Rolnik od sześciu lat współpracuje z niemiecką firmą Hanse Agro, która ma swoje przedstawicielstwo w Polsce. Doradca przyjeżdża aż z Poznania do dwóch gospodarstw położonych w okolicach Hrubieszowa i Jarosławia. Na taką usługę zdecydował się po wyjeździe do Niemiec na Dni Pola, gdzie zobaczył jak to wygląda w tamtejszych gospodarstwach.

Zapytany o to, czy doradca odpowiada za swoje działania, rolnik mówi, że absolutnie nie ma takiej możliwości, bo fachowiec może doradzić, a wykonanie i tak należy do niego. – Doradcę darzę zaufaniem. Przez tyle lat „nie tykam się” do uprawy buraka cukrowego, on się sprawdza jest wiarygodny. Konsultujemy z nim decyzje, jest dla mnie partnerem w prowadzeniu gospodarstwa – mówi Sawa.

Działanie doradcy dotyczy nie tylko stosowania śródków ochrony roślin, ale również sposobu uprawy, doboru rośliny do pola, wyliczenia wszystkich kosztów, tak aby produkcja była jak najbardziej współmierna do zysków jakie można uzyskać plon po danej cenie rynkowej.

 - Ja muszę mieć doradcę dostępnego 24 godz. na dobę, a nie od 7 do 15 – mówi rolnik. – Poza tym uważam, że ludzie pracujący w firmach chemicznych, to nie są doradcy. Jeżeli ktoś mi przyjeżdża „z chemią”, to on ma jeden cel – sprzedać produkt - uważa.

Stawka doradcy jest naliczana od hektara plus koszty dojazdu. Roczna opłata w 300-hektaowym gospodarstwie Sawy to około 4000 zł. Jak mówi rolnik, przy 200 – 300 tys. zł wydawanych rocznie na chemię, taka stawka nie jest wcale wysoka. – Płacąc profesjonalnemu doradcy nie wyrzucam na pewno pieniędzy w błoto – uważa.

- Spadły koszty, a ja mniej przeżywam wszystko – mówi Sawa. – jestem tylko rolnikiem i nie muszę się znać na wszystkim. Trzeba wykorzystać ludzi, którzy się na tym naprawdę znają, a nie udawać wiejskiego filozofa, który wszystko wie – podsumowuje rolnik.

Źródło: farmer.pl