PRZEGLĄD PRASY: Nowe przepisy nie zezwalają jednak na prowadzenie wszystkich zajęć w taki sposób. Na niektórych kierunkach tradycyjne metody są bowiem nie do zastąpienia.

Próby uregulowania kwestii e-learningu, czyli nauki przez Internet, trwają od kilku lat. Wprowadzone pod koniec września rozporządzenie ministra nauki i szkolnictwa wyższego budzi jednak w środowisku akademickim sporo kontrowersji.

Zgodnie z nowymi przepisami, żadna z uczelni nie będzie mogła prowadzić wszystkich zajęć wyłącznie przez Internet. Placówki mające prawo do habilitowania, mogą realizować 80 proc. zajęć online, natomiast szkoły z prawem doktoryzowania - 60 proc.

Gorzej wygląda sytuacja uczelni nie posiadających możliwości nadawania tytułu doktora. Przez Internet mogą prowadzić tylko 40 proc. zajęć. Pozostałe będą musiały odbywać się w siedzibie uczelni.

Egzaminy i zaliczenia przedmiotów również będą przeprowadzane w tradycyjny sposób.

W porównaniu z wydatkami na tradycyjną dydaktykę, koszty są dużo wyższe. Warto jednak takie nakłady ponosić w imię jakości i nowoczesności kształcenia, a tego oczekują nasi studenci - tłumaczy prof. Włodzimierz Roszczynialski, rektor uczelni.

Jednak nie na wszystkich kierunkach tradycyjny sposób nauczania można zastąpić wirtualnymi metodami. Ze względu na specyfikę kierunków zajęcia praktyczne i laboratoryjne muszą być prowadzone metodą standardową, co wyklucza możliwość wprowadzenia stuprocentowego kształcenia na odległość - mówi Izabella Jachimczyk, rzeczniczka Akademii Rolniczej.

Internet jest więc wykorzystywany w AR do wspomagania kształcenia, m.in. na kierunkach: technika rolnicza i leśna czy zootechnika. Wprowadzenie e-learningu nie jest natomiast możliwe na biotechnologii czy technologii żywności i żywienie człowieka.

Źródło: Dziennik Polski