I trudno się dziwić, bo to najtańsze owoce w Europie. Za złe mają nam to cały czas nasi zachodni konkurenci. Ich zdaniem Polska wprowadza dumpingowe ceny, utrudniając w ten sposób międzynarodowy handel.

Ale to nie dumping, lecz smutna rzeczywistość – komentują specjaliści. To żadna nowość, a tym bardziej żadna tajemnica, że tegoroczne zbiory jabłek były rekordowo duże. Efekty tego były od razu widoczne w postaci cen.

Co przyniesie nadchodzący sezon? Być może znowu nadprodukcję. Ciężko to mówić, ale jedynym ratunkiem dla wielu sadowników byłby jakiś kataklizm, choćby w postaci gradu, czy suszy – mówią eksperci. To brutalne, ale tylko w ten sposób można mieć gwarancję wyższych cen.

Tak więc zyski wyznaczają kaprysy pogody. I nigdy nie można przewidzieć, jakie będą zbiory. Na zachodzie Europy, tak jak to jest na przykład w krajach alpejskich, sadownicy inwestują w specjalne siatki, aby ustrzec sady przed gradobiciem. U nas nikt nawet o tym nie myśli. A kataklizmy mają to do siebie, że się zdarzają – mówi Janusz Stasiak, prezes Sandomiersko-Ogrodniczego Rynku Hurtowego.

Tak długo jak nasi producenci nie będą potrafili się zorganizować, tak długo nie będzie można negocjować wyższych cen za jabłka. Dlatego te ani drgną. Kupcy ze wschodu wciąż płacą polskim sadownikom średnio 80 groszy za kilogram.

Ukraińcy pod swoim szyldem wysyłają je do Rosji. Tak więc te same jabłka na moskiewskim rynku kosztują nawet 5 razy tyle. I mają wzięcie, bo to nadal atrakcyjne w porównaniu z cenami cytrusów, stawki.

Mimo niekończącej się sprzedaży, owoców na naszym rynku nie ubywa. Podobne problemy mają sadownicy z zachodu Europy. Też borykają się z nadprodukcją. W porównaniu z poprzednimi latami, zapasy są wyższe o 1/5.

A ceny nieporównywalne do naszych. W hurcie kilogram jabłek kosztuje najczęściej 40 – 50 eurocentów. Na sklepowych półkach stawki są nawet czterokrotnie wyższe.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!