W „Przysposobieniu Rolniczym” (1937, nr 19) pisano jednak: „wrzesień wrzosami strojny, lecz od pracy znojny”, bo „kiedy (...) jesień, to i zboża młócą; jedni sobie trą na żarnach, drudzy na targ włóczą”.

I dzień krótszy, chłodna rosa
Wkrótce po dożynkach rozpoczynały się siewy zbóż ozimych, bo gdy „we wrześniu owoc ciąży drzewu, rolnik chodzi wedle siewu”. Należało to uczynić, choć symbolicznie, przed świętem Narodzenia Najświętszej Marii Panny, popularnie nazywanym Matki Boskiej Siewnej (8 września). Aby zapewnić urodzaj na przyszły rok, do ziarna siewnego dosypywano nasion z kłosów poświęconych w zielu, a gospodarz pierwsze garście rzucał na krzyż.

Później następował czas wykopków. Powtarzano: „Październik u dwora, wykop ziemniaki z pola”. Praca była uciążliwa, ziemniaki kopano motykami, zbierano w plecione z wikliny kosze. Zawsze jednak można było liczyć na pomoc sąsiadów. Siewy i wykopki kończyły okres prac polowych. Starano się to zrobić przed 29 września, bo „Święty Michał wszystko z pola pospychał”.

Dzień św. Michała
29 września to jeden z ważniejszych dni w wiejskim jesiennym kalendarzu. Wiązało się z nim wiele przepowiedni (ok. 50 przysłów ludowych). „Noc jasna na Michała, zima ostra i trwała, gdy noc słotna, zima do końca grudnia lekka i błotna.” „Gdy na Michała obrodzą żołędzie, dużo śniegów w zimie będzie.” „Gdy deszcz w świętego Michała, będzie łagodna zima cała.” „Gdy w Michała wiatr od wschodu lub północy, w zimie mrozy wielkiej mocy.”

Na pogodę pilnie baczono też w inne dni, by wiedzieć, co kolejny rok przyniesie –„burze we wrześniu nieraz wróżą, że rok następny da zboża dużo”, a „szron wrześniowy i pajęczyny po ziemi są snadź znakiem tęgiej zimy”.

Obserwowano też zwierzęta: „gdy w jesieni tłuste ptaki, w zimie mróz nie byle jaki” czy
„w jesieni zając kożuch ma chropawy – w niedługim czasie nos twój sinawy”. Zwracano także uwagę na rośliny: „gdy (...) na młódkach pęka kora, zima bywa ciepła i nieskora”, a „kiedy klon wcześnie opada, srogą zimę zapowiada.”

Sady się rumienią
„Skoro wrzesień to już jesień, ale jabłek pełna kieszeń.” Pisano o renetach, grochówkach i ellach „tak hojnie darzących się na naszej polskiej ziemi” (PR 1933, nr 19). Zalecano zbierać je do małych koszyczków, przy czym każdy „powinien być wyłożony i obszyty u góry płótnem lub grubym papierem, aby owoce nie kaleczyły się o wystające w koszyku gałązki” (PR 1934, nr 19). Radzono, by zimowych odmian „nie zrywać przed 10 października”, ale też nie zostawiać na drzewach po Zaduszkach, bo „w listopadzie goło w sadzie”. Najpiękniejsze owoce chowano troskliwie, „aby niemi ozdobić tradycyjnym zwyczajem choinkę na Boże Narodzenie, a w lecie po skończonych żniwach, wieniec dożynkowy”. Przesyłanie lub rzucanie jabłek (symbol „skorej do kochania młodości”) należało też do rytuału zalotów, np. w Serbii i Rumunii młodzieniec starający się o pannę przynosił jej w darze piękne jabłko, zawinięte w jedwabną chusteczkę.

Welon matki boskiej
„Wrzesień jeszcze w słońcu chodzi, babie lato już się rodzi”. W pogodne i ciepłe dni wiatr jesienny włóczy nici pajęcze po polach, ścierniskach, lasach i ogrodach. Zaczepia o płoty, rośliny, budynki… Staropolskie przysłowia mówią (PR 1934, nr 18), że „o świętej Brygidzie (8 października) babie lato przyjdzie”, a trwa niezbyt długo, bo „na Emila (11 października) babskie lato się przesila”, a na „św. Szymona babie lato kona” (28 października).

Babie lato stało się też przedmiotem poetyckich porównań, związanych najczęściej z postacią Matki Boskiej. W Niemczech mówiono o „przędzy Matki Boskiej”, we Francji o „nitkach Matki Boskiej”, w Anglii o „Bożej tkaninie”. W „Przysposobieniu Rolniczym” (1934, nr 18) pisano: „I w naszym kraju jest legenda prawiąca, że jesienna pajęczyna to nic innego, jak strzępy delikatnego białego welonu, który wiatr zwiał Matce Boskiej w chwili wniebowzięcia. Nie mniej popularne jest podanie, ukazujące nam pająka jako złośliwego, zarozumiałego współzawodnika Matki Bożej: Pająk się Matce Bożej sprzeciwia,/ Bo chociaż Ona przędzie tak cienko, On cieniej snuje swoje krosienko,/ I srebrne barwy oszkliwia:/ Więc nie grzech zabić pająka (…). Za te właśnie zarozumiałość i brak szacunku dla Matki Chrystusowej napiętnował go Stwórca jadem, gdyż odtąd pająk i z róży nawet truciznę wysysa.”
Gdy zniknie srebrna pajęcza nić, zaczyna się snuć szara, ciężka listopadowa mgła. Babie lato kończy święto Zaduszek, po którym następuje dżdżysta jesień. Przychodził czas odpoczynku dla ludzi i ziemi. Rozpoczynał się czas duchów, wróżb i przepowiedni, ale też „w listopadzie kobieciny przędą swe kądziele, a co święto, co niedzielę, brzęczy gdzieś wesele”.

Źródło: "Farmer" 17/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!