Hodowcy tuczników mają swoje pięć minut – komentują przetwórcy. Nie ma wyjścia, żeby zdobyć towar, trzeba płacić. Ale nic za wszelką cenę – dodają. Rynek nie wytrzyma takiego tempa, a wtedy sytuacja się odwróci.

Jeśli na krajowym podwórku, żeby zdobyć towar, trzeba będzie przepłacać, a za granicą stawki pozostaną na obecnym poziomie, odpowiedź, skąd brać towar, będzie bardzo prosta.

Firmy otwarcie przyznają, że stojąc przed wyborem – niemieckie, duńskie, holenderskie czy polskie, nie wybierają tej ostatniej wersji. Bo liczy się jakość.

Ale na razie, polskie tuczniki są jak najbardziej pożądane. Dziś cenniki zaczynają się od 4,30, kończą przeważnie na 4,80 groszy za kilogram. Fermowe świnie są wyceniane na około 5 złotych. Stawki dotyczą wagi żywej.

Wielu rolników woli się w tej sytuacji rozliczać za wagę żywą, niż czekać na werdykt o klasyfikacji poubojowej i ewentualne z tego tytułu premie.

Spójrzmy jak kształtują się stawki EUROP. Najwyższa klasa „S” osiągnęła dzisiaj 6,40 zł za kilogram, choć to oferta dla największych dostawców – mówią w zakładach.

Około 6 złotych dostają producenci tuczników za klasę „S” i „E”. „R” jest najczęściej o 50 groszy tańsza.

Pęd na rynku żywca wieprzowego trwa. Atmosfera robi się coraz bardziej gorąca. Tym bardziej, że podgrzewają ją plotki. Na przykład o Litwinach, którzy gotowi są płacić za nasze tuczniki więcej niż wynika to z realnych statystyk.

Tak więc ceny skupu rosną w całym kraju. Szczególnie w zakładach, które mają podpisane kontrakty eksportowe. Chociaż tych, które mają uprawnienia wysyłki na rosyjskie rynki, jest wciąż niewiele. Z ośmiu uprawnionych, na placu boju zostało 7.

Do trudności z pozyskaniem odpowiedniej ilości tuczników, przyznają się prawie wszyscy. Tylko nieliczni robią dobrą minę, do złej gry. Są i tacy, którzy mimo niekorzystnego dla importu kursu walut, sprowadzają zwierzęta zza granicy.

Ale to tylko i wyłącznie z tego powodu, żeby nie wypaść z unijnego rynku i podtrzymać kontakty, kiedy nadejdą dla importu lepsze czasy. Takich firm jest jednak niewiele.

Pęd na rynku żywca wieprzowego nakręca ceny prosiąt. Na targowiskach 400 złotych za parę, to już nic dziwnego.