Już tylko w bardzo nielicznych miejscach, tak jak w Świętokrzyskiem, czy w niektórych rejonach wschodnich województw, para prosiąt nie przekracza 300 złotych. Ale takie cenniki dotyczą tylko najlżejszych sztuk.

Tak więc na targowiskach wciąż drogo, czego nie można powiedzieć o punktach skupu żywca wieprzowego. Tu czas podwyżek już minął. I choć sporo hodowców wciąż miało nadzieję, że jeszcze przed świętami uda się sprzedać świnie w wyższych cenach, na nadziejach się skończyło.

Ale niektórzy hodowcy jeszcze czekają. Jednak przetwórcy przekonują, że przedświąteczny skup jest już prawie na ukończeniu. Wielu planuje w poniedziałek, najpóźniej we wtorek wstrzymać zakupy. Kto więc nie zdążył sprzedać tuczników, będzie mógł się ich pozbyć dopiero po świętach.

Zakłady mięsne skupujące tuczniki niezmiennie trzymają się ubiegłotygodniowych cenników. Nikt raczej nie podnosi cen, bo i nie ma po co – tłumaczą w zakładach. Przedświąteczne zakupy już dawno przestały być czymś szczególnym. Firmy nie kupują większych ilości surowca, bo i nie ma go komu sprzedać.

Zamówienia ze strony sieci handlowych wcale nie są większe. Mimo więc świńskiej górki i mniejszej podaży żywca wieprzowego, problemów z zakupem planowanych ilości tuczników nie ma – zgodnie przyznają przetwórcy. Niepotrzebny jest też import. Nie ma więc powodów, by podnosić ceny.

Za tuczniki liczone w żywej wadze, hodowcy w punktach skupu mogą dostać najczęściej 4,60 złotego. Ale firmy starają się odchodzić od takiej formy skupu. Wolą się rozliczać w klasyfikacji poubojowej.

A według niej, tuczniki w najwyższej klasie „S” kosztują 6,10 – 6,20 złotych za kilogram. Za klasę „E” rolnicy dostają od 6 do 6,35 złotego za kilogram. „U” kosztuje 5,83 – 6,11. Za tuczniki w klasie „R” hodowcy otrzymują 5,62 – 5,88.

Wniosek nasuwa się jeden – drożej nie będzie. Przynajmniej na razie. Jaka podaż, takie zapotrzebowanie – dodają przetwórcy. Jak będzie po świętach? Raczej stabilnie, nikt nie planuje nerwowych ruchów.

Źródło: farmer.pl