Początek wtorkowej sesji notowań zbóż był spokojny. Niewielkie wzrosty cen kontraktów zbożowych mieszały się z równie niewielkimi spadkami. Taka sytuacja utrzymywała się do publikacji ważnych raportów USDA w zakresie zapasów zbóż i areału zasiewu w USA. Już się wydawało, że wtorek będzie dniem korekty po wcześniejszych kilkudniowych bardzo silnych wzrostach cen.

Nic bardziej mylnego. O godzinie 18 naszego czasu podano dane. Dane, które według mnie nie były powalające ani w jedną ani w drugą stronę. Generalnie gorsze dla amerykańskiej kukurydzy i lepsze dla pszenicy niż oczekiwano. W sumie na początku reakcja rynku była prawidłowa, cena kukurydzy wzrosła a pszenicy spadła, ale to co się później działo to mogło przyprawić o zawrót głowy. Ceny ruszyły mocno w górę, a ośmioprocentowy wzrost kukurydzy w jeden dzień jest bezprecedensowy. Pszenica zyskała dużo mniej, bo tylko …niespełna 6 proc.!

Po osiemnastej naszego czasu również zaczęły rosnąć ceny zbóż na giełdzie Matif, ale tuż niedługo sesja na tej giełdzie zakończyła się, więc niższe wzrosty cen należy tłumaczyć brakiem notowań. Ciekawie może być jutro. Niemniej wystarczyło to aby pszenica uporała się z poziomem 200 euro/t, a kukurydza wyznaczyła nowy kilkunastomiesięczny szczyt notowań.

Wtorkowe zachowanie się inwestorów na giełdzie w Chicago potwierdza panującą silną hossę na rynku zbóż. Znanym prawidłem rynków finansowych jest to, że w czasie bessy dobre informacje są ignorowane, a złe wyolbrzymiane, natomiast w czasie hossy na odwrót, złe są ignorowane przez rynek a dobre są wyolbrzymiane. I tak było wczoraj na giełdzie w Chicago.

Pisałem już nie raz od kilku miesięcy (co można sprawdzić w moich wcześniejszych komentarzach), że jest większe prawdopodobieństwo wzrostów cen zbóż z przyczyn obiektywnych (pogoda) i z prawdopodobieństwa statystycznego. Nigdy w tym czasie nawet nie zasugerowałem, że mogą wystąpić spadki cen do żniw czy też po żniwach (podobno byłem wyjątkiem). Ale marazm na giełdach, który trwał przez pewien czas powodował, że zastanawiałem się czy nie zakończyć współpracy z farmer.pl, bo może się mylę, grubo się mylę, było to frustrujące dla mnie. Wieszczono duże zbiory, ośrodki analityczne podnosiły prognozy zbiorów, a „eksperci” dalszy spadek cen. Nawet redaktor naczelny nie przyjął mojej propozycji napisania artykułów w ujęciu długoterminowym i konsekwencjach na najbliższe żniwa dla rzepaku i pszenicy.