A efekt takich posunięć? 4,40 – 4,70 zł za kilogram tuczników. To najczęstsze stawki, pojawiające się dziś w cennikach punktów skupu. I przynajmniej na razie nic nie zapowiada zmian.

Zresztą w sytuacji, w jakiej znalazł się cały rynek mięsa, trudno byłoby ich oczekiwać. Wiele zakładów wciąż musi ograniczać produkcję, bo handel nie rozpieszcza. Jeżeli cokolwiek udaje się teraz sprzedać, to tylko półtusze wieprzowe. Ale kupuje tylko ten, kto naprawdę musi.

W klasyfikacji poubojowej ceny tuczników w najwyższej klasie „S” wahają się od 6 złotych 10 groszy do 6 złotych 60 groszy za kilogram. Bardzo podobne są stawki w klasie „E”. Natomiast w klasie U” zdarza się, że firmy proponują juz poniżej 6 złotych.

Wyjściowa klasa „R” to dziś niespełna 5 złotych 70 groszy, najwyżej 6 złotych 10 groszy. Oczywiście ceny zależą od tego, czy hodowca jest związany z zakładem umowami kontraktacyjnymi. Po uwzględnieniu wszelkich premii i dodatków stawki mogą rosnąć o 20 – 30 groszy.

Marazm zapanował także na targowiskach, co w czasie żniw jak najbardziej zrozumiałe. Ceny prosiąt nie poddają się więc większym wahaniom. Zawirowania mogą wynikać jedynie z lokalnych kłopotów z podażą.

„Przodownikiem” cen jest oczywiście Małopolska. Tu para prosiąt jest wyceniana nawet na 510 złotych, choć zdarzają się i sporo niższe propozycje cen, lekko przekraczające 400 złotych.

Poniżej 300 złotych prosięta wciąż można kupić na Podlasiu, ale także i tutaj notujemy jedne z najwyższych cen kraju. Na niektórych targowiskach rolnicy żądają 450 złotych. W pozostałych rejonach kraju najczęstsze ceny to 300 – 400 złotych za parę prosiąt.

Źródło: farmer.pl