Z 900 gorzelni pozostało zaledwie 300. Gorzelnicy przewidują, że jeżeli w ciągu najdalej dwu lat nie zmieni się gorzelni rolniczych w nowoczesne, wysokowydajne, a przy tym oszczędne i zdolne do konkurencji z gorzelniami przemysłowymi podmioty gospodarcze, to nie będzie szans na utrzymanie się na rynku spirytusu w Polsce. Nastąpi dalszy proces likwidacji gorzelni, z których jedynie kilka będzie miało szansę przetrwać. Polskie gorzelnie produkują w ciągu roku 300 mln litrów spirytusu surowego 100-procentowego. Większość z nich jest jednak w bardzo złym stanie technicznym i ma przestarzały sprzęt. Dlatego niewiele z nich produkuje na poziomie 3 mln litrów rocznie i efektywnie zagospodarowuje wywar gorzelniany, spełniając wymogi ochrony środowiska. Moce produkcyjne wykorzystywane są jedynie w około 60 procentach.

Co zrobić, aby gorzelnie rolnicze mogły się rozwijać na rynku spirytusu surowego? Eksperci zgodnie twierdzą, że konieczna jest ich modernizacja i unowocześnienie. Na to potrzebne są pieniądze, które w pierwszym rzędzie zależą od cen spirytusu na rynku. Te obecne gwarantują wreszcie opłacalność produkcji.

Korzystne ceny
Za litr spirytusu można uzyskać cenę od 2,08 do 2,10 zł. Jako minimalną cenę opłacalności gorzelnicy wymieniają 1,75 zł za litr spirytusu zbożowego. Oczywiście, ceny zależą od cen surowców, z których są wyrabiane: zbóż i ziemniaków. Te korzystne ceny utrzymują się dopiero od lutego. Przedtem dyktowały je trzy głównie podmioty na rynku: Grupa Brasco (Wratislavia Polmos Wrocław SA i Akwawit Leszno), Starogard Gdański i Polmos Lublin.

Cena jest także stymulatorem dla wzrostu produkcji. Niskie ceny na spirytus surowy zniechęcały producentów do zwiększania produkcji. Nawet gospodarstwa rolne prowadzące chów bydła mlecznego, dla którego dotychczas wykorzystywali wywar gorzelniany jako wartościowy dodatek do paszy, wstrzymały prace gorzelni. W tej sytuacji trudno było o zyski, a jeszcze bardziej o modernizację gorzelni i parku maszynowego. Jednak teraz jest szansa na zmianę. Obecne ceny spirytusu pozwalają liczyć na zysk, który będzie można przeznaczyć głównie na modernizację gorzelni i zakup nowoczesnych technologii. Skąd ten nagły wzrost cen? Jest to efekt wzrostu popytu na etanol ze strony firm zagranicznych. Koniunkturę napędza rynek biopaliw.

Biopaliwa ratują gorzelnie
Pojawiają się propozycje, aby zawierać długoterminowe kontrakty zagraniczne na sprzedaż spirytusu surowego m.in. do Niemiec, Holandii i krajów skandynawskich na warunkach korzystniejszych od tych, jakie są na rynku krajowym. Gorzelnicy cieszą się i mówią, że jak będą mieli zbyt, to ze wszystkim sobie poradzą. Ma to niestety także złe strony. Gdyby do tego doszło, spirytus byłby eksportowany z Polski, a rafinerie byłyby zmuszone importować bioetanol po cenach znacznie wyższych od płaconych obecnie zakładom odwadniania spirytusu w kraju. Wielu gorzelników ocenia, że po prawnym uregulowaniu spraw dotyczących wykorzystania biopaliw korzyści z nich będą odnosić głównie firmy zagraniczne i gorzelnie przemysłowe. W Gołaszynie w województwie pomorskim wybudowana została przez podmiot prywatny gorzelnia przemysłowa produkująca ponad 100 tys. litrów spirytusu surowego na dobę. Takich gorzelni jest obecnie w kraju 20. Około 10 inwestorów zagranicznych prowadzi już bądź zapowiada kolejne inwestycje w tym sektorze.

Dlaczego to robią? Bo wiedzą, że biopaliwa to przyszłość. I z myślą o przyszłych zyskach inwestują dziś. Jeśli zdążą na czas, potrafią wypełnić lukę i zaspokoić potrzeby przemysłu paliwowego, to całą pulę zgarną dla siebie. My będziemy się mogli cieszyć, że przy okazji rozwiązano trochę naszych problemów z zagospodarowaniem nadwyżek surowców rolnych, w tym zwłaszcza ziarna żyta, kukurydzy, ziemniaków czy nawet buraków cukrowych, z których będą rezygnować cukrownie.Zyski z biopaliw mogłaby czerpać Polska, ale ciągle nie ma ustawy o biopaliwach. Zapotrzebowanie jest ogromne. Gdyby do benzyn dodawać co najmniej 4,5 proc. etanolu i do oleju minimalną nawet zawartość estrów etylowych, wytwarzanych na bazie etanolu, to przy aktualnych zdolnościach produkcyjnych, jakie mogą zabezpieczyć tradycyjne gorzelnie rolnicze, Polska i tak zmuszona byłaby importować niewielkie ilości spirytusu lub gotowego bioetanolu w celu zaspokojenia potrzeb rynku paliwowego. Gorzelnicy oceniają, że nadal brak jest woli politycznej do rozwiązania kwestii biopaliw. Uważają, że istnieje bardziej sprzyjający klimat dla inwestorów zagranicznych niż ochrona istniejącego potencjału krajowego. Podkreślają, że jeżeli nie zmieni się proponowanej ustawy o biopaliwach, produkcja spirytusu surowego dla celów przemysłowych będzie odbywać się w nowoczesnych zakładach o dużej wydajności produkcyjnej, natomiast gorzelnie rolnicze produkować będą niewielkie ilości spirytusu jako dodatek dla wyrobu alkoholi konsumpcyjnych.

Konieczne zmiany
Czy jest szansa, aby nasze gorzelnie nie zniknęły z polskiego krajobrazu? Gorzelnicy twierdzą, że tak, ale trzeba znacznie poprawić sytuację w zakresie opłacalności produkcji spirytusu surowego. W tym celu, zdaniem Związku Gorzelni Polskich, trzeba doprowadzić do:
  • ustabilizowania cen spirytusu surowego, gwarantujących opłacalność produkcji,
  • zmniejszenia wymagań zabezpieczeń akcyzowych (przez ministra finansów) na transport spirytusu surowego z gorzelni rolniczych z obowiązującego obecnie poziomu 45 zł za litr do poziomu przyjętego dla paliw płynnych – np. benzyny 1,56 zł/l, 
  • przeznaczenia części ulgi w podatku akcyzowym, stosowanej dla producentów biopaliw z udziałem bioetanolu, dla pierwszych przetwórców surowców rolniczych tj. producentów destylatu rolniczego, 
  • wprowadzenia dopłaty do roślin uprawnych przeznaczanych na produkcje biokomponentów, jak to ma miejsce w krajach dawnej Piętnastki,
  • rozszerzenia zakresu wsparcia finansowego dla gospodarstw rolnych, w których istnieją gorzelnie rolnicze, na wprowadzenie nowych inwestycji, modernizację i unowocześnianie technologii w celu obniżania kosztów produkcji i poprawy konkurencyjności,
  • dążenia – w ramach promocji biopaliw – do zwiększenia wykorzystania biokomponentów powyżej ustalonych norm ilościowych, gwarantujących rynek zbytu na spirytus surowy i odwodniony.
Gorzelnicy mówią też, że na współczesną gorzelnię rolniczą dzisiaj trzeba patrzeć inaczej. Nie jest już ona synonimem pijaństwa w społeczeństwie, nie jest też wyłącznym partnerem tradycyjnych Polmosów. Coraz częściej powinna się kojarzyć z rafineriami, w których używa się spirytusu jako jednego z podstawowych składników paliw, zastępując ropę i węgiel.

Spór o definicję wódki
Trudna sytuacja gorzelni to nie jedyny problem polskiego przemysłu spirytusowego. Równie ważnym i znacznie głośniejszym medialnie jest spór o definicję wódki. Komisja Europejska przygotowuje projekt zmiany definicji wódki, który pozwala na produkcję wódki praktycznie ze wszystkiego, pozostawiając producentom wolną rękę przy wyborze surowca.

Rozporządzenie Rady nr 1576/89 z 29 maja 1989 r., ustanawiające ogólne zasady definicji, opisu i prezentacji napojów spirytusowych, reguluje m.in. to, co może być nazywane wódką. Ten akt prawny powstał po dziewięciu latach negocjacji, których celem było zapewnienie jak największej ochrony dla wspólnotowych napojów spirytusowych. Wówczas udało się rządowi brytyjskiemu wprowadzić obowiązkowy trzyletni okres leżakowania dla whisky. Ściśle określona została baza surowcowa dla wszystkich ważnych napojów spirytusowych (whisky ze zboża, brandy z winogron, rum z trzciny cukrowej etc). Niestety, w 1989 r. żadne z państw członkowskich Wspólnoty Europejskiej nie miało bogatej tradycji produkcji wódki, więc ten trunek zdefiniowano jako otrzymywany z alkoholu etylowanego rektyfikowanego lub filtrowanego przez węgiel aktywowany. Takie rozwiązanie dyskryminuje wódkę, gdyż godzi w renomę tego tradycyjnego trunku.Podczas negocjacji akcesyjnych Szwecji i Finlandii przed 1995 r. przedstawiciele Komisji Europejskiej zobowiązali się do przeprowadzenia analizy definicji wódki i możliwości ograniczenia bazy surowcowej. Niestety, projekt zgłoszony przez Komisję Europejską, na skutek nacisków Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, nie przewiduje ograniczenia bazy surowcowej. Finlandia, Dania, Szwecja, Estonia, Łotwa, Litwa, Niemcy i Polska nie zgadzają się na pozostawienie szerokiej bazy surowcowej dla wódki. Przedstawiciele tych państw uważają, że na miano wódki zasługuje wyłącznie trunek destylowany z tradycyjnych surowców: zboża i ziemniaków. Tym bardziej, że obecnie 90 proc. produkcji i sprzedaży w Europie to wódki ze zbóż i ziemniaków. Z pozostałych surowców wyrabia się jedynie 10 proc., z których 7 proc. to wódki z melasy. Baza surowcowa w pozostałych 3 proc. jest w większości niezidentyfikowana. Zgodnie z danymi International Wine and Spirit Record około 0,18 proc. wódek w Unii Europejskiej jest produkowanych z owoców.

Obecnie ponad 85 proc. produkcji wyrobów spirytusowych w UE, o wartości około 1,8 biliona euro, pochodzi z Polski i krajów nadbałtyckich. Wydaje się więc logiczne, że to one powinny mieć główne zdanie w dyskusji. Tak jednak nie jest. Powstały więc dwa obozy. Kto wygra ten spór?

Co oznacza dla polskiego przemysłu spirytusowego zmiana definicji? – Bój toczy się o surowce, z których mógłby być wyrabiany spirytus (alkohol etylowy). Jeżeli do produkcji dopuścimy surowce inne niż tradycyjne, np. melasę z trzciny cukrowej czy winogrona, to powstały na ich bazie produkt będzie o około 30 proc. tańszy od tego wytwarzanego ze zboża i ziemniaków. Oczywiście, będzie także gorszy jakościowo – twierdzi Henryk Tomasik, dyrektor Krajowej Rady Przetwórstwa Spirytusu.

Obecnie Zachód cierpi na nadwyżki winogron, nie ma co z nimi zrobić, dlatego chce z nich wyrabiać etanol. Te tanie, ale gorsze jakościowo wódki mogą w niedługim czasie opanować rynek. Eksperci ostrzegają przed napływem taniego alkoholu do Polski, a nawet przed jego produkcją w naszym kraju. Gdyby ich ostrzeżenia się sprawdziły, nastąpiłoby znaczne zmniejszenie zagospodarowania zbóż i ziemniaków. – Obecnie na produkcję spirytusu zużywamy rocznie 300 tys. ton zbóż i 250 tys. ton ziemniaków. Nie są to więc takie małe ilości. Poza tym zagospodarowuje się głównie gorsze jakościowo nadwyżki, cieszące się małym popytem. W tym właśnie tkwi zagrożenie dla naszego rolnictwa. Jeżeli nie będzie zagospodarowania tych surowców, to gorzelnie nie będą produkować spirytusu. W efekcie nastąpi dalsza ich likwidacja, wielu pracowników straci pracę, rolnicy nie będą mieli gdzie sprzedać swoich płodów, producenci do swoich wyrobów będą używać tańszego, ale gorszego jakościowo spirytusu, a konsumenci otrzymają produkt niskiej jakości. Tworzy się więc błędne koło. Dlatego tak ważne jest wygranie sprawy definicji – wyjaśnia Henryk Tomasik.

Importowy ład to nie dyskryminacja
Innym, równie ważnym problemem, jest zniesienie ograniczeń w imporcie alkoholu etylowego, którego domagają się kraje Europy Zachodniej. Jest to związane z sukcesywnie wdrażanym w Unii programem bioetanolu w paliwach.

Niektóre kraje unijne zwłaszcza Francja domagają się zniesienia barier na alkohol etylowy (obecnie istnieją np. wysokie cła, gdzieniegdzie kontyngenty). Chcą importować produkowany w ogromnych ilościach, tani spirytus z Pakistanu, Brazylii i Gwatemali, który potem wykorzystywaliby do produkcji bioetanolu. Te ich działania wspiera Światowa Organizacja Handlu (WTO), która twierdzi, że ograniczenia importowe są dyskryminacją tych krajów. Eksperci podkreślają, że takie stanowisko WTO nie jest zgodne z prawdą, gdyż w niektórych sytuacjach dopuszcza się pewne ograniczenia, np. w przypadku zagrożenia dla rynku europejskiego. A w tej sytuacji takie ograniczenie występuje. Oprócz potyczki o definicję czeka nas więc jeszcze walka z WTO.

Czy możliwy jest kompromis?
Czy istnieje kompromisowe rozwiązanie sporu o definicję wódki? Tak, ale to zaproponowane przez Komisję Europejską raczej takim nie jest. Komisja proponuje, aby wódkę można było wyrabiać ze wszystkiego, tylko na etykiecie przy napisie „wódka” trzeba umieścić informację, z czego jest ona zrobiona. Napis ten ma stanowić 1/3 wielkości napisu wódka, czyli na dobrą sprawę będzie prawie niewidoczny. A poza tym który klient, kupujący wódkę, patrzy, z czego ona jest zrobiona. Dlatego nadal nie godzimy się z poglądem, że wódka może być wyrabiana ze wszystkiego, tylko klient musi być o tym poinformowany – podkreśla H. Tomasik.

Innym rozwiązaniem sporu może być rozszerzenie listy surowców do wytwarzania alkoholu etylowego. Polska i kraje basenu Morza Bałtyckiego gotowe są dołączyć do tej listy melasę buraczaną. Nie godzą się natomiast na melasę z trzciny cukrowej. Ważną rolę w dyskusji na temat definicji wódki mogą odegrać Finowie, którzy rozpoczęli półroczne przewodnictwo w Unii. Zapowiedzieli, że dołożą wszelkich starań, aby doprowadzić do kompromisu. Czasu jest jednak niewiele. Decyzje w sprawie definicji wódki mają zapaść do końca roku. Rada zapowiedziała, że z problemem upora się do listopada, natomiast Parlament Europejski – do grudnia. Do tego czasu Polska i kraje z jej obozu muszą znaleźć nowych sojuszników wśród państw członkowskich, gdyż obecna koalicja nie wystarczy do zablokowania definicji wódki proponowanej przez Komisję Europejską. Nie będzie to łatwe, gdyż potencjalni sojusznicy nie są zainteresowani, bo albo sami chcą produkować wódkę z winogron, albo też uważają, że więcej trunków tego samego rodzaju na rynku doprowadzi do spadku cen.Jest o co walczyć
Co będzie, jeśli Polska przegra walkę o definicję wódki? Jedni uważają, że nic się nie stanie, bo marka nas broni. Inni twierdzą, że obniżenie cen wódek nawet kosztem ich jakości spowoduje wzrost zainteresowania takim właśnie produktem i sama marka się nie obroni. Jeżeli przegramy walkę i nie uda się stworzyć zapisu definicji ogólnej, że wódka jest produktem wytwarzanym tylko ze zboża i ziemniaków, to w traktacie akcesyjnym mamy zastrzeżony znak „Polska Wódka”. Wówczas bezwzględnie będziemy się domagali, aby wprowadzić zapis, że Polska Wódka jest tylko ze zboża i ziemniaków. W ten sposób będzie można ochronić nazwę i pochodzenie polskiej wódki. Co wcale nie oznacza, że tanie wódki z zagranicy nie zaczną do nas napływać i nie zaleją naszego rynku. Jedyna pociecha, że swoich wyrobów nie będą mogli sprzedawać pod marką Polska Wódka – wyjaśnia Henryk Tomasik. Jeśli przegramy, nasi rolnicy, producenci zbóż i ziemniaków oraz gorzelnie w pespektywie nawet kilku lat mogą znaleźć się bardzo trudnej sytuacji. Przy stopniowej liberalizacji zasad handlu międzynarodowego w ramach WTO może dojść do załamania rynku z powodu tańszych dostaw surowców lub importu do Unii Europejskiej taniego alkoholu z Azji. Jest więc o co walczyć.

Specjalnie dla „Farmera”

Ryszard Wojtasiewicz, Prezes Związku Gorzelni Polskich
Sytuacja polskich gorzelni jest trudna. Trzeba dokonać dokładnej analizy faktycznych kosztów produkcji spirytusu, uwzględniających m.in. ocenę stanu technicznego i możliwości produkcyjnych urządzeń gorzelni. W większości starych gorzelni należy wymienić kotły parowe opalane węglem i miałem na nowoczesne. Dzięki temu opłata środowiskowa zostanie obniżona o około 80 proc. Do opalania można stosować węgiel-groszek lub słomę. Ma to duże znaczenie w gorzelniach, które na własne potrzeby uprawiają zboża i rzepak. Koszt inwestycji szacuje się na 1–3 mln zł, a zwrot środków poniesionych na inwestycję nastąpi w ciągu 3–5 lat.

Przyczyną niskiej opłacalności spirytusu są także wysokie koszty pozasurowcowe, sięgające poziomu 0,60 zł/l spirytusu. Przy niewielkich nakładach finansowych można je obniżyć o co najmniej 0,15 zł/l wyprodukowanego spirytusu i doprowadzić do zwiększenia mocy produkcyjnych nawet o 25 proc. bez konieczności wymiany istniejących urządzeń.

Andrzej Szumowski, Wiceprezes Zarządu Wyborowa SA
Trudno się pogodzić z tak szeroką definicją wódki, jaką proponują niektóre kraje członkowskie Unii Europejskiej. Polska jako historycznie pierwszy na świecie producent wódki – bo wymyślono ją u nas ponad 600 lat temu – jest zdziwiona, że próbuje się nam tłumaczyć, z czego powinniśmy ją produkować. My nie zabieramy głosu na temat technologii produkcji koniaku czy szkockiej whisky.

Uważamy, że ci, którzy to robią od pokoleń, najlepiej wiedzą, z czego i w jaki sposób powinno się te trunki wytwarzać. Dlatego zajęliśmy jednoznaczne stanowisko, że wódka to wyrób tradycyjny, a tradycji ruszać nie należy. I dlatego wódka powinna być produkowana z tradycyjnych surowców: zbóż i ziemniaków. Kraje z tzw. basenu Morza Bałtyckiego prezentują jednoznaczne stanowisko, takie jak Polska. Przyjęcie rozszerzonej definicji może negatywnie wpłynąć na światowy rynek. Natomiast nie sądzę, aby miało jakiekolwiek znaczenie dla konsumenta polskiego. Polacy są tradycjonalistami i szybko odrzucą coś, co nie spełnia ich oczekiwań. Chcą tradycyjnego i wysokiej jakości produktu. Są zwolennicy wódki z żyta, jak Wyborowa, czy produkowanej z ziemniaków, jak Luksusowa. Konsumenci na kompromis nie pójdą.

Warto wiedzieć
Najstarsze informacje dotyczące słowa „wódka” pochodzą z 1405 r. i 1437 r., z zapisków sądowych województwa sandomierskiego, a także z akt Grodzkich i Ziemskich z czasów Rzeczpospolitej Polskiej, z archiwum tzw. Bernardyńskiego we Lwowie. W XV wieku słowo „wódka” używane było na ówczesnych terenach Polski, do oznaczania kosmetyków i lekarstw, a na przełomie XV i XVI wieku również jako trunek alkoholowy na równi z nazwą gorzałka. Należy podkreślić, że słowo „wódka” jest słowem staropolskim. Technologia produkcji mocnych trunków: „gorzałki”, „wódki” dotarła do Polski prawdopodobnie w XIII–XIV wieku, za pośrednictwem kupców arabskich lub włoskich. Na początku były produktem spożywanym w wiejskich gospodach, przez chłopów, a dopiero pod koniec XVI wieku na dworach szlacheckich. O tym, że słowo „wódka” i technologia jej produkcji pochodzą z Polski z XV i XVI wieku, a nie z Rosji świadczą również opracowania rosyjskich historyków i etymologów. Słowo wódka, a także technologia produkcji dotarły do Rosji z Polski w XVI wieku.

W produkcji i obrocie napojami spirytusowymi zatrudnionych jest około 100 tys. osób. W zakładach produkcyjnych pracuje – 4000 osób (w latach 90. pracowało 8200), w branżach powiązanych (produkcja butelek, etykiet, kapsli, opakowań) – 4000 osób, w gorzelniach – 1000, w rolnictwie – 60 000, w dystrybucji – 30 000.

Przemysł spirytusowy zajmuje się produkcją wyrobów spirytusowych. Obejmuje on: gorzelnie przemysłowe, zakłady rektyfikacji i odwadniania spirytusu, wytwórnie wódek, drożdży piekarskich i paszowych oraz kwasu mlekowego i Pepsi-coli. Produkcją spirytusu w Polsce zajmuje się około 300 gorzelni rolniczych (przerabiają surowce pochodzenia rolniczego: ziemniaki, zboża, buraki, owoce, warzywa), 6 przemysłowych przerabiających melasę. Większość wyrobów (75 proc. spirytusu) wytwarzane jest w gorzelniach rolniczych, zlokalizowanych w rejonach o dużej produkcji ziemniaków. Przyjmując za kryterium wielkość rocznej produkcji spirytusu, gorzelnie rolnicze można podzielić na: małe – do 2,5 mln l, średnie – 2,5–20 mln l, duże – powyżej 20 mln l. Zdolność produkcyjna gorzelni wynosi około 400 mln l spirytusu rocznie. Natomiast zapotrzebowanie na spirytus dla przemysłu i dla celów konsumpcyjnych nie przekracza 250 mln l. Prawie 90 proc. produkcji tego przemysłu jest konsumowana w kraju.

Źródło: "Farmer"  14/2006