Święto zmarłych przypadające 2 listopada, po dniu Wszystkich Świętych wprowadził opat Odylon z Cluny we Francji w XI w., by zaadoptować pogańskie uroczystości ku czci zmarłych, utrzymujące się jeszcze wtedy mocno w całej Europie. Obrzędy te najdłużej przetrwały u ludów, które najpóźniej zostały ochrzczone albo wyznawały prawosławie.

Grumadki
Ludowe obrzędy religijne nawiązujące do pogańskich wierzeń i rytuałów „nieprędko zanikły w naszym kraju, a co więcej jeszcze, wiele z nich zostało i do dzisiaj” – pisano w „Przysposobieniu Rolniczym” w 1931 r. (nr 21). Przypominano tzw. grumadki, które palono dla dusz najbliższych, by mogły się przy ogniu ogrzać. Zmęczone, zziębnięte i głodne dusze należało również przyjąć i ugościć. W tym celu w Wypominki, czyli Zaduszki „zostawiano na stole chleb, masło oraz nóż co by dusze zjadły, jak przyjdą do nas”. Ofiarne uczty urządzano też na cmentarzu. Jadło i napoje stawiano na grobach, a także na rozstajnych drogach, zgodnie z mniemaniem, że dusze lubią błąkać się po ziemi nocą. A dusza, o której się pamięta, otacza żyjących opieką, zapomniana zaś może „wyrządzić szkody”.

W tym dniu zakazane były też niektóre czynności, np. wylewanie wody po myciu naczyń przez okno, by nie oblać zabłąkanej tam duszy i palenie w piecu, bowiem tą drogą dusze dostawały się niekiedy do domu.

Powałki, heretyczki i pominki
W dawnej Polsce panował też zwyczaj dzielenia się chlebem z „pośrednikami” na drodze do zaświatów, z modlącymi się na cmentarzach dziadami i żebrakami. „Pieczono dla nich małe chlebki, zwane np. „powałami” w Krasnostawskim, „heretyczkami” w Płońskim, „Zaduszkami” w Kieleckim”. W innych regionach kraju wypiekano „chleb umarłych”. Etnograf Oskar Kolberg pisał: „Był zwyczaj, że w Dzień Zaduszny gospodarze przywozili na wozie kilkadziesiąt bochnów chleba (…) i na cmentarzu kościelnym rozdawali ubogim z warunkiem, aby ciż ubodzy odmawiali pacierze za dusze wskazanych im po nazwisku lub imieniu zmarłych, do czego wzywali ich mówiąc np. za duszę Andrzeja cieśli z potomstwem, (…) za duszę Margośki, za dusze puste (tj. opuszczone, zapomniane)”. W Lubelskiem zamiast pieczywa przynoszono na cmentarz garnuszki z kaszą i rozdawano ubogim. Natomiast „po miastach zastąpiono z czasem pieczywo datkami pieniężnymi, a żebracy wiedząc o tej tradycyjnie rozdawanej jałmużnie, śpieszyli (i obecnie śpieszą) tego dnia tłumnie na cmentarze, gdzie w zamian za pacierze, odmawiane na intencję tej lub innej duszy, otrzymują po parę groszy”. (PR 1931, nr 21).

Z kultem zmarłych wiązały się też obrzędy zwane „pominkami” (chełmskie). Nabożeństwu żałobnemu towarzyszyła rytualna uczta. „Każdy z zaproszonych przynosi z sobą skrajkę chleba, kładzie ją na stole, sam klęka i odmawia pacierz, poczym dopiero wita się z domownikami. Gdy sprzątną chleb ze stołu, następuje poświęcenie domu i zabudowań, a przed samym obiadem modły za dusze zmarłych”.

Noc umarłych
W Bretanii we Francji „jeszcze do dziś obchodzona jest tak zwana noc umarłych” (PR, 1936, nr 21). Po wieczornych nieszporach rodzina gromadzi się przy wieczerzy. „Najstarszy, mówi pijąc wino: Zdrowie żywych! – na co obecni odpowiadają: Boże, przebacz duszom zmarłych! Po kolacji wszyscy zbierają się u rozpalonego na kominie ognia i czuwają do godz. 11-ej. Wtedy to rozlega się głos dzwonka. Jeden z wieśniaków obiega wieś, dając w ten sposób znać, że zbliża się dwunasta, godzina umarłych. Dość korzystaliśmy z ciepła – odzywa się znowu ojciec rodziny. – Ustąpmy innym miejsca. Śmierć jest zimna. Zmarłym zimno. Oby im miłym było ognisko!” Nim pójdą spać, nakrywają stół dla dusz. Stawiają mleko, placki gryczane, słoninę...”.

„U nas do niedawna też w podobny sposób święcono Zaduszki. W Lubelskim gospodynie wypiekały pierogi i bułki pszenne, które wieczorem po odmówionej za dusze zmarłych modlitwie, rozdawały domownikom” (1936, nr 21).

Dziady
Na Litwie, Rusi i tzw. Kresach przygotowywano zmarłym uczty rytualne zwane dziadami. „Wszyscy gromadzą się na cmentarzu. Najpierw po grobie toczą jajka i oddają żebrakom, dziadom proszalnym. (…) Następnie zastawiają grób cały jedzeniem i zasiadają do poczęstunku, zaprosiwszy wpierw dusze zmarłych na tę ucztę. Potrawy muszą być w liczbie nieparzystej – trzy, pięć lub siedem. Wśród nich miód, bliny, twaróg, jaja, kiełbasa. Resztki zjadają dziady, a uczestnicy poczęstunku rozchodzą się po domach przeprosiwszy umarłych za to, że jedzenie było może niezbyt obfite. Na Litwie w Zaduszki gospodynie gotują tylko te potrawy, które lubili zmarli i zapraszają dusze słowami: Dziady, dziady, przychodźcie tu wieczerzę spożywać i nas przeżegnać”. Te ludowe zwyczaje zanikły „pod wpływem wiary chrześcijańskiej – szybciej na ziemiach zachodniej i środkowej Polski, wolniej na jej wschodnich kresach, gdzie jeszcze w wielu okolicach obchodzi ludność wiejska, oprócz jesiennych, też wiosenne, letnie i zimowe „dziady”. Dzisiaj nie usiłuje się „karmić” dusz swych krewnych – potrawy przygotowywane ongi dla zmarłych daje się ubogim”. (PR 1936, nr 21).

Źródło: "Farmer" 19/2006