Jeśli więc handlu nie ma, skąd podwyżki? To w dalszym ciągu efekt rozkręconego eksportu. Import wciąż jest nieopłacalny, firmy zmuszone są korzystać z krajowych ofert.

Ale już pojawiają się pierwsze głosy oznajmujące stabilizację na rynku zbóż. Uspokojenie kursu rozchwianej i podatnej na wpływy złotówki, może nieco uspokoić wędrówkę cen w górę.

Spójrzmy, jak kształtują się stawki. Najtaniej jest oczywiście na południu kraju, gdzie do portów daleko. Wytwórnie pasz płaca tutaj za pszenicę paszową 440 – 450 złotych za tonę. Im wyżej na północ, tym drożej. W rejonach wybrzeża stawki rosną nawet do 530 złotych za tonę.

W przypadku kukurydzy ceny kształtują się odpowiednio od 450 do 520 złotych za tonę. Sprzedaż ziarna nie jest jednak duża. Producenci jak zwykle czekają na wyższe stawki. Przetwórcy wciąż mają w swoich magazynach zapasy.

Wytwórnie pasz płacą za tonę jęczmienia paszowego od 420 do 480 złotych netto z dowozem. Pszenżyto jest kupowane w bardzo dużej rozpiętości cenowej. Od 360 aż do 460 złotych za tonę.

W przypadku owsa, stawki są bardziej ujednolicone. Najczęściej tona kosztuje 320 – 350 złotych. Choć są i rejony, gdzie cenniki zaczynają się od 370 złotych, a kończą na 440.

A na rynku amerykańskim, ceny pszenicy w transakcjach terminowych spadają już kolejny tydzień. To wszystko za sprawą słabnącej gospodarki i kiepskich nastrojów wśród inwestorów giełdowych.

Kurs dolara jest ciągle wysoki, cierpi na tym konkurencyjność amerykańskiej pszenicy na światowych rynkach.

Również na europejskich rynkach spadają ceny zbóż. Parkiety poruszają się śladem giełd zza Oceanu. Notowania pszenicy i kukurydzy w kontraktach marcowych spadły o ponad 5% i to zaledwie w ciągu dwóch tygodni.

Źródło: farmer.pl