A jak wszystko się zaczęło, pani Ela tak to wspomina:
„W 93 roku mąż kupił tutaj działeczkę i mieliśmy stawiać bar, a na górze mieliśmy mieszkać. Zanim jednak rozpoczęliśmy budowę, koleżanka niedaleko kupiła bar i zaczęła handlować. W 93 roku powstał park biebrzański. Zaczęliśmy się tym interesować. Maż ma bakcyla do ptaków, lubi je.

U nas trudny był wyjazd, zaczęliśmy się zastanawiać, bar w tym miejscu? Doszliśmy do wniosku, że nie. Zaczęliśmy bawić się w agroturystykę. Ja sprzedawałam w sklepie w Wiźnie, bo tam mamy jeszcze mały sklepik. Postawiliśmy nieduży dom agroturystyczny, zrobiliśmy ulotki, jako takie i kogo się znało to się te ulotki podrzucało. Jak mogliśmy to się reklamowaliśmy.
Na początku było pięć pokoików i jedna łazienka. Kolejnego roku zrobiliśmy kolejną łazienkę w pokoju. Potem już w każdym. Skorzystaliśmy z pieniędzy unijnych i kupiliśmy koniki polskie – stado zachowawcze. Pięć lat i mamy już kilka koników. Jest woda, Narew i Biebrza, kupiliśmy kajaki.
Wszystkie nasze oszczędności szły w agroturystykę. Coś się dokupywało i dokupywało. Teraz mamy nadzieję, że zaczniemy zarabiać.
Mamy jeszcze kilka rzeczy do zrobienia, ale już niedużo. Chce kuchnie doposażyć. Zrobiliśmy oczyszczalnie przydomową. Salki są już takie ładne. Nie ma już wydatków takich jak do tej pory. Mamy kolektory słoneczne. Dachy zrobiliśmy. Największe inwestycje mamy za sobą.

W 97 roku zaczęliśmy przyjmować pierwszych gości. Jak kupiliśmy działkę od razu posadziliśmy drzewa w koło. Efekt już jest. Wszystko jest zarośnięte. Ciekawa historia była z naszymi bocianami. Mąż postawił słup i zrobił podstawę i narzucał kilka gałązek. Za dwa tygodnie były już bociany. Wszystko było przemyślane. 

Aby wszystko się udało musi współpracować małżeństwo i najlepiej jak jeszcze dzieciaki pomagają w gospodarstwie. Agroturystyka nie jest pierwszym źródłem utrzymania. Mamy jeszcze sklepik i trochę gospodarki, jest tego 20 ha. Pięć hektarów mamy orne. Utrzymujemy  łąki dla koni, trochę owsa, reszta poszła w dzierżawę.”

A co z całą księgowością, kto ją prowadzi?
Pani Ela odpowiada: „ Do pięciu pokoi pełna księgowość nie jest potrzebna. Pokoi mamy trochę więcej, już 10, zgłosiłam działalność. Teraz mamy i agroturystykę i turystykę wiejską. Wcześniej rozliczałam się raz do roku. Teraz prowadzę książkę przychodów i rozchodów. Inwestuje. Kupiłam porządną lodówę. Jak nie inwestujesz nie ma ciebie. Umierasz.”

Pieniądze to nie wszystko, bo agroturystyka to nie tylko piękne krajobrazy i coraz wyższy komfort wypoczynku, to przede wszystkim otwarci i ciepli ludzie, którzy z goszczenia u siebie turystów uczynili pasję życia.

Źródło: farmer.pl