Tymczasem 1 kwietnia Ukraina szykuje kolejne podwyżki celne. Przypomnijmy, stawki mają wzrosnąć o kolejne 10%. Czy to wpłynie na osłabienie eksportu? Trudno wyrokować. Apetyt na polskie jabłka, jest wciąż ogromny. A ceny? Z tym jest już znacznie gorzej. Za jabłka ze zwykłych chłodni można żądać 70 – 80 groszy za kilogram. Owoce muszą być jednak klasy extra, a i tak nie zawsze udaje się osiągnąć takie ceny.

Trochę więcej, bo około złotówki za kilogram może negocjować ten, kto ma jabłka z komór z kontrolowana atmosferą. Ale tych jest ciągle niewiele. A poza tym, na razie tylko nieliczni, zdecydowali się na ich otwarcie. Ale to nie jedyny warunek wyższych cen. Jabłko musi być pięknie wybarwione. Gusta wschodnich odbiorców są znane od dawna – im czerwieńsza skórka, tym chętniej płacą więcej.

Nie jest żadną tajemnicą, że nasze jabłka, kupowane w tak dużych ilościach przez Ukraińców, wędrują do Moskwy. A tam, na bazarach czy innych miejscach hurtowego handlu, kilogram jest wyceniany od 1 do 1,5 dolara. To oczywiście dużo mniej niż przed rokiem, ale o ile drożej niż na naszym rynku!

Jest w czym wybierać. Zdaniem Janusza Stasiaka, szefa sandomierskiego rynku, podaż jabłek długo się jeszcze nie skończy. Na razie najchętniej kupowane są owoce z grupy Jonagoldów. Prawie wcale nie handluje się Idaredami, które o tej porze roku były najczęściej wybieraną odmianą.

Polskie jabłka to w tej chwili 90% całego eksportu warzyw i owoców za wschodnią granicę. Niewielkie ilości sprzedają się kapusty i marchwi. Ale na takie zakupy mogą sobie pozwolić przede wszystkim firmy zachodnie, które mają swoje przedstawicielstwa na naszym rynku.

Te bez żadnych problemów i złośliwych kontroli wysyłają pod swoim szyldem polskie warzywa na rosyjskie rynki. Tak jak wspomniałam, to głównie marchew i kapusta, które są raczej uzupełnieniem wysyłki.

A co słychać w zakładach przetwórczych i spółdzielniach ogrodniczych? Tak spokojnie nie było od dawna. Ceny właściwie na tym samym, co przed tygodniem poziomie.

Cenniki zmieniły się wyraźnie jedynie w przypadku porów. W spółdzielniach ogrodniczych stawki kilograma wzrosły aż o 50 groszy w ciągu tygodnia. Teraz można za nie dostać około 4,5 złotego. Przypomnijmy, przed rokiem kosztowały nawet o połowę mniej. Pory sprzedawane na sztuki poszły w górę jeszcze bardziej, bo o 60 groszy. Najczęściej wyceniane są na 2,5 złotego.
Zdrożały selery i czosnek. Za główkę spółdzielnie płacą teraz zwykle 90 groszy. To skok o 20 groszy. Ten wyceniany na kilogramy kosztuje 6,75 zł. Tu jeszcze większy, bo 25 – groszowy wzrost stawek – podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa.

Poza tym pełna stabilizacja. Być może nadchodzące święta wpłyną na większy popyt – komentują specjaliści.

Źródło: farmer.pl