I chociaż zapowiadana jest pomoc - to wciąż więcej jest pytań, niż odpowiedzi, co do jej kształtu. A straty rolnicy ponoszą już - i to na wcale nie najmocniejszym rynku owoców i warzyw.

WSZYSTKIEMU WINNI DZIENNIKARZE…

Zaskoczony był tylko minister rolnictwa Marek Sawicki. Jeszcze 29 lipca wystosował apel do dziennikarzy: "Mam wrażenie, że od kilku miesięcy media w Polsce ciągle nawołują Rosję do wprowadzenia embarga na polską żywność. Na ponad 50 tys. przesyłek rocznie było tylko kilkanaście, co do których były jakieś uwagi. Od dwóch miesięcy nie ma żadnych zastrzeżeń. Na taką skalę eksportu jest to margines, który zdarza się w każdej wymianie towarowej. Handel odbywa się normalnie, nie ma zatem powodów do wywoływania paniki czy niepokoju wśród eksporterów. Apeluję o odpowiedzialne traktowanie całej sprawy."

Już następnego dnia jednak okazało się, że mleko się wylało: Rosja wprowadziła embargo na owoce i warzywa z Polski. "Pierwszą ofiarą ograniczeń finansowo-gospodarczych Unii Europejskiej wobec Rosji stali się polscy producenci owoców i warzyw" - ogłosił minister i podkreślił polityczny charakter sankcji. "Minister nie dopuści do tego, aby jedynymi ofiarami ograniczeń ekonomiczno-gospodarczych Unii Europejskiej wobec Rosji byli polscy rolnicy i sadownicy" - zapowiedziano. I tym razem to nie dziennikarze, ale minister wywołał wilka z lasu.

Ledwie ministrowi udało się spotkać z przedstawicielami UE w celu omówienia możliwości rekompensat dla polskich rolników, już przyszła kolejna wiadomość o dalszych rosyjskich ograniczeniach. Tym razem Rosja wstrzymała import owoców, warzyw, mięsa, drobiu, ryb, mleka i nabiału z USA, UE, Australii, Kanady i Norwegii.

Ale fakt, że polscy rolnicy i sadownicy nie byli już jedynymi ofiarami ograniczeń ekonomiczno-gospodarczych Unii Europejskiej wobec Rosji, wcale nie poprawił ich sytuacji.

Rozmowy ministra o rekompensatach unijnych nie stały się łatwiejsze, a możliwość "upchnięcia" warzyw i owoców na unijnym rynku zmalała do zera.

Marek Sawicki wrócił z Brukseli rozczarowany, ale zapowiedział, że zdołał przekonać unijnego komisarza Daciana Ciolosa do konieczności przerwania urzędniczych urlopów i szybkiego wprowadzenia chociaż rekompensat na warzywa o krótkim terminie przechowywania. Co do pozostałych, analizy będą prowadziły poszczególne Dyrekcje KE - Rolnictwa, Handlu i Budżetu. Z tego powodu decyzje zapadną prawdopodobnie nie wcześniej niż w połowie września - zapowiedziało ministerstwo.