Dyrektor PFPŻ przypomniał w poniedziałek podczas IX Forum Rynku Spożywczego i Handlu w Warszawie, że Polska już weszła do strefy wolnego handlu w 2004 r. poprzez przynależność do Unii Europejskiej.

Zwrócił uwagę, że rolnictwo kanadyjskie jest inne niż polskie m.in. pod względem jakości surowców, jak i podejścia przemysłu przetwórczego do surowców rolnych.

Przeciwnicy CETA argumentują, że półki sklepowe w naszym kraju zostaną zalane kanadyjską żywnością GMO. - Mam pewne wątpliwości w tej sprawie (...), umowa CETA w żaden sposób nie narusza bezpieczeństwa żywności w Unii Europejskiej - powiedział Gantner.

W Kanadzie "nikt się nie przejmuje GMO", bo jest tam powszechne. Tłumaczył, że artykuły spożywcze z Kanady będą musiały spełniać wszystkie wymagania dotyczące żywności, m.in. w zakresie informowania o składzie, w tym także o obecności GMO.

- Mówienie, że nagle zostaniemy zalani potężną ilością bardzo taniej żywności jest nieprawdą, bo tak nie będzie. Żeby Kanada mogła cokolwiek wprowadzić na polski rynek, musi spełnić wymogi europejskie - powiedział. Wyjaśnił, że wymogi UE są jednymi z najbardziej rygorystycznych na świecie. Podkreślił, że zasada dotyczącą spełniania wymogów będzie obowiązywała "teraz i w przyszłości", co oznacza, że nie będzie jej można w przyszłości zmienić. Przewiduje też, że jeżeli UE zaostrzy przepisy, to będą one musiały być spełnione przez kanadyjskich eksporterów.

Zdaniem dyrektora PFPŻ umowa CETA może być szansą dla polskich producentów żywności, gdyż europejska żywność, w tym polska bez GMO, uważana jest na świecie za żywność premium. - A więc rodzi się pytanie - czy Kanada będzie u nas sprzedawała produkty, czy też raczej będzie je sprowadzała z Europy - pytał Gantner.

- Wydaje się, że mamy szansę wejść na potężny rynek, z bardzo dużą liczbą bogatych konsumentów, których przynajmniej część poszukuje takich produktów, jakie są wytwarzane w Polsce i UE - przekonywał. Rynek kanadyjski - to 35 mln konsumentów - dodał.

Gantner zwrócił uwagę, że protestujący przeciw umowie CETA nie chcą importu kurczaków. Chodzi o to, że w Kanadzie i USA są inne wymogi bezpieczeństwa dotyczące produkcji drobiu. Kurczaki przed sprzedażą są płukane w chlorze, by mięso było czyste, natomiast w UE to niedopuszczalne. Kurczaki tam produkowane są tanie, stąd obawa, że polski rynek zalany zostanie importowanymi kurczakami. Tymczasem - jak mówił - umowa nie dotyczy drobiu i jaj, co oznacza, że zachowane zostaną dotychczasowe zasady handlu, a rynek europejski w tym zakresie jest chroniony.