A zaczęło się bardzo obiecująco. Najpierw wiosna, która przyniosła nie notowane w ostatnim ćwierćwieczu podwyżki. To nie była tylko specyfika polskiego rynku. Tak działo się na całym świecie. Na przednówku pszenica konsumpcyjna kosztowała często 900 złotych za tonę, ale chyba tylko po to, by po żniwach spaść nawet poniżej 400 złotych. I nie był to wyjątek potwierdzający regułę. Podobnie było z komponentami białkowymi. Śruta sojowa z 1400 złotych spadła do poziomu 900 złotych. Jeszcze silniejsze przeceny dotknęły śrutę rzepakową. Oferty sprzedaży spadły więcej niż o połowę. Gwoli przypomnienia cena obniżyła się z 750 – 800 złotych za tonę do zaledwie 350.

Taki rok może się zdarzyć tylko raz w życiu – podsumowuje Piotr Grela z Schouten Ceralco, firmy handlującej komponentami paszowymi.

A wszystko zaczęło się w 2007 roku. Światowa konsumpcja ziarna okazała się wyższa niż produkcja. Słabsze były też zbiory. Ambitne plany rozwoju rynku biopaliw nie tylko w Europie czy USA, ale nawet w Chinach i oczywiście przymusowe odłogowanie gruntów według zaleceń Unii Europejskiej, również zrobiły swoje. Na naszym rynku jeszcze nikt nie spodziewał się tego, co miało nadejść.

Pierwsi sytuację rozpoznali Niemcy. Jak zwykle, mieli lepszy monitoring niż my. Jeszcze w lutym i w marcu podpisywali u nas pierwsze kontrakty na zboża. A już w czerwcu masowo kupowali jęczmień ozimy na Dolnym Śląsku. Na polskich giełdach towarowych rozdzwoniły się telefony z Włoch, Hiszpanii, Francji. Kontrahenci szukali dziesiątek tysięcy ton ziarna. Na światowe rynki surowcowe wkroczył kapitał spekulacyjny. Zaczęła się gra na zwyżkę.

To wywołało niepohamowany wzrost cen. Producenci zbóż przystopowali ze sprzedażą, czekając na jeszcze większe zyski. I mieli rację, bo takie rzeczy się nie zdarzają, żeby w czasie żniw z tygodnia na tydzień, ziarno drożało o kolejne 50 złotych za tonę! Wielu rolników zachęconych szybkim zarobkiem, sporo zainwestowało, i powiększało areał, licząc, że takie stawki utrzymają się jeszcze długo. Ale tak się jednak nie stało. Ceny owszem, wciąż były wysokie, ale nie aż tak – komentuje Zbigniew Solecki z giełdy Rol-Petrol w Łodzi.