Tak więc na zielonych rynkach można się spodziewać podwyżek. Wyjątkiem mogą być jedynie nieszczęsne jabłka przemysłowe, których żadne zawirowania nie są w stanie wynieść w górę.

Ostatni tydzień co prawda przyniósł wzrost cen skupu, ale jest on widoczny tylko na papierze. Bo podwyżka, jak wynika z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa zaledwie o 1 grosz, w kieszeni jest raczej niezauważalna.

Zakładom przetwórczym nie straszne przestoje, bo znalazły komfortowe rozwiązanie trudnej sytuacji. Jeśli zła pogoda, albo na przykład protesty uniemożliwią normalne, regularne dostawy jabłek, wtedy będą sprowadzać gotowy koncentrat jabłkowy.

Po przeliczeniu wszelkich kosztów, interes wydaje się być opłacalny. Zresztą niektóre firmy już zdecydowały się na ten ruch. Inne jeszcze czekają. Skupowane są też jabłka na przecier, to owoce lepszej jakości od przemysłowych. Na Dolnym Śląsku kilogram kosztuje 20 złotych. Na Lubelszczyźnie 25.

Nie lepiej jest też na rynku jabłek deserowych. W eksporcie zastój i spadek cen, średnio o 5-6 groszy za kilogram.

Wszechobecny kryzys i trudności finansowe zmuszają naszych kontrahentów zza wschodniej granicy do poszukiwania nowych możliwości. Kupują więc tańsze jabłka w Mołdawii i Rumunii. Ale zdaniem specjalistów, zimą najpewniej powrócą na nasze rynki.

Zakończył się skup śliwek. Te do mrożenia zamknęły się średnią ceną 61 groszy za kilogram. To o 20 groszy mniej niż przed rokiem. Do tłoczenia kosztowały 42 grosze. Podobnie jak w ubiegłym sezonie. To efekt wyższych o 4% zbiorów.

Coraz mniej do punktów skupu trafia brokułów i kalafiorów. Ceny podobne jak przed tygodniem. Kończą się dostawy cukini. Zaczął się trzeci rzut szpinaku.

Źródło: farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!