Nie ma wątpliwości, że Unia Europejska potrzebuje silnego partnera handlowego oraz rynków zbytu dla swojej produkcji - oczekiwania te spełniają USA.

Przeciwnicy umowy wskazują na zagrożenia: utajnienie negocjacji, oddanie rynków UE w ręce amerykańskich koncernów, a przede wszystkim niebezpieczne dla unijnego rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego masowe dostawy żywności przemysłowej, tańszej ze względu na niższe ceny energii i koszty produkcji.

Według Eurostatu w 2014 r. całkowity eksport towarów z UE do USA wart był 311,0 mld euro, a całkowity unijny import towarów z USA 206,1 mld euro. W tym samym czasie eksport rolno-spożywczy do USA wart był ponad 16 mld euro, a import z USA ponad 10 mld euro. Jak łatwo policzyć, eksport rolno-spożywczy UE do USA to nieco powyżej 5 proc. wartości całego eksportu, a import z USA to niecałe 5 proc. wartości całego importu UE. W tej sytuacji trudno wykluczyć próby poświęcenia rolnictwa w trakcie negocjacji umowy.

Szans na wejście w życie umowy TTIP w tym roku praktycznie nie ma.

CZEGO NAJBARDZIEJ BOI SIĘ UE?

Problemy i wątpliwości były przedmiotem dyskusji podczas konferencji "Zrównoważona umowa o wolnym handlu TTIP. Nowe otwarcie w stosunkach transatlantyckich", która odbyła się 13 maja na Uczelni Łazarskiego. Jej uczestnicy mówili o mechanizmach negocjacji, oczekiwaniach obu stron, a także zagrożeniach, w szczególności dla europejskiego rolnictwa.

Według Magdaleny Miśkiewicz z Dyrekcji Generalnej ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi Komisji Europejskiej znaczna część umowy dotycząca liberalizacji ceł na produkty rolne nie budzi kontrowersji. Zastrzeżenia budzi tylko 3 proc. z nich - tzw. produkty wrażliwe. Negocjacje ich dotyczące mają być prowadzone na samym końcu.

Zarówno UE, jak i USA stosują podobne mechanizmy protekcyjne chroniące własne rynki. Są to taryfy celne i bariery pozataryfowe, do których należą m.in. ograniczenia ilościowe oraz normy techniczne, sanitarne i fitosanitarne. Właśnie bariery pozataryfowe budzą największe kontrowersje podczas negocjacji.