych nie ma. Do konserwowania kosztują 1,75 zł. Spółdzielniom udaje się zdobyć tylko minimalne ilości. Ceny spadły prawie o 20 groszy w ciągu tygodnia. Ogórki spod osłon są wyceniane na 1,92. Tu też notujemy spadek cen.



Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!