PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Gdzie leży problem w spółdzielczości?

Gdzie leży problem w spółdzielczości?

Praca zespołowa nie jest rolnikom obca. Wystarczy odwiedzić rolników w okresach intensywnych prac polowych lub w gospodarstwie, żeby zobaczyć sprawnie funkcjonujący system organizacji pracy, dzielenia parku maszynowego lub wymiany siły roboczej. Jednak gdy przychodzi do strategii rynkowych, fenomen współpracy załamuje się, a efektywność wspólnych działań rolników drastycznie spada.



Przed ferowaniem wyroków pod adresem tej czy innej legislacji warto najpierw poszukać najprostszych odpowiedzi. W polskim rolnictwie indywidualnym dominuje bowiem prosta zależność. Im dalej od gospodarstwa (w wymiarze działalności), tym mniejsze zaufanie rolnika do otoczenia gospodarczego i regulacyjnego.

Nie ma w tym zresztą niczego złego. Tak bowiem prawidłowo funkcjonuje instynkt zachowawczy aktora rynku świadomego swojej pozycji, który boi się utraty statusu - rolnika indywidualnego. I nie chodzi tutaj o preferencyjne traktowanie rolnictwa.

Zwyczajnie, rolnik działa w ramach własnej firmy i gospodarstwa. Jeśli ma poza nie wyjść, traci poczucie bezpieczeństwa i nie potrafi powiązać tradycyjnego gospodarowania z działalnością gospodarczą (jakże mylnie nazywaną "pozarolniczą"). W dyskusji o przedsiębiorczości rolnej ciągle nie doceniamy siły argumentu, że spoiwem integracji i konsolidacji rynku jest gospodarstwo rolne, a nie dodatkowa, często niepotrzebna wierzchnia warstwa integracyjna.

Awersja rolnika do bezpośrednich kontaktów rynkowych czasem jest tak silna, że nierzadko efekt całorocznych trudów pracy w gospodarstwie powierza on sprawniejszemu marketingowo sąsiadowi, przykładowo zbywając produkt w ramach cudzego kontraktu. Dla większości branż, gdzie liczą się marka i rozpoznawalność profilu indywidualnej firmy, takie podejście byłoby nie do pomyślenia. Otóż to, problem z rozproszonym rolnictwem indywidualnym tkwi również w braku przekonania producentów, że utożsamianie produktu rolnego z konkretnym wytwórcą ma większy sens lub zostanie odpowiednio wycenione przez rynek i konsumenta. Te czynniki prowadzą do wykreowania kluczowej dla problemu integracji producentów postawy rolnika - postawy anonimowego dostawcy masowego surowca zainteresowanego tylko jednym kryterium współpracy - ceną. Każde działanie grupujące tak nastawionych producentów przyniesie wyłącznie jeden skutek.

Wytworzy oczywiście nieco większy i ujednolicony zbiór anonimowych dostawców masowego surowca. I tu powstaje pierwsza wątpliwość, czyje koszty transakcyjne obniża, proszę wybaczyć określenie, "zaganianie" rolników w grupy. Odpowiedź jest dość oczywista w przypadku, w którym za zrzeszeniem się rolników indywidualnych nie podąża działanie biznesowo-integracyjne z drugą stroną odbioru dostaw (bez względu na to, czy jest to przetwórstwo, czy inny etap rynku). Takie procesy obniżają przede wszystkim koszty transakcyjne organizatora procesu najczęściej niezwiązanego ze źródłem, a rolników pozostawiają na tych samych pozycjach.

Powyższy obraz dość interesująco można zaprezentować, odwołując się do terminologii szachowej. Rolnicy, zwłaszcza tzw. indywidualni, w przeważającej mierze są pionkami gry rynkowej, ponieważ nie ustanawiają jej reguł i nie dysponują statusem gracza. Tym ostatnim najczęściej jest aktor wyższego rzędu w łańcuchu dystrybucji, zaopatrzenia itd. Kontroluje on rozstawienie pionków na szachownicy i utrzymuje odpowiedni ich układ w stosunku do drugiej strony rozgrywki, np. konsumentów. Przewaga tego aktora nad pionkami polega również na tym, że w pełni kontroluje on pozostałe figury, a więc jest silniejszy (np. jako wieża ma lepsze rozeznanie rynku), może wykonywać większą gamę ruchów (logistyka), przez co bardziej wpływa na decyzje strategiczne gracza i pośrednio autora reguł (np. legislatora).

Poprawę sytuacji zapewni tylko taki model biznesowy (gry), w którym część lub wszystkie atrybuty innych figur i graczy (skup, przetwórstwo, handel, usługi konsumenckie) skupione zostaną w rękach pionka, a więc wokół i w ramach gospodarstwa rolnego. Realizacji tej właśnie strategii służyć powinna dyskusja o reaktywowaniu spółdzielczości i pobudzaniu przedsiębiorczości na wsi, ale nie sprowadzonej do tzw. dywersyfikacji, ale właśnie w wymiarze działalności rolniczej. Nie chodzi tylko o to, żeby rolnik w pojedynkę czy w grupie penetrował nieznane mu segmenty rynku, walczył z dominacją sieci, próbował przejmować już dawno zajęte zasoby przetwórcze czy przekształcał się w skomplikowane formy prawne.

Nie ma takiej potrzeby, żeby nakłaniać go do tych kosztownych ruchów. Może wystarczy na początek bardzo prosty zabieg polegający na swobodzie podejmowania działalności gospodarczej w ramach gospodarstwa rolnego, stanowiącej bezpośrednie rozwinięcie prowadzonej przez niego działalności rolniczej. Tam rolnik czuje się dobrze, ma doskonałe rozeznanie kierownicze i kontroluje sytuację. Być może szybko okaże się, że rolnik i rolnicy są w stanie wytworzyć owe segmenty rynku na nowo i potrafią "ściągnąć" niektóre fazy dystrybucji do poziomu gospodarstwa rolnego, stopniowo tworząc własne sieci i własne przetwórstwo, bez potrzeby "walki". Tak bardzo myślimy w utrwalonych schematach, że taki scenariusz niejednemu czytelnikowi wydaje się opowieścią rodem z science fiction. Tymczasem rozkwit tzw. rolniczych hubów żywnościowych za oceanem pokazuje, że jest to możliwe.

Tylko jeden czynnik w sposób naturalny i bezbolesny łagodzi obawy konsolidacyjne rolnika i zarazem ma szansę integrowania go z rynkiem. Takim narzędziem jest informacja o znaczeniu lub potencjale wykorzystania rynkowego. Podstawowym zatem kryterium sprawdzenia przez rolnika, czy warto podjąć wyzwanie zespołowej współpracy rynkowej (bez względu na formę organizacyjno- prawną, w grupie, spółdzielni, klastrze czy zrzeszeniu - wszystko jedno) powinno być to, czy konkretny projekt rzeczywiście i według oczekiwań rolnika wytwarza, dostarcza do gospodarstwa lub przekazuje na zewnątrz poza gospodarstwo informacje istotne z punktu widzenia profilu jego działalności rolniczej. Tylko większa wiedza rolnika o otoczeniu i odwrotnie, większa wiedza otoczenia rynkowego o konkretnym rolniku skróci dystans w łańcuchu rynkowym i zwiększy orbitę gospodarczego oddziaływania gospodarstwa rolnego.

To oczywiście przy założeniu braku istnienia dodatkowych negatywnych bodźców (podatkowych, rejestrowych, inspekcyjnych, ubezpieczeniowych itd.).

W związku z tym, pierwszym kluczem do rozwoju przedsiębiorczości i konsolidacji producentów pierwotnych jest rozwój usług rolniczych zbudowanych wokół transferu informacji, a więc tych usług, w których pozycja rolnika nie jest kształtowana odcinaniem go od wiedzy rynkowej. Drugim kluczem są takie formuły współpracy zbiorowej, których podstawowym celem jest przetworzenie pozyskanej informacji do celów gospodarstwa i orientacji produkcji. Trzecim, równie istotnym rozwiązaniem, będą systemy informacyjne integrujące poszczególnych rolników z odpowiadającymi im grupami konsumentów, tj. tworzące sprzężenie pomiędzy preferencjami i nawykami żywieniowymi konsumentów (niekoniecznie lokalnych) z naturą i ograniczeniami procesów produkcyjnych w rolnictwie regionalnym. Trudno w to uwierzyć, ale na polskim rynku dostępność i powszechność tego typu usług sieciowych jest na marginalnym poziomie, mimo że każdego dnia potężne masy informacji gromadzone są przez większość aktorów rynku, włączając w to przede wszystkim administrację rolną.

W Polsce zachodzi zatem pilna potrzeba przedsiębiorczego rozwinięcia zakresu działalności rolniczej, w szczególności rolnictwa indywidualnego za pomocą rozwiązań sieciowych. Przyjęliśmy uważać, iż najczęściej kierunek rozszerzenia biznesu rolnego powinien być obrany w górę łańcucha dystrybucyjnego, gdzie mają znajdować się szanse przechwytywania segmentów rynku. Tymczasem, wcale nie musi tak być, ponieważ nie istnieje jeden z góry ustalony model wprowadzania produktu rolnego do obrotu, do którego można by dostosować otoczenie regulacyjne. Przeciwnie, tych modeli jest dokładnie tyle, ilu wprowadzających. Zadaniem otoczenia regulacyjnego jest otwierać kierunki rozszerzania tradycyjnej formuły działalności rolniczej, a nie zamykać ją na jeden z góry ustalony szablon strukturalny przewidziany w prawie. Różnorodność form organizacyjno- prawnych działalności rolniczej jest potrzebna, ponieważ najczęściej stanowi punkt wyjścia do wypracowywania unikalnego modelu na poziomie przedsiębiorstwa rolnego. Forma działalności nie powinna być jednak celem samym w sobie, z którym to błędem często mamy do czynienia w regulacjach europejskich.

Pytanie o przedsiębiorczość, spółdzielczość, integrację pionową, konsolidację rynku itd. jest też tak naprawdę pytaniem o stosunek państwa do działalności rolniczej i do przedsiębiorczej aktywności rolnika.

Zadaniem ustaw mających ambicję regulować kwestie wspomnianych procesów, w tym spółdzielczości, powinno być co najwyżej określenie stosunku państwa do nich, a nie określanie jej formatu, struktury, modelu.

Istotna jest prosta zależność. Natura rynkowa nie znosi próżni. Przeciwnie, stwarza możliwość jej wypełnienia przedsiębiorczym działaniem przez każdego, który taką możliwość i potrzebę dostrzeże. Z punktu widzenia regulacji administracyjnoprawnych można zatem przyjąć założenie, iż "opuszczenie" przez państwo danej dziedziny działalności rolno-gospodarczej oznaczać będzie stworzenie pola do działania rolnikom. Mowa tutaj nie tylko o przykładach, kiedy państwo rzeczywiście wykonuje działalność (np. będąc udziałowcem w rynku hurtowym czy rozporządzając ziemią z zasobu), ale również o sytuacji, kiedy taką funkcję pełni regulacja danego etapu wymiany rynkowej. Pierwszym, podstawowym zatem zadaniem na poziomie makro, z którym należałoby się zmierzyć w debacie o integracji producentów, to kompleksowy przegląd i identyfikacja obszarów, w których państwo może dokonać kroku wstecz, tj. albo zaprzestać wykonywania działalności, albo ograniczyć skalę regulacji danej materii działalności rolno- -gospodarczej. Państwo jako prawodawca nie posiada zdolności i możliwości wykreowania modelu integracji, konsolidacji, spółdzielczości, ale z chwilą uświadomienia sobie tego stanu rzeczy zacznie postępować racjonalnie, tj. tworzyć otoczenie ku temu, by jak najszersze spektrum rozwiązań integracyjnych mógł wytworzyć rynek. Nie jest to fikcja, ponieważ obecnie światowa branża rolnicza przeżywa istny boom kreowania nowych form wkomponowywania działalności rolniczej do różnych działów gospodarki, nie wyłączając obszaru nowych technologii i e-commerce.

Lepiej skorzystać z tych możliwości bez zbędnych opóźnień, ponieważ konkurencja nie śpi. Pewnych dowodów ku temu dostarcza niedawno opublikowany przez Komisję Europejską raport na temat stanu i kierunków rozwoju spółdzielczości w Unii Europejskiej.

W dokumencie tym ujęto postulat zwiększenia wymiaru "pomocy technicznej" w nowych państwach członkowskich w celu wzmocnienia "kapitału społecznego", a więc realizacji projektów promujących zachodnie doświadczenia spółdzielcze we wschodnich państwach bloku. Ten sam raport nawołuje do odejścia w polityce rolnej UE od swoistego dyskryminowania największych spółdzielni europejskich, w tym przede wszystkim tych transgranicznych.

Argumenty te złożone w całość stanowią czytelny postulat ofensywny względem m.in. polskiego rynku produkcji pierwotnej, którym brak "integratora". Pora zatem na kilka ruchów kontrujących na szachownicy!

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (7)

  • rilnik 2013-12-20 21:34:18
    Baca56 streszczaj sie chlopie
  • baca56 2013-12-20 19:37:38
    Odgrzewam stary temat, ale właśnie życie dopisuje ciąg dalszy.
    Wklejam w tym miejscu dzisiejszy komentarz do artykułu n/t zakładów mięsnych i grup producenckich:
    Nasza niewielka grupa producencka osiągnęła planowaną wielkość sprzedaży i kilka dni temu wypełnialiśmy wniosek o należną nam płatność wynoszącą 5% od sprzedaży.
    Jak dotąd jedyne wsparcie jakie otrzymaliśmy ograniczało się do pieniędzy na promocję - czyli na festyny, bankiety, materiały reklamowe. Wszystkie "twarde" inwestycje (zakład rozbioru i jego wyposazenie, samochód, sprzęt chłodniczy, pakowaczka itp) finansowaliśmy z własnych pieniędzy. Podczas wypełniania formularzy wniosku o płatność natrafiliśmy na pewne niejasności, zasięgnęliśmy "języka" w ARiMR regionalnym i (na wszelki wypadek) w ARiMR w Warszawie. W czym był problem?
    Część bydła Grupa odsprzedaje dalej pośrednikom i zakładom mięsnym - co jest udokumentowane fakturami. Część ubijamy, rozbieramy, konfekcjonujemy i sprzedajemy bezpośrednio odbiorcom indywidualnym. Jeśli nabywcą jest hotel, restauracja czy np. agroturystyka, wystawiamy fakturę. Drobna sprzedaż detaliczna (w naszym sklepiku, na jarmarkach ekologicznych itd) dokumentowana jest paragonami z kasy fiskalnej, Nie mamy prawa żądać od detalicznego klienta podania danych, jeśli wystarczy mu paragon.
    Otóż do tej detalicznej części sprzedaży przechodzącej przez kasę fiskalną DOPŁATA NIE PRZYSŁUGUJE !!!
    W ARiMR w Warszawie powiedziano nam, że podobne problemy już występowały (np. grupa "mleczarska" która prowadzi sprzedaż przez mlekomaty), i że w tej sprawie istnieje oficjalna interpretacja ministerstwa, która sprzedaż detaliczną wyklucza za wsparcia.
    W uzasadnieniu podano, że grupy producenckie mają działać na rynku hurtowym, nie detalicznym.
    Jak się do tego mają te wszystkie slogany o "rynkach lokalnych", o roli grup producenckich w skracaniu łańcucha żywnościowego "od pola do stołu", o sprzedaży bezpośredniej, o rozwoju bazarów itd?
    Slogany, frazesy i piękne hasła pod niezorientowaną publiczkę, a rzeczywiste działania - dokładnie w przeciwnym kierunku. Realnie jest twarda obrona interesów pośredników i przetwórców, aby przypadkiem rolnicy nie zaczęli im robić konkurencji.
  • s 2013-12-09 17:41:11
    Autor - niezły artykuł, dobre intencje, ale przerost formy nad treścią. Tak można pisać pracę magisterską,a nie artykuł , który ma dotrzeć do szerszego grona rolników. No chyba, że w zamyśle miał być zrozumiały tylko dla niektórych.
    @baca- bdobry komentarz
    Dodam tylko, że większe gospodarstwa nie są zainteresowane, sprzedażą produktów przez spółdzielnie (sprzedażą, a nie przetwórstwem, bo to na razie- jak wyjaśnił @baca- jest niemożliwe) bo dysponując większymi partiami surowca potrafią go sprzedać w tej samej cenie, co spółdzielnie czy grupy zatrzymując cały zysk dla siebie. Koszta utrzymania spółdzielni (infrastruktura, administracja, podatki, inwestycje) są finansowane z zysku , co stanowi przedsięwzięcie nieopłacalnym. Sytuacja pewnie się zmieni po wprowadzeniu podatku dochodowego w rolnictwie (jesli ustawodawca nie skopie sprawy i nie wprowadzi podwójnego opodatkowania). Nadzieje na to, że Państwo odejdzie od nadmiernej regulacji ustawodawczej w dobie, gdy wzięło się ono nawet za regulację długości psiego łańcucha wydają mi się raczej płonne.
  • ATEM 2013-12-09 14:18:13
    SPÓŁDZIELNIE -- spółdzielnie są wzorcem naszym ,są tworzone nawet w USA kojarzyło się z komuną ,, to nieprawda ,cała światowa nauka uczyła się u poznaniaków ,, powołali stowarzyszenia i fundacje ,ale nikt nie pomaga rolnikom ,,także nowe instytucje ,, dali środki od 1996 r, mało wykorzystane ok 20 % i każda gmina musi mieć spółdzielnie nawet jak wszystko zlikwidowane ,środki dodatkowe załatwili ,, nauka najpierw przedstawia na sympozjum ,zatwierdza wnioski do UE i wszystkich rządów na całym świecie jest obowiązujące wysyła wnioski ,, -- dlaczego ? każdy mieszkaniec gminy ,ulicy dzielnicy jest współwłaścicielem i pracownikiem ,cześć zysków przeznaczając na rozwój i pracę , -- efektywne wykorzystanie sprzętu który jest drogi , rolnicy muszą mieć przetwórnie i badać produkty ,przetwarzać i sklepy , gdyż nie będzie datacji , muszą mieć dochody z różnych źródeł ,aby żywność była tania ,,, uzasadniono , w pierwszej kolejności ,rolnictwo , ponieważ tylko w Polsce rolnicy posiadają wiedzę jak upiec pieczywo ,gotować ,potrawy i przetwory , o ziołach ,i leczyć i świat musi się uczyć ,, TAKA JEST STRATEGIA PRZYSZŁOŚCI
  • T.B. 2013-12-08 20:56:28
    Artykuł bardziej zawiły niż ustawa o VAT.
    Pewnym przejawem spółdzielczości są już grupy producenckie. Dalsza organizacja, w obecnych warunkach rynkowych może nie mieć sensu, gdyż owe "wieże" łatwo nie oddają pola i nie wpuszczą konkurencji. Dbają o swoją pozycję i starają się marginalizować wszelkie działania mogące zaszkodzić ich interesom. Jako przykład przytoczę bardzo krytyczne wypowiedzi przedstawicieli "Polskiego Mięsa" dotyczące uboju gospodarczego, z naciskiem na jego ograniczenie lub wręcz delegalizację. Jako liczące się zrzeszenie przetwórców mięsa może lobbować, opóźniać wprowadzenie regulacji prawnych normujących sprzedaż produktów przetworzonych wprost z gospodarstwa. Kilka grup producenckich przejęło ZM SALUS.
    Ostatnio czytałem, że próbują uzyskać upadłość układową, by uratować firmę. Nie wiem jak sytuacja wygląda obecnie.
  • baca56 2013-12-08 20:08:08
    Artykuł intrygujący, szkoda że napisany bardzo hermetycznym językiem, którego nie opanowałem w dostatecznym stopniu. Niestety, nie znalazłem żadnego tłumacza, muszę więc polegać na tłumaczeniu własnym, zapewne niedoskonałym. Chcę się odnieść do kilku, bardziej dla mnie zrozumiałych fragmentów.
    "Praca zespołowa nie jest rolnikom obca (...)Jednak gdy przychodzi do strategii rynkowych, fenomen współpracy załamuje się. (...) W polskim rolnictwie indywidualnym dominuje bowiem prosta zależność. Im dalej od gospodarstwa (w wymiarze działalności), tym mniejsze zaufanie rolnika do otoczenia gospodarczego i regulacyjnego." Dalej autor wyjaśnia, że to zdrowy przejaw instynktu samozachowawczego. "Zwyczajnie, rolnik działa w ramach własnej firmy i gospodarstwa. Jeśli ma poza nie wyjść, traci poczucie bezpieczeństwa i nie potrafi powiązać tradycyjnego gospodarowania z działalnością gospodarczą"
    To nie jest tak, że "nie potrafi". Tylko że poza gospodarstwem naprawdę zaczyna się pole minowe - stąd nieufność i niechęć do wychodzenia poza swoje opłotki. Mamy precyzyjnie wyznaczone pole jakiej-takiej (ciągle zresztą ograniczanej) swobody działania: od miedzy do miedzy.
    Nazwijmy konkretnie niektóre z owych "min". Pierwsza z nich (jak wydaje się zauważać autor) polega na tym, że działalność rolnika wykraczająca poza prostą produkcję rolną może być zaklasyfikowana jako "pozarolnicza działalność gospodarcza" - z sankcjami w postaci konieczności prowadzenia pełnej księgowości, z możliwością bezpowrotnej utraty "stażu" i składek latami odprowadzanych do KRUS, z koniecznością poddania się kontroli przez następnych kilka dolegliwych instytucji (Weterynaria, US, Sanepid, i mnóstwo innych.). Druga (i nie ostatnia) mina - pole działań gospodarczych poza miedzą gospodarstwa jest w całości zagospodarowane - wszyscy którzy cokolwiek jedzą (czyli naprawdę wszyscy) gdzieś już się w tą żywność zaopatrują, cały rynek jest zagospodarowany przez podmioty wielokroć silniejsze od rolnika (czy grupy rolników). Te podmioty są z reguły zorganizowane w mniej lub bardziej formalne korporacje, kartele, grupy, zmowy cenowe itd. Co więcej, jak autor w innym miejscu zauważył, taki podmiot "w pełni kontroluje (...) pozostałe figury, a więc jest silniejszy (np. jako wieża ma lepsze rozeznanie rynku), może wykonywać większą gamę ruchów (logistyka), przez co bardziej wpływa na decyzje strategiczne gracza i pośrednio autora reguł (np. legislatora)."
    Zwłaszcza ten wpływ na reguły gry jest istotny, przy czym niekoniecznie jest on jedynie "pośredni". Z tym zagrożeniem walczyć się nie da, zwłaszcza gdy się (jak rolnicy) nie posiada w praktyce reprezentacji politycznej.
    To nie jest irracjonalna chłopska nieufność - ona wynika z całego ciągu negatywnych doświadczeń. Częsta jest zmiana reguł gry, zwykle zbyt drastyczna, niespodziewana, rewolucyjna, preferująca "inne" grupy i boleśnie dotykająca rolnika, który (z racji dużej, przyrodzonej "inercji" działalności czysto rolniczej) nie ma dość czasu i środków aby elastycznie zareagować - w efekcie to głównie on ponosi straty. Przygotowania do takiej zmiany reguł zwykle odbywają się w tajemnicy, we mgle dezinformacji, kłamstw i plotek. Zestawmy choćby oficjalne enuncjacje n/t nowej WPR czy nowego PROW z tym, co się w końcu z tego dymu wyłania w praktyce.
    Dalej (jak się wydaje) Autor postuluje by "atrybuty innych figur i graczy (skup, przetwórstwo, handel, usługi konsumenckie) skupione zostały w rękach pionka, a więc wokół i w ramach gospodarstwa rolnego."
    Brzmi to pięknie. W praktyce zapewne miałoby to ( w pewnym uproszczeniu) oznaczać, że po prostu rolnicy sami biją świniaki, robią szynki i kiełbasy, i mąkę i chleb i sprzedają to bezpośrednio konsumentom. A jeśli okaże się to konieczne, to samorzutnie, bez żadnego "zaganiania do spółdzielczości" wytworzą takie formy współpracy czy "integracji", jakie będą im w danej sytuacji najbardziej odpowiadać. Czyli co w praktyce? Od nowa jeszcze raz budować "nasze" zakłady mięsne, cukrownie, Elewarr-y, sieci dystrybucji? OK, to jest do zrobienia, zwłaszcza że póki co to my, rolnicy mamy jeszcze monopol na dostawy surowca.
    Ale jak to ma się odbyć "bez walki"? Mamy wierzyć w to, że "wieże" rozstawione strategicznie na całej szachownicy będą się temu biernie przyglądać, zwłaszcza gdy mają możliwość wpływu na reguły gry?.
    Przede wszystkim - obecne reguły gry nie pozwalają wychylić nosa poza własny zagon...
    Autor wydaje się zakładać że całe to "pole minowe" wokół chłopskich zagonów wynikło jedynie z jakiegoś przypadku, braku rozeznania, pomyłki, i że "państwo jako prawodawca (...) z chwilą uświadomienia sobie tego stanu rzeczy zacznie postępować racjonalnie, tj. tworzyć otoczenie ku temu, by jak najszersze spektrum rozwiązań integracyjnych mógł wytworzyć rynek".

    To założenie jest całkowicie błędne! Nie przypadkiem, nie przez pomyłkę! Nie wierzę, że Autor nie zdaje sobie z tego sprawy. Państwo postępuje racjonalnie, tylko realizuje zupełnie inne cele niż te, które o których mówi Autor.
    No i pamiętajmy - nie ma wolnego rynku w produkcji żywności z tego względu, że rolnictwo jest dotowane. Ten, kto rozdziela dotacje decyduje o praktycznie wszystkim, dowolnie deformując rynek.
    Tu już zresztą chodzi nie tylko o profity krajowych "wież" kontrolujących rynek handlu, przetwórstwa i dystrybucji żywności i bardzo silnie powiązanych z tutejszymi legislatorami. Tu jeszcze trzeba (kontynuując szachową analogię) wziąć pod uwagę organizatorów całego turnieju a także tych, którzy w ostatecznej instancji mogą (przy niekorzystnym dla nich przebiegu partii) po prostu kopnąć stolik.
    Odnoszę wrażenie, że Autor bał się wyrazić wprost, czytelnym językiem rewolucyjny, antysystemowy postulat wolności gospodarczej dla rolników!
    Niestety, nie ma na to w praktyce żadnych szans. Chyba że to my, pionki przewrócimy stolik - zaczniemy masowo robić i sprzedawać nielegalną zdrową i smaczną kiełbasę, a wszelkich kontrolerów, poborców, nadzorców - szczuć psami i pędzić widłami.
  • PEWNE_INFO_OD_KOLEGI_Z_PSL 2013-12-08 16:38:42
    UWAGA!!! PEWNA INFORMACJA Z PEWNEGO ŹRÓDŁA. DOPŁATY WYPŁACAĆ ZACZNĄ W LUTYM. ZACISKAJCIE PASA.
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.198.52.82
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!