Potwierdzają się wcześniejsze przewidywania, że cudów nie będzie. Przynajmniej w handlu ziarnem. Ceny spadają i spadać będą. Nie ma żadnych przesłanek, aby cokolwiek miało się zmienić.

Stawki spadają z dnia na dzień. Kto jeszcze nie sprzedał ziarna – a takich jak twierdzą maklerzy giełd towarowych – jest ciągle wielu, próbuje to zrobić na siłę.

Ale na siłę, wcale nie oznacza – za wszelką cenę. Jest sporo producentów, którym trudno przyzwyczaić się do nowego krajobrazu cen. A ten, niczym w kalejdoskopie, się zmienia.

Oto prosty przykład. Prześledźmy jak taniała pszenica paszowa tylko w ubiegłym tygodniu. Zacznijmy od poniedziałku. Tonę tego ziarna wyceniano na 550 złotych. Każdego dnia stawki spadały o 10 złotych. W piątek sięgnęły 500 złotych za tonę.

Tak wyglądała sytuacja na północy kraju, czyli w rejonie, gdzie jeszcze do niedawna szalał eksport, który napędzał ceny. Dziś jest już spokojnie.

Mieszalnie pasz nie są już w stanie płacić więcej jak 500 złotych. W razie trudności wolą przywieźć ziarno z centrum kraju, gdzie tona pszenicy paszowej jest wyceniana na 400 złotych.

Złote czasy się skończyły, nie ma też nadziei na lepsze jutro, takie mamy wieści dla producentów. Trudno spodziewać się zmiany trendu, skoro ceny na giełdzie MATIF w Paryżu, która jest europejskim wyznacznikiem zmian, wciąż spadają.    

Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że w ciągu miesiąca ceny w kontraktach terminowych spadły o 20 euro za tonę.

Jeszcze w styczniu, tona pszenicy konsumpcyjnej na giełdzie MATIF kosztowała 157 euro. 9 lutego 152. To jeszcze niewielka korekta, ale już wyznaczony trend.

17 luty przynosi cenniki krążące wokół 145 – 148 euro za tonę. 26 luty to kolejny spadek do poziomu 140 euro. Marzec zamyka się w transakcjach opiewających na 135 – 135 euro za tonę. Chodzi o transakcje z terminem realizacji w maju.

W tej sytuacji trudno się spodziewać, że cokolwiek się zmieni. Skoro takie cenniki będą obowiązywały w całej Europie, to także i u nas.

Do żniw niewiele czasu, a magazyny wciąż pełne.

źródło: farmer.pl