PRZEGLĄD PRASY: Wszystko już mamy: sporo dobrych winnic, specjalistów, którzy potrafią je uprawiać, piwnice, w których leżakują setki tysięcy zakurzonych butelek. Ale w żadnym sklepie w Polsce wina rodem z naszego kraju kupić nie można. Dlaczego Przez biurokratów - pisze Jędrzej Bielecki.

(...) - Każą nam utrzymywać składy celne i laboratoria, składać depozyty podatkowe, ograniczać produkcję do specjalnych budynków pozostających pod stałą kontrolą urzędników skarbowych. Na to wszystko stać wielkie gorzelnie i browary, ale nie producentów wina.

- inne kraje Unii dawno sobie z tym problemem poradziły. Tam zwolniono właścicieli niewielkich winnic od przepisów akcyzowych. Polscy winiarze walczyli o to samo od 7 lat. Ale bez skutku. Powód Potężny lobbing importerów win z zagranicy, ale także naciski wielkich krajowych browarów i producentów wyrobów spirytusowych, którzy przestraszyli się konkurencji. No i Skarbu Państwa, który obawia się utraty sowitych dochodów z akcyzy. - Ponieważ zajmujemy się produkcją alkoholu, traktowano nas jak złodziei - denerwuje się Wiktor Szpak, który w 2001 r. założył winnicę Jasiel na Podkarpaciu.

Teraz wszystko to może się zmienić. I to szybko. W Sejmie jest już projekt ustawy znoszącej rygory akcyzowe dla gospodarstw produkujących mniej niż 100 tys. litrów wina rocznie. - W najbliższym czasie trafi pod obrady i mogę zaręczyć, że wejdzie w życie w 2008 r. -mówi przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa Leszek Korzeniowski (PO). I dodaje: - Premier lubi wino, ministrowie lubią wino, ja lubię wino. Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy być odszczepieńcami w stosunku do innych państw Unii.

Wprawdzie w przeszłości takich obietnic winiarze słyszeli już wiele, ale teraz nie są bezbronni. Bo wprowadzenia ulg dla właścicieli małych i średnich winnic wymagają przepisy unijne. - Jeśli nasze ustawodawstwo szybko nie zostanie zmienione, wystąpimy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości - ostrzega Roman Myśliwiec.

Na zmianę przepisów właściciele winnic już są gotowi. - Dziś degustuję wino tylko we własnym zakresie. Kiedy będę mógł je sprzedać, powiększę kilkakrotnie swoją winnicę - zapowiada Wiktor Szpak. Wielu zaczęło już to zresztą robić. W ciągu ostatnich 5 lat kilkakrotnie zwiększyła się w naszym kraju liczba winnic, a powierzchnia upraw z pewnością przekracza już 300 ha. Obok tradycyjnego zagłębia na ziemi lubuskiej pojawiło się nowe, bardziej dynamiczne, oferujące lepszej jakości wina - na Podkarpaciu.

- Na to złożyło się kilka przyczyn. Pojawiły się szczepy odporne na zimno, a dające doskonałej jakości wino. Jednocześnie nasz kraj otworzył się na Zachód i Polacy zaczęli zmieniać wzorce kulturowe. Są dziś na tyle zamożni, że stać ich na dobre trunki. No i rolnicy poszukują bardziej intratnych źródeł zarobku - tak winny boom tłumaczy Roman Myśliwiec, który 25 lat temu zakładał pierwszą winnicę na Podkarpaciu. Dziś takich jak on właścicieli winnic, którzy mogliby dostarczyć do sklepów doskonałej jakości wina w cenie do 25 zł za butelkę, jest kilkuset.

Takiego rozwoju winiarstwo na ziemiach polskich nie pamięta od 70 lat. Po przejęciu po II wojnie światowej przez PGR-y niemieckich winnic na ziemi lubuskiej produkcja win praktycznie ustała. Ale tak naprawdę załamanie nastąpiło dużo wcześniej, bo w XVII w. To wtedy, dzięki usprawnieniu transportu, szlachta zaczęła sprowadzać wina z Węgier. Dopóki nie było takiej możliwości, wina produkowano na miejscu. Od XI w. zajmowały się tym głównie klasztory. Wzdłuż murów zamkowych szczepy uprawiali też Krzyżacy, bo nie byli w stanie sprowadzić wina mszalnego. Jeszcze w XVI w. okolice Krakowa były znaczącym zagłębiem produkcji wina w skali Europy (...).

Źródło: Dziennik

Podobał się artykuł? Podziel się!