W poniedziałek USA zakończyły trwające 5 lat pertraktacje dotyczące transpacyficznej umowy handlowej TPP. Jeśli zostanie ona ratyfikowana, będzie to największe porozumienie o wolnym handlu na świecie.

Dla UE to jasny sygnał, żeby przyspieszyć rozmowy na temat transatlantyckiej umowy handlowo-inwestycyjnej (tzw. TTIP), które toczą się od 2013 r. Formalnie prace nad dwoma porozumieniami nie mają ze sobą wiele wspólnego - zajmują się nimi dwa różne zespoły negocjacyjne - ale finisz rozmów prowadzonych przez Amerykanów z ich transpacyficznymi partnerami wpływa na Europę mobilizująco.

"Dzięki zakończonym rozmowom o TPP będziemy mogli zająć się z jeszcze większą uwagą negocjacjami w sprawie TTIP" - oświadczyła unijna komisarz ds. handlu Cecilia Malmstroem, komentując finisz amerykańskich negocjacji z 11 państwami Azji i Pacyfiku.

 Podczas najbliższej, już 11. rundy negocjacji, rozpoczynającej się 19 października w USA, strony mają rozmawiać o ofertach taryfowych, jakie wcześniej sobie złożą. Będzie to druga wymiana propozycji w tej sprawie.

W lutym ubiegłego roku Bruksela przedstawiła Waszyngtonowi listę przewidującą zniesienie 96 proc. taryf importowych i zachowanie ochrony taryfowej tylko w przypadku nielicznych "wrażliwych" produktów, takich jak wołowina, wieprzowina i drób. Waszyngton nie odpowiedział jednak równie ambitną propozycją, co na wiele miesięcy zablokowało rozmowy w tej sprawie.

Odblokowanie tej kwestii stało się możliwe dopiero po wrześniowym spotkaniu na szczeblu politycznym między komisarz Malmstroem oraz jej amerykańskim odpowiednikiem Michaelem Fromanem. Amerykanie mają wyjść teraz z dużo ambitniejszą propozycją.

Drugą kwestią, która trzeba było odblokować w rozmowach politycznych, jest dostęp unijnych firm do amerykańskiego rynku zamówień publicznych. W tej chwili UE jest dużo bardziej otwarta niż USA. Rynek Stanów Zjednoczonych wciąż chroni ustawa Buy American Act z 1933 r., która zobowiązuje administrację USA do preferowania usług i produktów od krajowych dostawców.

Amerykanie długo opierali się przed przedstawieniem na piśmie swoich propozycji w tej sprawie. Teraz mają to zrobić, by również w tej kwestii mogły się toczyć bardziej konkretne rozmowy.

Obecnie żaden z rozdziałów porozumienia TTIP nie jest zamknięty. Mniej więcej w połowie z nich zarówno USA, jak i UE przedstawiły swoje propozycje i udało się wypracować tekst, ale z pustymi miejscami z nawiasami, które oznaczają, że konieczne będą dalsze negocjacje.

UE chce, żeby do końca roku wszystkie oferty zostały położone na stół i złożone we wspólny tekst, z wolnymi miejscami w spornych sprawach.

W praktyce oznacza to, że strony pozostawiają sobie możliwość ustąpienia lub naciskania w niektórych niekoniecznie ze sobą połączonych kwestiach. Przykładem może być sektor samochodowy, gdzie jedna strona może proponować taryfy w wysokości 0,5 proc., a druga 2,5 proc., ale porozumienie nie musi oznaczać spotkania się po środku, tylko np. połączenie tej sprawy z rozmowami na temat chemikaliów. Jeśli faktycznie do końca roku udałoby się przedstawić teksty ze strony UE i USA, byłby to ogromny postęp, choć negocjatorzy nadal mieliby bardzo dużo pracy.

Komisja Europejska, której najwyżsi przedstawiciele już kilkakrotnie wycofywali się z ogłaszanych przedwcześnie dat zakończenia rozmów, teraz nie chce mówić, kiedy oczekuje finiszu negocjacji.