W ubiegłym roku szkolnym opuścili naszą klasę ostatni absolwenci Technikum Rolniczego. Wydawało się, że to już koniec tego kierunku nauczania. Jednak już w tym roku szkolnym znaleźli się chętni do nauki w technikum rolniczym - mówi z zadowoleniem Elżbieta Butajło, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych w Studzieńcu. - Widoczny jest już powrót zainteresowania młodzieży wykształceniem rolniczym. Związane jest to zapewne z wymaganiami unijnymi, dotyczącymi przejmowania gospodarstw i korzystania z programów pomocowych.

Dziś w Studzieńcu oprócz Technikum Rolniczego są jeszcze: Liceum Agrobiznesu, Technikum Żywienia i Gospodarstwa Domowego, Liceum Ekonomiczne i Technikum Hotelarskie. W sumie 320 uczniów w 13 klasach.

W dzisiejszych czasach uczniowie muszą włożyć w naukę dużo więcej wysiłku, niż dawniej - uważa Andrzej Strzałkowski, kierownik szkolenia praktycznego. Nasi uczniowie z Technikum Hotelarskiego potrafią sobie samodzielnie wyszukać w interenecie miejsca odbywania praktyk. Dotarli nawet do renomowanej sieci hoteli "Gołębiewski".

Szkoła w Studzieńcu zawsze była niewielka, więc i uzyskiwane przez nią fundusze nie były imponujące. Problemem był i jest brak pomieszczeń. Wzniesiony niedawno pawilon dydaktyczny czeka w stanie surowym na pieniądze, które pozwolą go wykończyć. Trudno w marnych warunkach lokalowych zorganizować nowoczesne pracownie, na przykład żywieniową czy obsługi konsumenta. Miejsc praktyk szukają więc uczniowie w komputerach, a jest ich w szkole ponad 30. Ci z internatu (120 miejsc), mają do komputerów dostęp przez 24 godziny. Uczniowie Technikum Rolniczego nie mogą odbywać praktyki w w 140-hektarowym gospodarstwie pomocniczym, bo nie sposób uczyć się rolnictwa w budynkach gospodarskich pamiętających I wojnę światową.

I tu wkracza do akcji Andrzej Strzałkowski. Na szczęście szkoła w Studzieńcu ma wybitnych absolwentów, takich jak Wojciech Wilamowski z Mańkowa (laureat Złotej Wiechy), czy Jerzy Żbikowski z Dzikiego Boru (laureat konkursu Agroliga 2004 w kategorii "Rolnik"). To w ich gospodarstwach odbywają się praktyki uczniowskie. Obaj rolnicy to "gospodarze profesjonalni", po specjalnych kursach edukacyjnych.

Nauczyciele ze Studzieńca mówią, że ich mała szkoła zawsze była jak okręt na wzburzonym morzu. Musiała sobie radzić zarówno w momentach nagłych przekształceń, jak i długo zapowiadanych zmian. Wiadomo było, że wejście do Unii Europejskiej to przede wszystkich konieczność nauczenia się korzystania z programów i projektów. Doskonałe skomputeryzowanie szkoły to efekt włączenia się do projektu "Pracownia internetowa w każdej szkole". Kontakty zagraniczne ma zapewnić udział w programie Sokrates-Comenius. Szkoła w Studzieńcu uczestniczy we współpracy Francji, Polski, Węgier i Włoch. Pierwsze wspólne spotkanie odbyło się we Włoszech. Jednak szkoła potrafi też skorzystać z możliwości nie zapisanych w oficjalnych programach. Ponieważ uczy w niej aż czworo germanistów, skontaktowała się poprzez Instytut Goethego ze szkołą zawodową w heskim Michelstadt.

Grupa niemieckich uczniów i nauczycieli gościła w Studzieńcu już dwukrotnie. Teraz pora na polską rewizytę. To było dla nas bardzo ciekawe doświadczenie - mówią niemieccy nauczyciele. Początkowo trudno było namówić naszych uczniów na wyjazd na Wschód. Woleli wycieczki do Paryża czy Londynu. Jednak już po pierwszym wyjeździe okazało się, że Studzieniec i okolice mogą być dla nas ciekawsze niż zachodnie metropolie. Ujęła nas polska bezpośredniość i gościnność.

Niemieckim uczniom i nauczycielom bardzo podobała się domowa atmosfera szkoły w Studzieńcu. Niewielkie pomieszczenia, kwiaty doniczkowe, redagowane przez uczniów gazetki szkolne i serdeczność okazały się wielkim atutem małej szkoły pod Sierpcem.

Źródło: "Farmer" 04/2005

Podobał się artykuł? Podziel się!