Pytany o historię firmy i przebytą drogę od importera przetworów z Węgier do jednego z liderów rynku przetwórstwa owocowo-warzywnego w Polsce, Józef Rolnik przyznał, że przełom lat 80 i 90 był dla wielu przedsiębiorców szczególnym splotem okoliczności.

- Nasz sukces polegał na tym, że nie byliśmy skażeni czasami, w których producent siedział za biurkiem i sprzedawał wszystko, co wyprodukował. Weszliśmy na rynek w epoce zmian i staraliśmy się do nich dostosować. Do biznesu potrzebne jest szczęście i odpowiedni czas. Dlatego trudno mi dzisiaj odpowiedzieć młodym ludziom na pytanie jak osiągnąć sukces. Czas, w którym dane nam było żyć i zdarza się raz na całe stulecia - przyznał.

Józef Rolnik przypomniał, że historia jego firmy zaczęła się od...kryzysu ziemniaczanego na Węgrzech.

- W 1989 roku ojciec zastawił dom i załadowaliśmy cały pociąg - 800 ton ziemniaków. Wagony nie bez przeszkód dotarły na Węgry, ale w Centrali Handlu Zagranicznego powiedziano mi, że Węgrzy nie mogą zapłacić za ziemniaki, ponieważ w stosunkach bilateralnych Polska zalega ruble transferowe i nie mają pozwolenia na dolary. Na szczęście okazało się, że CHZ sprzedawała też węgierskie produkty spożywcze i zaproponowała nam, że w ramach limitu możemy importować soki w kartonach. Byliśmy też pierwszą firmą, która zaczęła przywozić do Polski kukurydzę konserwową w puszkach - dodał.

Dziś produkty firmy Rolnik są obecne w wielu krajach świata. Szczególną pozycję zajmują w Mongolii, gdzie konsumenci mocno utożsamiają je z Polską.

- Na rynku mongolskim rządzą trzy polskie firmy.  To ewenement, bo dookoła pełno jest potentatów w produkcji spożywczej, jak Chiny, Wietnam czy Indie z bardzo tanimi produktami. A polskie przetwory na rynku mongolskim królują i cieszą się bardzo dobrą renomą. Zasługa należy się przede wszystkim panu Urbankowi, który przetarł szlak. Kiedyś chwalił się, że mieszkańcy Mongolii z Polaków znają tylko Kopernika i Urbanka - dodał Józef Rolnik.

W dalszej części debaty wiceprezes zarządu Rolnik Sp. z o.o. przyznał, że branża rolno-spożywcza w Polsce jest skonsolidowana w niewielkim stopniu, choć zaczyna się to zmieniać.

- W rozwoju każdej firmy przychodzi moment, gdzie dochodzi się do ściany i można iść dalej małymi krokami lub zrobić od razu jeden duży krok. Można samemu przejść na stronę konsolidacyjną, ale trzeba mieć silny brand. Osobiście uważam, że przed falą konsolidacji nie da się uciec i małe firmy, które do tej pory były wykonawcami marek własnych w najniższych cenach będą przejmowane w celu wrogich przejęć, tj. ograniczenia lub zmniejszenia produkcji - zaznaczył Józef Rolnik.

Cały artykuł na Portalu Spożywczym

Podobał się artykuł? Podziel się!