- Niestety nie podchodziliśmy zbyt poważnie do kwestii rewolucji w gazie łupkowym, która miała miejsce w Ameryce Północnej. Dziś odbija się to na naszych firmach - powiedział Popow.

Jak zaznaczył szef Akronu, obecnie gaz w USA jest już o wiele tańszy niż w Rosji. Istnieją również niższe taryfy dla transportu kolejowego i energii elektrycznej. Ponieważ do tego dochodzą niskie koszty transportu, bo nawozy produkowane są na miejscu, lub w krajach ościennych, rosyjskie firmy nawozowe tracą udziały w rynku amerykańskim. Co więcej taki sam scenariusz możliwy jest w przypadku innych rynków.

O ile wcześniej rosyjscy producenci nawozów byli niekwestionowanymi liderami w rentowności produkcji (średnia marża EBITDA - 30 proc.), to teraz amerykańskie firmy już osiągają lepsze wyniki.

Specjaliści uważają, że gaz łupkowy może zrewolucjonizować sytuację w nawozach. Coraz więcej wskazuje, że na rynku mogą dobrze radzić sobie tylko te firmy nawozowe, które są zintegrowane z produkcją gazu, lub mają bardzo dobra i wydajną technologię. Tymczasem w przypadku Akronu zwłaszcza z tym ostatnim może być problem. Rosyjska firma zresztą jak pokazały ostatnie wyniki finansowe nie radzi sobie z tym najlepiej.

Wypowiedź Popowa jest także bardzo ważna dla polskiej branży chemicznej i to nie bynajmniej z powodu wcześniejszego zainteresowania Akronu przejęciem Grupy Azoty. Może bowiem oznaczać, że Rosjanie z większym impetem będą próbowali sprzedawać swoje nawozy zarówno na polskim rynku jak i na tych, gdzie nasze firmy są liczącymi się graczami.

Podobał się artykuł? Podziel się!