Dużo wskazuje na to, że historia może się powtórzyć. Przeanalizujmy zachowanie się rynku i czynniki, które na to wpływały wówczas i dzisiaj. Podobieństwo jest moim zdaniem duże. Ogromne wzrosty cen pszenicy w drugiej połowie 2010 r. w dużej mierze wynikały z suszy w Rosji, która doprowadziła do znaczącego spadku plonów. Obecnie mamy podobna historię, susza w Rosji i w krajach basenu Morza Czarnego już spowodowała ostre cięcia prognoz zbiorów pszenicy w tym sezonie. Przypomnieć należy, że już było wiadomo wiosną tego roku, że zasiewy pszenicy ozimej znacznie przetrzebiły ostre zimowe mrozy. Efekt? Od kilku miesięcy sukcesywnie obniżane są prognozy zbioru tego ziarna w wydaniu globalnym – o czym sukcesywnie od wielu tygodni wspominam m. in. w codziennych komentarzach. Kolejne informacje tylko pogłębiały fatalny stan zasiewów (susza), a obecnie tuż przed żniwami nadmiar opadów nie pomoże a wręcz zaszkodzi zbiorom, o czym już zaczyna się mówić.

Początkowo rynek podchodził do tych zatrważających danych o spodziewanym niskim poziomie zbiorów dość spokojnie. Owszem ceny w tym czasie nie były zbyt niskie, ale też nie były na poziomach zbliżonych do rekordowych. Czas płynął i nagle ok. dwa i pół tygodnia temu nastąpił ogromny wystrzał cen w górę.

Nagle uczestnicy rynku, m.in. spekulanci zdali sobie sprawę, że bilans pszenicy będzie bardzo napięty i jest okazja do zarobienia dużych pieniędzy. Szczególnie jest to widoczne na giełdzie w Chicago, gdzie cena pszenicy w ok. 2,5 tyg. wzrosła o bagatela 28 proc.!, w Paryżu wzrost był skromniejszy – blisko 16 procentowy. Czy to już koniec wzrostów. Raczej historia mówi, że nie, więcej to może być dopiero początek, który może doprowadzić ceny do niebotycznych wartości.

Wystarczy popatrzeć na załączone wieloletnie wykresy notowań pszenicy na obu wspominanych giełdach. Już od kilku ładnych lat ceny po silnych wzrostach nie powracają do poziomów wcześniejszych (szerzej pisałem o tym w wydaniu Farmera i na portalu farmer.pl). Zawirowania finansowe (kłopoty gospodarek światowych, strefy euro), dodruk pustych pieniędzy w celu „ratowania bankrutów” wpływają na utrzymywanie się wyższych cen surowców, szczególnie rolnych! A to dlatego, że jeść trzeba, można zrezygnować z innych potrzeb, ale nie z jedzenia. Przykład? Bardzo proszę, w tym czasie gdy cena pszenicy ww. tak silnie wzrosła, cena np. ropy jest na zbliżonym poziomie (chociaż i tak niższym o ok. 20 proc. niż 2 mies. temu).

Przeliczając na złotówki obecnie cena pszenicy w Paryżu sięga prawie 1000 zł/t, u nas wg. danych zebranych przez nasz portal jest bardzo „rozstrzelona” od 800 do 900 zł/t. Jak nie patrzeć, zanim podpodejmie się decyzję o sprzedaży trzeba – w obecnej sytuacji – trzy razy się zastanowić czy jest to odpowiedni moment.

Podobał się artykuł? Podziel się!