Firmy nie muszą zabiegać o hodowców, bo w razie problemów z zakupami na krajowym rynku, ratują się surowcem z zagranicy. To wciąż opłacalny interes. A przy okazji mogą sobie pozwolić na kolejne obniżki.

Inaczej się nie da – tłumaczą w zakładach. To jedyny sposób na wyeliminowanie konkurencji przy sprzedaży półtusz wieprzowych. Jest jeszcze jeden powód przecen – kompletny zastój w handlu.

Nie ma więc innej rady, trzeba obniżać ceny – mówią przetwórcy. Efekty już dość wyraźnie widoczne są w cennikach. W niektórych firmach stawki za świnie w klasie „S” i „E” spadły mocno poniżej 6 złotych i zaczynają się teraz od 5,70 zł za kg. Górna granica to 6,35. Klasa „U” jest wyceniana na 5,50 – 6,05 zł. A podstawowa klasa „R” kosztuje 5,20 – 5,80.

Każdy chce sprzedać, nikt nie chce kupić. W magazynach rosną więc góry mięsa i problemów. I nie pomagają nawet kolejne obniżki. Nie sprzedaje się właściwie nic. A krajową ofertę wciąż uzupełnia import. Choć stwierdzenie – uzupełnia – nie jest tu najwłaściwszym określeniem, bo towaru niesamowicie dużo.

Trudno nawet mówić o cenach, bo firmy są skłonne je negocjować. I to ostro w dół. Ale nawet taki ruch nie zachęca do kupna – komentuje Jarosław Ogorzewski z giełdy Agrohandel w Łodzi.

Ale jak wszędzie, są i wyjątki. Jedynym towarem, który znajduje nabywców są tłuszcze. Większy ruch powoduje oczywiście zmiany w cennikach. I choć to tylko symboliczne, to jednak podwyżki.

Być może to tylko chwilowy trend. Niektórym firmom udało się podpisać kontrakty eksportowe na Ukrainę, ale jak długo potrwa handel ze Wschodem – na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi.

Na koniec słowo o prosiętach. W tym tygodniu Małopolska spadła z czołowego miejsca w rankingu notowań. Teraz para prosiąt kosztuje tam od 380 do 490 zł. Na prowadzenie wysuwa się Podlasie, gdzie maksymalne stawki osiągnęły 500 złotych. Minimalne zaczynają się od 240 zł. w pozostałych rejonach ceny krążą najczęściej wokół 300 – 400 złotych.



Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!