Tak to już jest, że bez pracy społecznej rolników, tego, co dawniej nazywano czynami społecznymi, nie byłoby na wsi kościołów, dróg ani szkół – mówi Małgorzata Kułak, sołtys wsi Gwizdały. – Ale bez pani Buczyńskiej niewiele byśmy zdziałali. Mieliśmy szczęście, wybierając właśnie ją na dyrektora naszej szkoły.

Irena Buczyńska zwyciężyła w konkursie na dyrektora szkoły w momencie przełomowym. – To był wóz albo przewóz – mówią mieszkańcy wsi.

Podręcznikowy przykład
W roku 1992 groźba zamknięcia szkoły podstawowej w Gwizdałach była bardzo realna. Stary, blisko stuletni drewniany budynek po prostu się rozpadał, sanepid też miał zastrzeżenia. Zawiązał się społeczny komitet obrony szkoły. Nowa pani dyrektor była zdecydowanie przeciwna likwidacji szkoły. I ostro wzięła się do roboty. Z pomocą mieszkańców zaczęła, nie przerywając nauki, budować nową szkołę, murowaną. Tempo było tak duże, że aż zadziwiło przejeżdżającego często przez Gwizdały Witolda Tchórzewskiego, warszawskiego lekarza, właściciela domu letniskowego w pobliskiej wsi Wywłoki. Pan doktor postanowił zajrzeć do szkoły-rekordzistki. I wtedy wpadł mu do głowy pewien pomysł. Ten znany w świecie kolekcjoner zabawek miał w swoich zbiorach także… gwizdki. – Zrozumieliśmy się w pół słowa – mówi dyrektor Buczyńska. Gwizdki w Gwizdałach. Takie muzeum to wręcz podręcznikowy przykład szansy na rozwój turystyki wiejskiej.

Obywatel honorowy
Doktor radiolog Witold Tchórzewski z warszawskiego Szpitala Praskiego kocha zbierać różne, czasem dziwne rzeczy. Choćby grzybki do cerowania czy naparstki. Wiele swoich zbiorów musi przechowywać w pudłach i nie ogląda ich ludzkie oko. Dlatego chętnie eksponuje część swoich  zbiorów w szkole w Gwizdałach. Są zabawki i rozmaite modele – 5 tysięcy eksponatów. Ekspozycje są czasowe, bo wszystkiego jednocześnie pokazać się nie da. A Muzeum Gwizdka to ekspozycja stała. Aż wstyd przyznać, że szacowne już dziś muzeum mieści się w dawnej… pakamerze sprzątaczek. Wyłożono ją starannie drewnianą boazerią, zamontowano przeszklone gablotki, wyłożono księgę pamiątkową, do której wpisują się goście. Wpisów jest już ponad 5 tysięcy. Wiele w rodzaju: Aż zagwizdałem z zachwytu! Bo naprawdę jest co podziwiać. Od roku 1999 uzbierało się ponad 1300 eksponatów. Są ludowe gwizdki w kształcie ptaszków i innych zwierząt, eleganckie gwizdki z porcelany, zwykłe, ale jakże różnorodne gwizdki od czajników czy od parowozów, gwizdki „profesjonalne”, na przykład policyjne, wierzbowe piszczałki, flety i okaryny. Goście, których było już ponad 10 tysięcy, kupują pamiątki: gwizdki z logo muzeum, pocztówki i naklejki.