Świński dołek w niczym nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. W niektórych zakładach przetwórczych ustawiają się nawet kolejki zdesperowanych hodowców, chcących pozbyć się „ciężkiego balastu”.

Część zakładów do tego stopnia zasypywana jest ofertami sprzedaży tuczników, że niezbędne było wprowadzenie ograniczeń przyjmowania żywca w punktach skupu.

I nic dziwnego, skoro w dalszym ciągu świnie trudniej sprzedać, jak kupić. Kto może, i potrzebuje zamawia brakujące elementy za zachodnią granicą. Ale nie są to częste praktyki, bo mizerny apetyt krajowego rynku nie jest trudno zaspokoić.

Ale tym, którzy wola zagraniczne od naszego, cały czas sprzyja temu kurs euro. Dziś złoty nadal umacnia się wobec wspólnej waluty, kontynuując w ten sposób ubiegłotygodniowy trend.

W klasyfikacji poubojowej maksymalne stawki w najwyższych klasach nawet nie przekraczają 5,50 złotego za kilogram. Minimalne zaczynają się od 5,0 zł. Klasa „R” tylko w nielicznych zakładach zbliża się do 5 złotych. Często jest to jednak dużo poniżej.

Przeceny docierają też na targowiska. Rozpiętość cen nadal bardzo duża, ale już nie tak wyraźna, jak jeszcze kilka tygodni temu. Teraz parę prosiąt można kupić już za 200 złotych. Ceny maksymalne są dwa razy wyższe.



Źródło: farmer.pl