Przetwórcy przekonują – przetrzymywanie zwierząt, po to, aby wymusić wzrost cen, to wcale nie jest dobra metoda. Mimo statystyk, ciągle przekonujących o niedoborze świń, problemów z zakupem nie ma właściwie żadnych.

Być może to „zasługa” niewielkich zamówień ze strony sieci handlowych, być może po trosze efekt mizernego eksportu. Faktem jest jednak to, że zakładom udaje się kupić planowane ilości surowca.

Skąd więc podwyżki, po dwutygodniowych przecenach? Po pierwsze, w rejonach, gdzie działa dość duża konkurencja, trzeba co chwilę dopasowywać do siebie cenniki. Inaczej wypada się z rynku.

Po drugie, nieco większe niż w ostatnich dniach zamówienia na odbiór mięs i gotowych wyrobów do sieci handlowych.

Po trzecie, podwyżki u jednego z potentatów na rynku mięsa – w koncernie Duda. Tu cenniki w klasyfikacji poubojowej, w każdej ze skupowanych klas, poszły o 10 groszy w górę. Zrobiło to wrażenie na innych, mniejszych graczach, bo tu cenników firma nie zmieniała od 16 stycznia.

I wreszcie, lekko odczuwalny brak importu. Ale jak mówią w firmach mięsnych, nawet tak wysoki kurs euro, jak obecnie, nie jest w stanie popsuć na rynku mięsnym szyków.

Gdyby przeliczyć po obecnym kursie kilogram tuczników, sprowadzanych z zachodu Europy, osiągnęlibyśmy w klasie „E”, cenę około 6 złotych za kilogram. Jeśli więc będą problemy ze zdobyciem krajowego żywca, zakłady nie będą się wahać. Świnie sprowadzą zza granicy, bo co tu dużo mówić, są po prostu nieporównywalnie lepszej jakości do naszych.

Każda partia sprowadzanych tuczników, to gwarancja najwyższych klas mięsności. Zamiast więc podnosić ceny na krajowym podwórku, firmy raczej zdecydują się dołożyć takie same pieniądze do importu. Tym bardziej, że chodzi zaledwie o 10 – 15 groszy za kilogram.

A dziś w punktach skupu, stawki zaczynają się od 4 złotych za kilogram. Najczęściej producenci mogą liczyć za żywą wagę, na 4 złote 10 groszy. W nielicznych miejscach znalazłam cenniki sięgające 4 złote 20 groszy.

A w klasyfikacji poubojowej, klasa „R” wyceniana jest na 4 złote 90 groszy, ale najczęściej przekracza 5 złotych za kilogram. W części firm cenniki wspięły się do 5 złotych 20 groszy. Najwyższa klasa „S” to 5,55 – 5,70 zł/kg.

Na targowiskach nadal drogo. 400 złotych za parę zwierząt nikogo już nie szokuje. Tak jest na Podlasiu, Mazowszu czy w Małopolsce. Coraz rzadziej pojawiają się stawki w granicach 200 – 260 złotych za parę tych zwierząt.

źródło: farmer.pl