Silne wzrosty cen rzepaku zapoczątkowane w 2010 roku doprowadziły do ukształtowania się szczytu w styczniu 2011 roku na poziomie zbliżonym do szczytu poprzedniej hossy (luty 2008)-  niewiele ponad 500 euro/t. Od tego momentu do końca roku każdy miesiąc kończył się naprzemiennie spadkiem i wzrostem cen (z wyjątkiem września).

Ponieważ miesięczne spadki cen były z reguły większe niż następujące po nich wzrosty, cały ub. rok zakończył się spadkiem blisko 12 proc.

Pomimo tego spadku można uznać miniony rok za korzystny pod względem ceny dla producentów rzepaku. Patrząc na załączony wieloletni wykres notowań na paryskiej giełdzie, nie sposób nie zauważyć, że ceny utrzymywały się w górnych rejonach cen historycznych.

Utrzymywanie się wysokich cen rzepaku miało swoje podłoże fundamentalne. Po raz kolejny słabe zbiory w Unii Europejskiej spowodowały, że ceny stosunkowo w mniejszym stopniu poddały się tendencji spadkowej w porównaniu z pszenicą i kukurydzą.

Z punktu widzenia analizy technicznej wykresu długoterminowego (patrz poniższe wykresy), jest szansa na kontynuowanie wieloletniego trendu wzrostowego. Przez cały ubiegły rok na wykresie była kształtowana formacja tzw. klina zniżkującego, który w klasycznym ujęciu zapowiada kontynuację trendu wzrostowego.

Średnioterminowo (w pierwszej kolejności) obraz rynku mogą zakłócić np. oczekiwane nadspodziewanie wysokie zbiory rzepaku w Europie –hipotetycznie. Z kolei, jeżeli kolejny rok okaże się kiepski pod względem zbiorów, rynek z łatwością powinien osiągnąć nowe szczyty. Ale to są w tej chwili rozważania czysto teoretyczne. Zobaczymy jak przezimują zasiewy, jaka będzie pogoda na wiosnę i w czasie zbiorów. Z pewnością w miarę rozwoju sytuacji rynek odpowiednio będzie na nie reagował.