Zdecydowana większość firm wprowadziła więc w punktach skupu obniżki. To dziwna sytuacja przed świętami, ale do anomalii na rynku mięsa już chyba pora się przyzwyczaić – komentują eksperci.

Efekt jest taki, że nawet za najwyższą klasę „S” nikt już nie płaci powyżej 5 złotych za kilogram, tak jak to było jeszcze w ostatnich dniach listopada. Maksymalne stawki sięgają 4 złotych 90 groszy.

Klasa „E” jest wyceniana od 4,70 do 4,90. Za „U” zakłady płacą 4,50 – 4,70 złotego za kilogram. Wyjściowa „R” kosztuje 4,00 – 4,50, ale w tej klasie najczęstsze stawki płacone hodowcom ukształtowały się na poziomie 4 złotych 30 groszy.

Jak by nie było, nikt nie narzeka na braki. Tuczników pod dostatkiem, a dodatkowo krajowa ofertę wzbogaca import. Przedsiębiorcy, którzy liczyli na wyższą sprzedaż jeszcze przed świętami, próbują teraz pozbyć się towarów sprowadzonych z zachodu Europy.

A to skutkuje tylko jednym – ceny cały czas idą w dół. I to niezależnie od gatunku mięsa. Tak samo trudno sprzedać to, co najtańsze, jak i te najszlachetniejsze elementy.



Źródło: farmer.pl