Zaczęło się od listu Antoniego Złotego (PR nr 12/38), w którym napisał do redakcji: „W książkach, w gazetach, przez radio, w mowie potocznej nadają nam najróżnorodniejsze nazwy, jak: chłopi, włościanie, małorolni, gospodarze, wieśniacy, (...) drobni rolnicy itd.” A przecież – zdaniem autora – są to określenia niedokładne i często nieodpowiednie. Zaapelował więc do Czytelników „Przysposobienia Rolniczego”: „Musimy raz na zawsze ustalić dla siebie nazwę (...), która by nas ściśle określała, stawiała we właściwym świetle”.

Nie ma czego się wstydzić
List opublikowany pod tytułem „Nie mamy nazwy” (PR nr 12/38) i zakończony pytaniem: „jak mamy się ochrzcić?”, wywołał ogromną dyskusję, także na łamach innych gazet.

Część Czytelników była zdania, że nie ma sensu tworzyć nowej nazwy, zwłaszcza że „mamy określenie: chłop – które przecież nie mieści w sobie nic ujemnego; o ile nie szuka się w nim pogardliwej intonacji, a jeśli w tej sferze mamy dziś jeszcze ludzi ciemnych, to nie jest to winą chłopa, by pogarda miała go za to dotykać – pisał Podlasiak. – Mówi się z chłopskiej sfery – a przecież sławny papież Pius V pasał świnie za młodu, a (...) Pius X rad był przyjmować w swym watykańskim pałacu matkę staruszkę, kobietę wiejską, która mu jaja przynosiła!... Z nizin na szczyty wynieść się może każdy i dziś nie powinno być mowy o jakimś pogardliwym określeniu w wyrazie chłop czy stan chłopski”. Podobnego zdania był Roman Kułaga z Luborzycy: „Nazwa chłop przetrwała do dziś dnia i nie powinniśmy się jej wstydzić, gdyż chłopi nic nie zrobili na szkodę państwa, nie trwonili pieniędzy za granicą i nie sprzeciwiali się prawom kościoła katolickiego, jak to czyniła szlachta. Natomiast w razie potrzeby dzielnie bronili wiary katolickiej i ojczyzny”.

Najlepszy jest rolnik
„Wiele mamy teraz czasopism poświęconych wsi celem podniesienia jej na wyższy poziom kultury i dobrobytu – bardzo cennych i pożytecznych” – pisał Leon Laskowski (PR 14/38). – „Niestety, gazety te ludność wiejska niezbyt chętnie czyta lub słucha. A dlaczego? – Te częste używanie wyrazów chłop, chłopski, schłopieć itp. Zraża ludność zarówno pochodzenia włościańskiego, jak i szlacheckiego. Zarówno chłop nie chce, by go po dawnemu pogardliwie tytułowano, jak i dawna  szlachta nie chce się „schłopić”. Najbardziej odpowiednia i przyjęta na wsi jest nazwa rolnik (...) Również odpowiednią będzie dla nas nazwa wieśniak”. Tak samo uważał Leon Skupski z Berżnik: „Nazwa chłop to dziś już całkiem nieodpowiednia, bo przypomina smutne czasy pańszczyzny, najlepiej odpowiada nam nazwa rolnik (...) od naszego warsztatu pracy, od pługa i od roli”.

„W naszej okolicy wyraz chłop to tyle znaczy co cham – twierdził Jan Wojciechowski z Kolonii Charchów. – Dziwi mnie więc bardzo, że jest wielu takich obywateli, którzy upierają się przy nazwie, na wspomnienie której honorny i ze światową ogładą obywatel pogardliwie się uśmiecha”.

„Chłop to nazwa pogardliwa, człowieka bez odrobiny inteligencji, bez własnej inicjatywy, niedorajdy, stworzonego po to, by mógł się mądrzejszym wysługiwać i na nich pracować – pisał Aryc z Olkuskiego (PR 18/38). – Demokracja zniosła podział na stany i tytuły rodowe. (...) Nie ma dziś szlachty, nie powinno być i chłopów. Nazwa szlachcic jest przeżytkiem i chłop także nim być powinien. Jedna i druga nazwa powinny iść do lamusa. Inne nazwy, jak kmieć i włościanin też pachną czasami pańszczyźnianymi. (...) Dziś nazwę wprowadza się od tego, jakiej się kto pracy oddaje. Tych, którzy mieszkają w miastach, nazywamy mieszczanami albo mieszkańcami miasta, podobnie powinno się nazywać ludzi mieszkających na wsi – wieśniakami lub mieszkańcami wsi. A że na wsi nie wszyscy pracują na roli, tylko my na niej pracujemy i z niej się utrzymujemy, przeto nasza nazwa powinna być – rolnicy”.

Wieśniak i szlachcic do lamusa
Edward Janczak ze wsi Góry zgadzał się (PR 13/38) z Romanem Kułagą: „Nie wstydźmy się nazwy swoich dziadów, pradziadów. (...). Dla nas nazwa chłop jest zaszczytem, bo chłop, męczennik dziejowy, dobrze się zasłużył Ojczyźnie swej przez wieki całe. Chłop jest ofiarny, niepomny swych niedawnych, niezabliźnionych jeszcze ran pańszczyźnianych, swoich krzywd, zawsze gotów dać życie za Ojczyznę, jak już nieraz dawał tego dowody. (...) I cóż się tu obrażać, czegóż się wstydzić mamy? Czy swej przeszłości? Czy naszej roli w społeczeństwie? Z nazwą chłop zżył się już każdy, przywarła ona do rolnika, do mieszkańca wsi, i kto prawdziwym chłopem jest, kto zna i rozumie naszą przeszłość dziejową (...) – gniewać się nie może i nie powinien. A więc – tylko chłop!” Wtórował mu Wincenty Skowronek z Polesia: „To jedno, co warto zmienić i do lamusa schować: wieśniaka z włościaninem włącznie. Chłopi jesteśmy i już! I basta! I tak nas należy nazywać. Nazwa chłop – to jakby poszum starego dębu, który ma w sobie coś z mocarności i siły, to wieczny posterunek na słocie i deszczu, mimo złowrogich burz dziejowych na przestrzeni wieków”.

Źródło "Farmer" 10/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!