Piwo bez chmielu, masło bez soli, koń bez ogona, kobieta bez cnoty, jednakową mają wartość – mówi starodawne przysłowie. Świadczy ono również o tym, że nasi przodkowie musieli wypróbowywać i należycie oceniać znaczenie szyszek chmielowych przy wyrobie piwa.

Wino północy
„Chmiel jest dwojaki: sadzony i dobrowolnie rosnący: pierwszy uprawiany był w chmielnikach, skąd go zbierają we wrześniu dla piw. Obfitość go bywa w Polsce, Niemczech i Szląsku...” – pisał polski lekarz i botanik Szymon Syreński (1540–1611) w swym „Zielniku”, w którym przy opisie tej pnącej się rośliny umieścił po raz pierwszy jej rysunek. „Pnącze” to jednak było już znane w Polsce, a także w środkowej i północnej Europie od bardzo dawna. Chmiel miał bowiem zastępować lubiącą słoneczne kraje winną latorośl, z której przyrządzano boski trunek.

„Ludy (...) pozbawione wina, poznały już we wczesnym średniowieczu niezastąpioną wartość mączki chmielowej jako dodatku do piwa i w dowód uznania zaczęły nazywać tę pospolitą roślinę winem północy” – pisano w „Przysposobieniu Rolniczym” (1935, nr 18). I choć szyszki chmielowe nie wytrzymują porównania z soczystymi i słodkimi winogronami, to ta niepozorna roślina wywołała w piwowarstwie i w „starym miodosytnictwie” zupełną rewolucję. Dawne piwo – pite od starożytności – było sfermentowaną polewką zbożowa, słodzoną miodem i zaprawianą do smaku korą dębową. Dopiero dodanie do „słabo alkoholicznej polewki zbożowej (najczęściej jęczmiennej) tzw. lupuliny, czyli mączki chmielowej”, pozwoliło otrzymać prawdziwe piwo o charakterystycznej goryczce i „wyraźnym, nieco odurzającym aromacie”. Warzone je tak smakowicie, że zostało to odnotowane przez samego Jana Długosza: „Wino rzadko (w Polsce) używane, a uprawa winnic nieznana. Ma jednak kraj Polska napój warzony z pszenicy i wody, a po polsku piwem zwany; a gdy nic nadeń lepszego do pokrzepienia ciała, jest nie tylko rozkoszą mieszkańców, lecz i cudzoziemców wybornym smakiem więcej, niż w innych krajach zachwyca”.

Piwo zamiast kawy
Napój z szyszek chmielowych miał w naszym kraju niegdyś powszechne zastosowanie. Od niepamiętnych czasów pili go bogaci i biedni, starzy i młodzi. Sięgano po niego w różnych porach dnia, a także rozmaicie go przyrządzano. Do ulubionych staropolskich zup należało „piwo śmietaną i jajami zaprawiane, na ser i chleb pokrajany nalane, a w czasach ściślejszego postu z miodem i imbirem”. Podobnie przygotowane piwo pito przed lub zamiast śniadania, a „wiele starszych pań nie gardziło niem nawet wówczas, gdy nieznana ongiś kawa weszła do codziennego jadłospisu pierwszego śniadania”. Wspomina o tym nawet Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”: Panie starsze już wcześniej wstawszy piły kawę,/ Teraz drugą dla siebie zrobiły potrawę,/ Z gorącego, śmietaną bielonego piwa,/ W którem twaróg gruzłami posiekany pływa.

O tym, że dopiero dodatek szyszek chmielowych stanowił o „dobroci i mocy” piwa, może świadczyć też dawne polskie słownictwo, w którym wyraz „chmiel” miał duże zastosowanie. Przede wszystkim bardzo często piwo nazywano po prostu „chmielem”, a każdy mocny, odurzający trunek „chmielnym”. Obecnie również mówimy o człowieku, któremu alkohol uderzył do głowy, że jest podchmielony. Dlatego też wyrażenie: narobić chmielu, znaczyło: wznieść zamęt, niepokój.

W chacie i na dworze
Ta wijąca się roślina, z której wywar wywołuje przyjemne podniecenie, „występuje też jako motyw starodawnych pieśni radosnych, a także jest specjalnie związana z obrzędami weselnymi” – pisano w „Przysposobieniu Rolniczym”.

W wielu regionach kraju chmielem obsypywano powracających od ślubu państwa młodych. A pieśń o chmielu, tzw. „Chmiela” (jej początki sięgają XVI wieku) była ważnym elementem oczepin nie tylko na weselach ludowych w wiejskich chatach, ale również na szlacheckich i magnackich dworach. Gdy o północy zdejmowano pannie młodej ślubny wianek, a nakładano czepiec, wyłącznie mężatki (ze względu na znajdujące się w przyśpiewce oczywiste aluzje falliczne, obecnie już zapomniane) śpiewały: „O chmielu, chmielu! Ty wielgie ziele!/ Nie będzie bez ciebie żadne wesele!/ O chmielu, chmielu, ty wielgie liście! Wzieliście dziewczynę, zacepiliście!” lub też: „Oj chmielu, chmielu, ty rozpustniku!/ Rozbiłeś dziewczynę na pastewniku./ Oj chmielu, oj niebożę!/ Ja po dole, ty po górze...”.

Po oczepinach miał miejsce zwyczaj tańczenia chmielowego. Tańczyli go po kolei wszyscy goście weselni z panną młodą przy muzyce i słowach chmiela: „Żebyś ty chmielu na tycki nie laz,/ Tobyś nie robił z panienek niewiast./ Ale ty chmielu na tycki włazis,/ Niejedną panienkę za świta zgładzis”.

Źródło: "Farmer" 16/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!