W końcu października nic tego nie zwiastowało, bowiem na stacjach paliw obserwowaliśmy niewielkie spadki cen. Następujące potem podwyżki, według krajowych analityków, niewiele miały już jednak wspólnego ze Świętem Zmarłych i wzmożonymi wyjazdami Polaków, ani też ze słabszą kondycja złotówki. Wszystko wskazuje na to, iż mieli rację, bowiem ceny na pylonach nadal pną się w górę. Wciągu trzech tygodni olej napędowy podrożał o 19 groszy na litrze i dziś płacimy za każdy litr średnio 4,61 zł. W tym samym okresie ceny benzyny bezołowiowej 95 podskoczyły o 17gr, do obecnej średniej 4,73 zł/l. Mniej gwałtowne zwyżki obserwujemy w przypadku gazu LPG, który zdrożał średnio o 7 gr/l, do średniej 2,18zł/l.

Ceny na stacjach paliw są najwyższe od 7 miesięcy i wiele wskazuje na to, że pobiją rekordy. Na rynku hurtowym, zarówno ceny benzyny 95 jak i ON osiągnęły już poziom najwyższy od sierpnia 2015r.
Skokowy wzrost cen w rafineriach to efekt sytuacji geopolitycznej i zapowiedzi rynkowych potentatów. Ruch cen w górę zainicjowała deklaracja saudyjskiego ministra energii, a następnie następcy tronu, iż Arabia Saudyjska opowiada się za wydłużeniem okresu obowiązywania limitów produkcyjnych do końca roku 2018. Chodzi o porozumienie, które kraje OPEC zawarły z Rosją w celu zahamowania kryzysu i nadpodaży paliw płynnych na globalnym rynku. Jego sygnatariusze zobowiązali się ograniczyć wydobycie i zredukować rezerwy paliw. Rosja potwierdziła niedawno, że w październiku br. wydobyła o 3% mniej ropy, niż przed rokiem. Irak zaś przestał eksportować trzecią część produkcji przez Kurdystan.

Decyzje w sprawie przedłużenia porozumienia zapadną na koniec miesiąca, ale globalny rynek już wyznaczył trendy. Nie zmieniły go nawet doniesienia ze Stanów Zjednoczonych, które deklarują budowę kolejnych wiertni i stopniowe zwiększanie wydobycia ropy. Autorytety w dziedzinie zwracają również uwagę na fakt, że w światowej gospodarce obserwuje się zwrot w kierunku konwencjonalnych źródeł energii – zapotrzebowanie na ropę, podobnie jak i węgiel wciąż rośnie, zaś próby wprowadzania alternatywnych paliw i źródeł energii nie zyskały póki co w wielkim biznesie wystarczającego zainteresowania i wsparcia. Na rynkowe nastroje wpływ miało również zaognienie sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie i napięcia między Arabią Saudyjską i Iranem.

Krajowi analitycy jeszcze przed tygodniem uspokajali, że ceny na naszych stacjach nie powinny przekroczyć „magicznej” granicy 5zł. Jednocześnie zakładali, że ceny oleju napędowego tylko chwilowo mogą przebić ceny benzyny. Sytuacja okazała się jednak bardziej dynamiczna i dziś te przewidywania tracą podstawy. Czas pokaże jak dalece rafinerie i operatorzy wywindują stawki i ile polscy kierowcy będą w stanie zapłacić za napełnienie baku.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!