Dotychczasowe reformy Wspólnej Polityki Rolnej przeprowadzane były z różnych powodów, ale zawsze sprowadzało się to do chęci obniżenia nadmiernej produkcji (np. zbóż) i utrzymywania kosztownych zapasów albo z potrzeby utrzymania mniej dochodowych kierunków produkcji (np. owiec i wołowiny), których na rynku było za mało. Rynek cukru czeka reforma, wynikająca z nowego podejścia Komisji Europejskiej do Wspólnej Polityki Rolnej (CAP). Obecna reforma tej polityki silniej niż poprzednie zmierza do ograniczenia produkcji żywności w krajach unijnych i większy nacisk kładzie na wielofunkcyjny rozwój wsi. Rolnicy zamiast dotacji do produkcji rolnej mają mieć „płacone” za usługi jakie wykonują np. na rzecz ochrony środowiska, dla zachowania bioróżnorodności i dziedzictwa kulturowego wsi.

Konieczność zreformowania Wspólnej Polityki Rolnej to też wynik nie tylko trudności finansowych Unii. Jest to także skutek ugięcia się jej wobec żądań Światowej Organizacji Handlu (WTO), zmuszających do liberalizacji unijnego rynku. Unia musi ułatwić dostęp na swój rynek towarów, w tym przede wszystkim produktów rolnych z krajów uboższych. A to oznacza nie tylko obniżenie ceł na importowane produkty, ale też ograniczenie dopłat do eksportu unijnej żywności. A bez tych dopłat trudno będzie wyeksportować unijną żywność, więc trzeba zmniejszyć jej produkcję, aby znów nie rosły olbrzymie zapasy. Jednak dotychczasowe reformy CAP nie dotyczyły rynku cukru, bo dzięki wprowadzonym w roku 1968 mechanizmom ochrony przemysłu cukrowniczego i plantatorów buraków cukrowych nie zaprzestano w UE produkcji cukru. A mogłoby się tak stać, bo produkcja cukru z buraków jest znacznie droższa od produkcji cukru z trzciny cukrowej. Bez mechanizmów ochronnych, tańszy cukier z krajów trzecich napływałby bez przeszkód na rynki unijne. Ale za ochronę unijnego rynku cukru płacą konsumenci. Cukier w całej UE jest obecnie kupowany od producentów po 632 euro za tonę, czyli po cenie trzykrotnie wyższej od cen na rynkach światowych. Bez wysokich subsydiów nie można go więc wyeksportować, a zgodnie z ustaleniami w ramach WTO subsydia trzeba ciąć.

Konieczność cięcia subsydiów eksportowych stała się dla Komisji Europejskiej jednym z pretekstów do szybkiej reformy i obniżenia wsparcia dla całej produkcji cukru, czyli też przeznaczonego na rynek wewnętrzny Unii. Komisja proponuje, aby ceny gwarantowane cukru zostały obniżone o 39 proc. - do 385,5 euro za tonę, w ciągu dwóch lat, poczynając od roku 2007 i obniżenie gwarantowanej ceny buraków o 42,6 proc. - do 25,05 euro za tonę. Obniżka cen buraków miałaby być rekompensowana rolnikom w 60 proc. w formie dopłat.

Komisja proponuje też zmniejszenie krajowych kwot produkcji cukru oraz połączenie kwoty „A”, przeznaczonej na rynek unijny z kwotą „B”, przeznaczoną na subsydiowany eksport do krajów trzecich. Polska kwota „A” wynosi 1, 52 mln ton, a kwota „B” niecałe 100 tys. ton, czyli niespełna 7 proc. kwoty „A”. Francja i Niemcy mogą natomiast wyeksportować z dopłatami aż 1/3 swojej produkcji cukru. Z tych powodów nasz rząd nie godzi się na zmniejszenie przyznanego nam limitu produkcji cukru. Cięcia dotyczyć powinny największych eksporterów.

To, że zmiany w regulacji unijnego rynku cukru są nieuniknione i mają być wprowadzone już od roku 2006 wiadome było od dawna. Jednak mało kto spodziewał się, że Komisja Europejska zaproponuje aż tak radykalne zmiany. Poza Polską reformie rynku cukru w takim kształcie najbardziej sprzeciwia się: Estonia, Finlandia, Grecja, Włochy, Irlandia, Litwa, Portugalia i Hiszpania. Ale z naszym głosem Bruksela musi się liczyć najbardziej, bo jesteśmy trzecim co do wielkości producentem cukru w Unii. Nam potrzeba jeszcze kilku lat na restrukturyzację cukrownictwa, a wówczas będziemy mogli przejmować kwoty produkcyjne od krajów, które cukier produkują drożej od nas i zamierzają ograniczać jego produkcję, takich jak Wielka Brytania czy Holandia.

Źródło: "Farmer" 15/2005

Podobał się artykuł? Podziel się!