Chodzi o dopuszczalną zawartość GMO w produktach żywności ekologicznej. Jak zapisano w unijnym rozporządzeniu, stopień zanieczyszczenia tego rodzaju produktów roślinami transgenicznymi może wynieść prawie 1 procent. Obecność GMO musi być jednak „przypadkowa lub technicznie nieunikniona”.

Krzysztof Ardanowski, wiceminister rolnictwa: - Nie możemy pogorszyć sytuacji naszych rolników ekologicznych na tle zachodnich konkurentów. Jeżeli tam takie zanieczyszczenie nie dyskwalifikuje, to my w stosunku do swoich nie możemy być bardziej restrykcyjni.

Takie stanowisko ostro oprotestowały organizacje ekologiczne. Ich zdaniem przeczy ona zasadzie wolnego wyboru konsumenta, który o śladowych ilościach roślin transgenicznych nie będzie musiał być informowany. Zdaniem ekologów, zyskać na tym mają producenci roślin genetycznie modyfikowanych, którzy swoje produkty będą mogli legalnie wprowadzać na rynek.

Joanna Miś, Greenpeace Polska: - Z jednej strony polski rząd opowiada się przeciwko GMO, a z drugiej aprobuje rozporządzenie, które pozwala na zanieczyszczenie żywności ekologicznej. Czyli takiej, która powinna być bezpieczna genetycznie i zdrowa.

Z takimi zarzutami nie zgadza się resort rolnictwa, popierający stanowisko Brukseli. Jego zdaniem, odpowiednie kontrole nie dopuszczą do celowego obrotu GMO.

- Tu nie będzie żadnego poluzowania. Jeśli ktoś świadomie wprowadzi GMO do produktów ekologicznych, to żywność ta będzie dyskwalifikowana a on ukarany – dodaje Ardanowski.

Mimo, że decyzja już zapadła, organizacje ekologiczne zapowiadają bój o obniżenie dopuszczalnej zawartości GMO. Ich zdaniem bezpieczna zawartość składników roślin transgenicznych powinna być na poziomie 0,1 proc. czyli najniższego progu wykrywalności.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!