Skąd nagle takie problemy? Trochę za późno z robieniem zakupów obudziły się młyny, a podaż ziarna i tak była już ograniczona. Kto miał sprzedać pszenicę, żeby oczyścić magazyny pod ziarna z nowych zbiorów, na przykład rzepak, już to zrobił.

Ale pszenica konsumpcyjna jest wyjątkiem. Pozostałe gatunki wciąż widnieją w giełdowych cedułach. Zasada jest taka – jeśli pojawia się jakieś zboże z nowych zbiorów, ceny idą w dół. Gatunki, które nie są jeszcze zbierane – trzymają stabilny kurs.

Popatrzmy jak przedstawia się sytuacja na zbożowym rynku. W ofertach sprzedaży tegorocznego ziarna króluje jęczmień ozimy. A ceny? Zależy z której strony na to spojrzeć. 350 złotych za tonę to dla sprzedających oczywiście za mało. Dla potencjalnych nabywców, stawka jak najbardziej do przyjęcia.

Pojawiło się też nowe żyto. Na południu kraju w magazynie sprzedającego tona kosztuje około 330 złotych. Ale szaleństwa zakupów nie ma. Rynek przyjął pozycje wyczekujące, bo każdy dzień zwiększa podaż, w naturalny sposób przynosząc obniżkę cen.

Wyraźnie tanieje kukurydza. To głównie zasługa importu. Węgierska kukurydza z dostawą do centrum kraju kosztuje 640 – 650 złotych. Czeska jest jeszcze tańsza. Tona jest wyceniana na 630 – 640 złotych.

Nie trudno zgadnąć, że napływ ziarna z południa ustawił krajowym cenom próg nie do przeskoczenia. Dziś realne ceny sprzedaży naszego ziarna na południu Polski w magazynie nie przekraczają 620 złotych. Jednak najczęściej stawki krążą wokół 600 – 610 zł. W Łódzkiem i Wielkopolsce kukurydza kosztuje 630 – 660 złotych.

Wróćmy jeszcze do pszenicy konsumpcyjnej. Ziarno trudno kupić. Komu się uda, za tonę z dostawą musi zapłacić 600 – 620 złotych. Na tyle wyceniane jest dobre ziarno. W magazynie sprzedającego w centrum kraju pszenica kosztuje 550 – 560 złotych. Im wyżej na północ, tym drożej. Stawki rosną do 570 – 580 złotych.

Źródło: Farmer.pl