Od wieków znano i wykorzystywano szczególną moc i właściwości lecznicze wielu roślin. Chętnie również o tym pisano, m.in. w „Przysposobieniu Rolniczym”, podobnie jak i o praktykach magicznych, które towarzyszyły kiedyś zbiorowi i stosowaniu ziół.

„Istniały obok siebie dwie medycyny” informowano młodych przodowników rolnictwa (PR, nr 12, 1958 r.). „Jedna to poważna, oficjalna, naukowa. Druga starsza od poprzedniej, tzw. ludowa. Ta naukowa sama zresztą w różnych okresach ciemna i szarlatańska gardziła ludową (…). I rzeczywiście było w tej ludowej co ganić. Ileż bowiem było w niej ciemnoty, zabobonu, naciągania naiwnych, rzeczy śmiesznych, a czasem dla zdrowia niebezpiecznych”.

Na złe moce i miłość
Magiczne rośliny, suszone i wetknięte za święte obrazy, strzechy chat albo rozkruszane na drogach prowadzących do domów  miały chronić przed zarazą, złem, a zwłaszcza szkodliwą działalnością czarownic. W „Przysposobieniu Rolniczym” (z 1958 r., nr 12) kwitowano to: „Czyż dzisiaj nie uśmiechamy się na myśl”, jak to niegdyś zjadano liście szałwii, aby odstraszyć demony, „a nasze prababki wywar lubczyku chłopcom sprytnie podsuwały do wypicia, bo to w młodzieńcu miłość musiało rozpalać. Albo ów korzeń mandragory (zwanej też pokrzykiem lub wisielcem), który zapewniał wielkie powodzenie, miłość, pieniądze”. Ale tylko ten zebrany w świętą noc Kupały otwierał drogę do wielkiego skarbu.

Na zdrowie
Ale „były i takie zioła, i takie odwary, z których się dzisiaj wcale nie śmiejemy”  pisano w „Przysposobieniu Rolniczym”. W ciągu wieków wypraktykowano i wypróbowano wiele roślinnych leków, „które pomagały i uśmierzały bóle”. Łukasz Gołębiowski, zajmujący się pod koniec XIX wieku badaniem tradycji i ludowości na polskiej wsi, pisał m.in. o roślinach wykorzystywanych przez mazowieckie gospodynie. „Mak, żeby dzieci spały (…) Szałwia – od bólu gardła (…) Macierzanka – do kąpieli na suchoty dzieci. Marchew – (…) na ból oczu. Cząber niebieski dla mężczyzn, biały dla kobiet, do kąpieli, przydatny ma być i na słabości. Leszczyna z orzechami do kąpieli. Świętojańskie ziele do wódek (…) piołun (…) do okładania brzucha”.

Można się uśmiechnąć, mówiąc o święceniu leków przeciw grzmotom i kołtunom – podkreślano w „Przysposobieniu Rolniczym”, ale także pisano: „(…) są też i zioła, które niedawno lekarze przeprosili i do leczenia stosować dziś przepisują. Są zioła, których zbieranie i uprawa są dziś zalecane; potrzebuje ich przemysł farmaceutyczny, a zbieraczom i plantatorom bardzo się one opłacają”.

Na dobry nastrój
Wspomniana szałwia nie tylko odstraszała demony, ale też od najdawniejszych czasów była stosowana jako swojego rodzaju panaceum na wszelkie dolegliwości. Już sama łacińska nazwa tej rośliny pochodząca od słowa salvare – leczyć, uzdrawiać mówiła o jej wyjątkowych właściwościach. A święta Hildegarda z Bingen radziła w swoim zielniku: ,,Kto jest zapalczywy i porywczy, niech weźmie różę i trochę szałwii, rozetrze je na proszek i przechowuje w szczelnie zamkniętym naczyniu. A w czasie, kiedy będzie człowiekiem targał gniew, niech wdycha woń tego ziela. Szałwia ma bowiem moc pocieszyć, a róża rozweselić potrafi”.

Nic więc dziwnego, że w XVI wieku zioło to zwano ,,różdżką życia”. Z tamtych czasów pochodzi też powiedzenie, które przyjęło się również w dawnej Polsce: ,,Contra vim mortis crescit salvia in horitis”, czyli ,, Tego śmierć nie ubodzie, u kogo szałwia w ogrodzie”.

Dla smaku
Przed wiekami dostrzeżono również zalety wielu ziół jako przypraw do rozmaitych dań. Nie tylko podkreślały ich smak, ale także ułatwiały trawienie tłustych i ciężkostrawnych potraw. I tak np. szałwię dodawano do pasztetu z ryb, drobiu, pieczeni i ... wypieków. Prawdziwym przysmakiem były jednak ,,myszki na szałwijej”, o których pisał nawet Mikołaj Rej w ,,Żywocie człowieka poczciwego”. Co kryło się pod tą tajemniczą nazwą? Panierowane w cieście liście szałwii z ogonkami, które przypominały dobrze utuczone myszki. W ,,Kuchen meisterey” z XV wieku w ,,bardzo przydatnej książeczce o sporządzaniu potraw ku zachowaniu zdrowia i pożytkowi ludzi” znajdujemy taki przepis na szałwię w cieście: ,,Nadziewane ciasto z szałwijej uczyń tak: weźmij gruszek pospolitych suszonych i przygotuj je zaraz, uwarz one miękko i utłucz w moździerzu, skrop je dobrze miodem i winem, przydaj szafranu, posmaruj tym liść szałwijej i nakryj go drugim, sklej ich brzegi razem, uczyń ciasto z miodem i winem, obciągnij nim szałwije i smaż, daj (na stół) gorące i posyp po wierzchu cukrem.”

Źródło: "Farmer" 13/2006