Na razie miejsce naszych sadowników w Rosji skutecznie zajmują Włosi. Wysyłka jabłek z południowego Tyrolu idzie pełna parą. Nie próżnują też Francuzi, Belgowie czy Holendrzy. A ceny? O dziwo, te uzyskiwane przez producentów, zbliżyły się do polskich poziomów. 15 eurocentów za kilogram to tyle, ile dostają nasi sadownicy.

Jednak system sprzedaży obowiązujący na zachodzie Europy mocno się różni od naszego. Tam siła w zbiorowych negocjacjach. Teraz ceny sprzedaży są niższe, bo Włosi nie chcą powtórki z ubiegłego sezonu, kiedy to zostali z pełnymi jeszcze przechowalniami, i próbowali sprzedawać blisko półtoraroczne jabłka!

To skłania do refleksji, że jabłka stały się wytworem wielkiego przemysłu, i coraz dalej im do owoców, które je się po prostu z drzewa. Tak długi okres przechowalniczy wręcz zaczyna odstraszać…

Wróćmy jednak na nasz rynek. Rolnik za kilogram Jonagoredów czy Jonagoldów dostaje teraz około 65 groszy, chociaż jeszcze całkiem niedawno zdarzało się, że otrzymywał 80 groszy. Złotówkę lub trochę więcej może otrzymać za odmiany, których zaczyna brakować i są oczywiście bardzo dobrej jakości.

Przewrażliwiona na punkcie polskich jabłek Rosja, czyni wysyłkę tych owoców coraz trudniejszą. Bardzo precyzyjne sortowanie pochłania ogromne ilości czasu, nie mówiąc już o energii.

Ale i tak trzy pierwsze miesiące tego roku możemy zaliczyć do rekordowych. Jak podsumowuje urząd celny obsługujący Sandomierski Rynek Hurtowy, eksport jabłek do połowy marca był o 10% wyższy niż w tym samym okresie ubiegłego roku. A już wtedy mówiliśmy o rekordowych wysyłkach.

Źródło: farmer.pl