Krajowa Olimpiada Młodych Producentów Rolnych, której patronuje Związek Młodzieży Wiejskiej od lat cieszy się sympatią rolników. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie doskonali organizatorzy: pracownicy ośrodków doradztwa rolniczego, izb rolniczych, kuratorów oświaty i siedleckiej Akademii Podlaskiej. Co rok udaje im się świetnie przygotować eliminacje, a także namówić wielu sponsorów na ufundowanie finalistom cennych nagród (komputerów, kamer, aparatów fotograficznych, narzędzi gospodarczych itp). W tym roku naszej redakcji nie trzeba było do ufundowania nagrody namawiać. Sami zaproponowaliśmy organizatorom, że zwycięzca otrzyma od nas skuter i w ten sposób kolejny raz wnieśliśmy swój wkład do bogatej puli nagród. Konia, rocznego ogierka rasy wielkopolskiej ze swej stajni przeznaczył na nagrodę Stanisław Kiljańczyk ze wsi Mroków, na Mazowszu. Fundator sam był uczestnikiem takich olimpiad, organizowanych w latach 70. ubiegłego wieku. Nigdy nie był zwycięzcą, ale i tak uzyskiwał świetny wynik, zajmując drugie lub trzecie miejsce. Obecnie ten były finalista olimpiad wspólnie z dziećmi poza końmi chowa też świnie i bydło mięsne. Ogierek przeznaczony przez niego na nagrodę jest potomkiem jednego z koni, którymi w roku 1983 dotarł on z Polski do Wiednia i wjechał na wzgórze Kalenberg z okazji 300 rocznicy odsieczy wiedeńskiej króla Sobieskiego.

Do tegorocznego 11 Krajowego Finału Olimpiady Młodych Producentów Rolnych zakwalifikowała się setka spośród kilku tysięcy uczestników, którzy stanęli do eliminacji - najpierw środowiskowych, a potem wojewódzkich. Wszyscy musieli przejść w Siedlcach przez kolejne sito eliminacyjne. W Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych (w słynnym "rolniku", czyli byłym Rolniczym Centrum Kształcenia Ustawicznego) czekały ich dwa zadania praktyczne i pisemny test. Podczas pierwszego zadania uczestnicy musieli nie tylko rozpoznać wszystkie rośliny, które rosły na wyhodowanej darni (w tym chwasty), ale też określić ich stan, zagęszczenie runi łąkowej, konieczne zabiegi i zdecydować na co się ona nadaje, czy na spasanie, czy na koszenie. Drugie zadanie zdawać by się mogło, że nie powinno sprawiać trudności, ale ku zaskoczeniu jury nikt sobie z nim do końca poprawnie nie poradził. Trzeba było wypełnić wniosek o dopłaty bezpośrednie dla przykładowego gospodarstwa. Wielu uczestnikow mówiło, że dostali na to zbyt mało czasu. Gdyby było go trochę więcej na pewno wypadliby lepiej, bo wnioski o dopłaty do swoich gruntów wypełniają samodzielnie.

Po tych zmaganiach uczestnicy pisali test, w którym były pytania dotyczące nie tylko rolnictwa, ale też ochrony środowiska, techniki rolniczej i Unii Europejskiej.

Szóstka najlepszych została zakwalifikowana do finału ustnego, który odbywał się w wypełnionej po brzegi publicznością auli wykładowej Akademii Podlaskiej. Wśród finalistów były zarówno osoby z wyższym, jak i średnim, a nawet tylko z zasadniczym wykształceniem, a także jeden uczeń technikum mechanizacji ronictwa. Specjalnego zdenerwowania ani tremy nie było po nich widać, chociaż ich odpowiedziom na pytania zadawane przez jury przysłuchiwali się rywale, którzy mieli trochę mniej szczęścia w zmaganiach, a także znani z pierwszych stron gazet politycy, posłowie, senatorowie, naukowcy, przedstawiciele władz wojewódzkich, samorządowych i organizacji rolniczych. Zasiadając do stołu eliminacyjnego najpewniej czuli się ci finaliści, którzy już wiele razy zakwalifikowali się do ścisłego finału w poprzednich latach, a nawet zostali kilkakrotnie zwycięzcami tej olimpiady.

Podczas finału też trzeba było mieć szczęście przy losowaniu kolejności zestawu pytań. Można było natrafić na pytania dosyć trudne, bo zaskakujące np. o układ unijny z Schengen (dotyczy zniesienia granic celnych) lub o kompozyty betonu wykorzystywane do naprawy płyt obrotowych. Doktor Stanisław Kondracki, wykładowca w Akademii Podlaskiej i przewodniczący jury pilnował dyscypliny i nie pozwalał na zadawanie dodatkowych pytań naprowadzających uczestników na prawidłową odpowiedź.

Z pierwszym pytaniem jakie otrzymał nie poradził sobie nawet zwycięzca olimpiady Henryk Sowiński z Gajówki, w Łódzkiem. Jednak ilość zdobytych wcześniej punktów za zadania praktyczne i pozostałe trafne odpowiedzi udało mu się w sumie zdobyć najwięcej punktów. Laureat uważa, że olimpiady mobilizują go do nauki, dużo czyta fachowej prasy, aby dowiedzieć się o wszelkich nowościach w rolnictwie. Uczestniczył on już w Olimpiadzie Młodych Producentów Rolnych ósmy raz i po raz czwarty zajął w niej pierwsze miejsce. Ma średnie wykształcenie rolnicze, 30 lat i od 9 lat gospodaruje na 40 ha, w tym tylko 14 własnych. W starej oborze, w której niemożliwe jest zmechanizowanie prac stoi 20 krów o średniej wydajności mlecznej 6 tys. litrów. Dojone są one dojarką konwiową. Rolnik myśli o wybudowaniu nowej większej obory. Nie wie jeszcze jak dużej, bo on chciałby na 100, a żona tylko na 50 krów. Chcą wspólnie obejrzeć kilka dobrych gospodarstw mlecznych, aby wybrać najlepsze rozwiązanie dla siebie. Zwycięzca olimpiady myśli o ubieganiu się o unijne dotacje. Obawia się jednak, że zanim się zdecyduje mogą skończyć się dotacje na inwestycje w gospodarstwach rolnych, tak jak skończyły się pieniądze na start dla młodych rolników, poprawę standardów sanitarnych i dla gospodarstw niskotowarowych.

Podobnie jak zwycięzca pozostali finaliści też mieli trudności z odpowiedziami na niektóre pytania jurorów. Z 18 odpowiedzi jakie padły w finale tylko dwie w pełni zadowoliły jurorów. Stanisław Kondracki uważa, że kto chce dobrze wypaść w olimpiadzie musi stale uzupełniać wiedzę zdobytą kiedyś w szkole, czytając prasę rolniczą. Wiele pytań bowiem przygotowywano na podstawie artykułów m. in. w "Farmerze".

Źródło: "Farmer" 12/2005

Podobał się artykuł? Podziel się!