Zarząd Krajowej Spółki Cukrowej podczas obrad sejmowej komisji rolnictwa musiał wysłuchać wielu gorzkich słów pod swoim adresem. Powód? Plany zamknięcia zakładów w Lublinie i Łapach. Posłowie z tych regionów bez względu na przynależność partyjną są wyjątkowo zgodni.

Krzysztof Jurgiel poseł PiS, okręg wyborczy Białystok: - Likwidacja cukrowni w Łapach będzie likwidacją ostatniego zakładu w Polsce wschodniej.

Józef Klim, poseł PO, okręg wyborczy Białystok: - Spółka Skarbu Państwa powinna oczywiście o to, żeby osiągnięcia finansowe były jak najlepsze, ale musi też brać pod uwagę interesy plantatorów, interes społeczny z racji tego, że jest Spółką Skarbu Państwa.

Ale Krajowa Spółka Cukrowa przypomina, że decyzje w sprawie restrukturyzacji muszą zostać podjęte. Bez tego firmie groziłoby bankructwo.

Rezygnacja z 13,5 proc. limitu produkcji, czyli ponad 90 tysi. ton cukru, oznacza nie tylko zamknięcie 2 fabryk, ale także rezygnację z uprawy buraków na Podlasiu, Mazowszu oraz w Świętokrzyskiem. Tam zdaniem spółki są najgorsze warunki do uprawy. Czego najlepszym dowodem jest ogromne zainteresowanie rolników tzw. inicjatywą plantatorską, czyli rezygnacją z uprawy w zamian za unijne rekompensaty. Na rekompensaty liczy teraz także Krajowa Spółka Cukrowa. Wygaszenie 90 tysięcy ton cukru według cennika Brukseli to 250 mln zł czystego dochodu.

Stanisław Parzuch, plantator z cukrowni „Lublin”: - Jeżeli zarząd KSC się nie opamięta, jedynym rozwiązaniem jest rozwiązanie zarządu.

Ale na to raczej się nie zanosi. Resort skarbu państwa zażądał tylko uzupełnienia informacji na temat planu restrukturyzacji. Tymczasem podczas obecnej kampanii w spółce pracowało 11 cukrowni. Po wyłączeniu Łap i Lublina zostanie 9.

Źródło: Witold Katner/Agrobiznes