PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Zagwizdać z zachwytu

Autor: Iwona Pijanowska

Dodano: 30-11-2006 11:30

Tagi:

Kanaryjska wyspa Gomera słynie z tego, że jej mieszkańcy potrafią się porozumiewać za pomocą gwizdów. A mazowiecka wieś Gwizdały zaczyna być znana w Polsce dzięki Muzeum Gwizdka, które odwiedziło już ponad 10 tysięcy osób. Każda z nich zostawiła we wsi trochę pieniędzy.



Tak to już jest, że bez pracy społecznej rolników, tego, co dawniej nazywano czynami społecznymi, nie byłoby na wsi kościołów, dróg ani szkół – mówi Małgorzata Kułak, sołtys wsi Gwizdały. – Ale bez pani Buczyńskiej niewiele byśmy zdziałali. Mieliśmy szczęście, wybierając właśnie ją na dyrektora naszej szkoły.

Irena Buczyńska zwyciężyła w konkursie na dyrektora szkoły w momencie przełomowym. – To był wóz albo przewóz – mówią mieszkańcy wsi.

Podręcznikowy przykład
W roku 1992 groźba zamknięcia szkoły podstawowej w Gwizdałach była bardzo realna. Stary, blisko stuletni drewniany budynek po prostu się rozpadał, sanepid też miał zastrzeżenia. Zawiązał się społeczny komitet obrony szkoły. Nowa pani dyrektor była zdecydowanie przeciwna likwidacji szkoły. I ostro wzięła się do roboty. Z pomocą mieszkańców zaczęła, nie przerywając nauki, budować nową szkołę, murowaną. Tempo było tak duże, że aż zadziwiło przejeżdżającego często przez Gwizdały Witolda Tchórzewskiego, warszawskiego lekarza, właściciela domu letniskowego w pobliskiej wsi Wywłoki. Pan doktor postanowił zajrzeć do szkoły-rekordzistki. I wtedy wpadł mu do głowy pewien pomysł. Ten znany w świecie kolekcjoner zabawek miał w swoich zbiorach także… gwizdki. – Zrozumieliśmy się w pół słowa – mówi dyrektor Buczyńska. Gwizdki w Gwizdałach. Takie muzeum to wręcz podręcznikowy przykład szansy na rozwój turystyki wiejskiej.

Obywatel honorowy
Doktor radiolog Witold Tchórzewski z warszawskiego Szpitala Praskiego kocha zbierać różne, czasem dziwne rzeczy. Choćby grzybki do cerowania czy naparstki. Wiele swoich zbiorów musi przechowywać w pudłach i nie ogląda ich ludzkie oko. Dlatego chętnie eksponuje część swoich  zbiorów w szkole w Gwizdałach. Są zabawki i rozmaite modele – 5 tysięcy eksponatów. Ekspozycje są czasowe, bo wszystkiego jednocześnie pokazać się nie da. A Muzeum Gwizdka to ekspozycja stała. Aż wstyd przyznać, że szacowne już dziś muzeum mieści się w dawnej… pakamerze sprzątaczek. Wyłożono ją starannie drewnianą boazerią, zamontowano przeszklone gablotki, wyłożono księgę pamiątkową, do której wpisują się goście. Wpisów jest już ponad 5 tysięcy. Wiele w rodzaju: Aż zagwizdałem z zachwytu! Bo naprawdę jest co podziwiać. Od roku 1999 uzbierało się ponad 1300 eksponatów. Są ludowe gwizdki w kształcie ptaszków i innych zwierząt, eleganckie gwizdki z porcelany, zwykłe, ale jakże różnorodne gwizdki od czajników czy od parowozów, gwizdki „profesjonalne”, na przykład policyjne, wierzbowe piszczałki, flety i okaryny. Goście, których było już ponad 10 tysięcy, kupują pamiątki: gwizdki z logo muzeum, pocztówki i naklejki.  

Pomysłodawca i współorganizator muzeum także robi mu reklamę, bo media często kontaktują się z Witoldem Tchórzewskim. Pan doktor popularyzuje muzeum, a przy okazji Gwizdały, których jest obywatelem honorowym.

Ich mała ojczyzna
Mieszkańcom wsi jeszcze niedawno jej nazwa wydawała się trochę niepoważna. Dziś, kiedy mają już swoje Muzeum Gwizdka, są z niej wręcz dumni. – Dziewczęta z gimnazjum, które prowadzą muzeum, często wyjeżdżają na rozmaite imprezy, by je reklamować – mówi dyrektor Buczyńska. – I są zdumione, gdy ktoś nie wie, gdzie leżą ich Gwizdały.

Młode muzealniczki nauczyły się dzięki tej pracy zaradności i odpowiedzialności. – Kiedyś musiały same przyjąć wycieczkę emerytów aż z Gdańska. Spisały się doskonale – nie może się nachwalić pani dyrektor. – Przygotowały naszą „Kawiarenkę pod Gwizdkiem”, same upiekły ciasto, sprzedały nasze pamiątki.

Dochody z muzeum, kawiarenki, bazy noclegowej (szkoła może przyjąć 60 osób, które zaakceptują dość skromne warunki), a także rozmaitych imprez (na przykład balu sylwestrowego) wspierają szkolny budżet. – Jesteśmy bardzo skrzętni i wykorzystujemy talenty uczniów. Liczy się każda sprzedana serwetka czy obrazek. Wielu uczniów ma w domu bardzo skromne warunki. W szkole muszą mieć wszystko – mówi twardo dyrektor Buczyńska. I mają: pomoce naukowe, komputery, wyjazdy, gry, z których chętnie korzystają nie tylko podczas długiej przerwy. Widać, że uczniom nie chce się ze szkoły wychodzić. Na przerwie dzieci, zamiast biegać po korytarzu, sięgają po wielkie pudła z grami planszowymi. Dziewczynki z zapałem wywijają kołem hula-hoop. Pani dyrektor ma baczenie na wszystko. Nie używa swego gabinetu. Na przerwie podchodzą do niej nie tylko uczniowie, ale i ich rodzice.– A po co mają pukać? – zadaje sobie retoryczne pytanie. – Kiedy siedzę przy stoliku w holu, jakoś łatwiej im nawiązać kontakt. Przychodzą do mnie po radę, czasem proszą o telefon w ich sprawie. W końcu jestem też radną powiatową. Z ludźmi trzeba być, starać się im pomóc. Trzeba  im coś podpowiadać – na przykład utworzenie grup producenckich przez rolników zajmujących się uprawą roślin energetycznych.

Irena Buczyńska nie liczy godzin pracy. Nocuje w swojej szkole. Dosłownie, bo ma w niej służbowe mieszkanie. Wakacje i ferie także spędza w szkole. Musi przecież wiedzieć, jak przyjmowani są goście korzystający ze Szkolnego Schroniska Młodzieżowego, wszystkiego dopilnować.

Wychowanie obywatelskie
Śladem Witolda Tchórzewskiego trafili do szkoły w Gwizdałach także państwo Dąbrowscy, warszawscy nauczyciele. Zakochali się w tej szkole i przyjeżdżają regularnie od lat. Pan Tadeusz Dąbrowski prowadzi, z pomocą żony, pracownię modelarską. – Używamy materiałów najłatwiejszych do zdobycia – głównie kartonu. Kiedy w roku 2004 był w warszawskim Muzeum Techniki ogólnopolski przegląd modelarstwa kartonowego, prace uczniów ze szkół w Gwizdałach bardzo się podobały, bo były inne. Dziewczęta wykonały modele tutejszych tradycyjnych chat, konkurując z powodzeniem ze sławnymi modelarzami. – Państwo Dąbrowscy pracują w naszej szkole zupełnie bezpłatnie – mówi dyrektor Buczyńska. – Przejeżdżają z odległej o 60 km Warszawy własnym samochodem i nie chcą nawet zwrotu kosztów benzyny. 

Co nas urzekło w Gwizdałach? – zastanawiają się głośno państwo Dąbrowscy. – Przede wszystkim to, że w tej szkole jeszcze się wychowuje. A dziś to już rzadkość.  

Pani dyrektor uważa, że nie ma nauczania bez wychowania. Wpojono jej to w Liceum Pedagogicznym w Mławie. – Wielka szkoda, że takie licea zlikwidowano. Ja nauczyłam się tam wszystkiego. Na studiach tylko sobie pewne rzeczy poszerzyłam. Marzy o jednym. Żeby w tej niezamożnej okolicy można było zdobywać wykształcenie na miejscu. I to marzenie powoli się spełnia. Rodzice jej uczniów kształcą się w eksternistycznym Technikum Rolniczym. Cała pięćdziesiątka słuchaczy zaliczyła I semestr.

Radny Henryk Molski, tak jak większość mieszkańców Gwizdał, jest dwuzawodowcem – pracownikiem technicznym w szkole i właścicielem kilku hektarów. – Ziemia tu marna, przeważa IV i V klasa. Domy we wsi są małe, żeby rozkręcić agroturystykę, trzeba inwestycji. Na razie mamy więc turystów, którzy obejrzą sobie nasze muzeum i pojadą dalej. Pani dyrektor już myśli o ścieżce rowerowej prowadzącej przez naszą wieś.

Źródło: "Farmer" 03/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (0)

BRAK KOMENTARZY

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.166.160.105
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!